18 lipca 2017

Blogowanie- moje przemyślenia

Hejka!
   Zainspirowana podobnymi wpisami z wielu różnych stron uznałam, iż czas abym i ja napisała słówko na temat swoich doświadczeń związanych z prowadzeniem bloga. Bez zbędnego gadania, zapraszam!

Początki


źródło: alotofarts.beon.ru

   Cofnijmy się w czasie do 2011 roku, bowiem to właśnie wtedy założyłam mojego pierwszego bloga. Prowadziłam go w identyczny sposób co swój dziennik, czyli opisywałam w nim ostatnie wydarzenia z mojego życia. W tym momencie dochodzę do wniosku, że ten blog nie był mi w żaden sposób potrzebny. Zastanawia mnie też, dlaczego właściwie postanowiłam go uruchomić? W każdym razie, jego wygląd wydał mi się po pewnym czasie niezbyt zadowalający, a że nie potrafiłam go zmienić (miałam wtedy zaledwie 13 lat, wybaczcie mi tamtą niekompetencję) założyłam kolejnego bloga. Swoją tematyką nawiązywał do tego poprzedniego, ale i on poszedł wkrótce w odstawkę.
   Trzecia klasa gimnazjum, trzeci blog. W pierwotnym zamyśle, miałam publikować na nim wyłącznie opowiadania mojego autorstwa, ale szybko okazało się, że nie szły mi one najlepiej. Żeby więc nie mieć wyrzutów sumienia, że kolejny blog stoi odłogiem, wrzucałam na niego recenzje anime, mang oraz gier point and click. Po miesiącu braku aktywności z mojej strony, skasowałam go.
   Czwarty blog- założony na początku liceum- był dla mnie bardzo poważnym przedsięwzięciem, gdyż zamieszczałam na nim fragmenty powieści fantasy (moja przyjaciółka - Natalia - współtworzyła ze mną fabułę, lecz w pewnym momencie ta historia została powierzona mojej pieczy). W pewnym momencie, w okolicach listopada 2014 roku, nagłośniona została sprawa Agaty Romaniuk. Dziewczyna ukradła tekst fanfiction z bloga pewnej studentki, przerobiła go, a następnie wydała w formie książki (więcej informacji na ten temat znajdziecie TUTAJ). Przeraziła mnie ta sytuacja i by uniknąć podobnych nieprzyjemności, usunęłam bloga. Kilka miesięcy później, porzuciłam też pisaną przez siebie historię i postanowiłam już nigdy więcej do niej nie wracać.

Dlaczego założyłam obecnego bloga?


źródło: pinterest.com

   Rezygnacja z powieści stanowiła dla mnie bardzo trudny krok. Przerażający był dla mnie też wówczas fakt, że te wszystkie miesiące ciężkiej pracy i usilnych starań mogłyby pójść na marne. By więc nie zaniedbać swojego talentu i doszlifować go z różnych stron, postanowiłam założyć Welcome to my little big world. Początkowo był to blog stricte książkowy, ale wkrótce poszerzyłam jego tematykę o inne moje zainteresowania. Aktualnie liczy on sobie już ponad dwa lata i mam nadzieję, że nie zrezygnuję z niego tak łatwo jak z pozostałych blogów.
   Jest jeszcze inni istotny powód, dla którego się dzisiaj tu znajduję. Otóż jestem bardzo rozczarowana tym, że poza rozprawkami i esejami, nie ćwiczyliśmy na języku polskim w liceum żadnych innych form literackich (dodam tylko, że byłam w klasie humanistycznej). Bardzo zależało mi na tym, aby je choć trochę poznać, więc w ramach samodzielnej nauki, publikuję je tutaj na blogu. 

  Wady i zalety prowadzenia bloga


źródło: pinterest.com

   Welcome to my little big world jest dla mnie ogromną szansą na rozwój. Tutaj mogę dopracować swój styl, poćwiczyć pisanie recenzji, ale także i przełamać lenistwo oraz pokazać samej sobie, że potrafię się zmobilizować i napisać coś ciekawego. 
   Korzyści płynące z prowadzenia bloga są dla mnie widoczne już dziś, ale muszę też zwrócić uwagę na pewien znaczący problem, na jaki natykam się za każdym razem, gdy mam coś opublikować. Otóż wszystkie posty pochłaniają mnóstwo mojego czasu i energii. Pisanie nie przychodzi mi niekiedy zbyt łatwo, więc aby zamieszczane przeze mnie teksty brzmiały choć odrobinę przyzwoicie, muszę im poświęcić bardzo dużo uwagi. Czasami bywa tak, że jedną głupią recenzję, mogę pisać wiele, wiele godzin... Mogłabym dać sobie odrobinę więcej luzu, ale wtedy nie miałabym tego poczucia, że dobrze wykonałam swoją pracę. Wiem, że sama sobie tym szkodzę, ale nie zamierzam zmienić moich przyzwyczajeń w tej kwestii.

Jakie korzyści czerpię z blogowania?


źródło: pinterest.com 

  Z moich doświadczeń wynika, iż blogowanie daje przede wszystkim poczucie spełnienia. Oczywiście bardzo istotne jest również to, że w trakcie mojej dwuletniej działalności tutaj, udało mi się poznać mnóstwo ciekawych osób, a także dowiedzieć się o istnieniu wielu ciekawych tytułów. Musicie jednak wiedzieć, że nie to jest dla mnie najważniejsze. Za każdym razem, kiedy uda mi się zamieścić jakiegoś posta, odczuwam ogromną satysfakcję i dumę. Dumę, bo nie poddałam się lenistwu i pokonałam wewnętrzne bariery, by zbliżyć się o krok do upragnionego celu. Z tego też względu uważam, że prowadzenie bloga jest to doskonały trening na wytrwałość i systematyczność. Nie będę ukrywać, mam z tym niemałe problemy, ale powoli zaczynam wychodzić na prostą. 
   Dzięki pisaniu bloga, mój styl uległ znacznej poprawie. Kiedy porównuję wpisy z 2015 i 2017 roku, widzę pomiędzy nimi ogromną różnicę. Jeżeli mi nie wierzycie, poszperajcie trochę w archiwach bloga. Swoją drogą, na początku liceum miałam dosyć ciekawą manierę. By zrozumieć o co mi chodzi, muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo emocjonalną osobą i wiele moich wypowiedzi jest wprost przesyconych uczuciami. Kiedy się tego słucha, brzmi to całkiem znośnie, ale zapisane na papierze/ekranie wygląda wręcz komicznie. Pamiętam, jak w pierwszej liceum mój profesor od j.polskiego powiedział mi: " Kamila, ty chyba powinnaś pić melisę przed pisaniem, bo wszędzie dajesz wykrzykniki i tak dziwnie budujesz zdania...". Teraz widzę, że miał rację. Widzę to również wtedy, gdy umieram z zażenowania podczas czytania moich starych wpisów... 

Moje porady


źródło: s-media-cache-ak0.pinimg.com

   Nie byłam, nie jestem i zapewne nigdy nie będę ekspertem w dziedzinie blogowania, jednakże jest kilka kwestii, którymi chciałabym się podzielić z osobami planującymi założenie bloga oraz z mniej doświadczonymi twórcami. Po pierwsze- pisz na interesujące Cię tematy. Nie widzę najmniejszego sensu w zakładaniu strony internetowej, jeżeli masz na niej publikować treści, z którymi się nie utożsamiasz. Nawet jeżeli jej popularna tematyka ma Ci przynieść wiele wyświetleń i obserwatorów, nie jest to wystarczający powód dla tak niedorzecznego postępowania (chyba, że jest to blog powstały na potrzeby jakiegoś projektu szkolnego lub coś w tym rodzaju, wtedy jest się usprawiedliwionym). 
   Po drugie- zeszyty i wszelakiego rodzaju notatniki są bardzo przydatne, jeżeli chcesz swobodnie rozplanować kolejny wpis lub po prostu uporządkować myśli. Przed publikacją każdego z postów, zapisuję je najpierw na brudno w zeszycie (czasami w całości, ale najczęściej tylko sam początek) i podczas przepisywania na bloga, poprawiam co niektóre zdania. Taki sposób pracy bardzo mi odpowiada. 
   Po trzecie- pisz dla siebie, nie dla innych. Twórz swojego bloga w taki sposób, abyś to Ty był/była z niego zadowolony/a. Przed publikacją każdego posta nie zastanawiaj się w nieskończoność, czy spodoba się on Twoim czytelnikom i czy ich odzew będzie odpowiednio duży. On ma się podobać przede wszystkim Tobie. Zdaję sobie sprawę, że jest to dosyć oczywista uwaga, ale w pogoni za akceptacją i popularnością, bardzo łatwo jest o tym zapomnieć.


Moje brudnopisy z tekstami na bloga

   Jakie są Wasze doświadczenia związane z prowadzeniem bloga? Czy również macie jakieś porady, którymi chcielibyście się podzielić? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach!

See you
Kamila

UDOSTĘPNIJ TEN POST

06 lipca 2017

"Do mnie z drugiej klasy liceum"- recenzja filmu pt. "Orange"

Hejka! 
   Mam w swojej osobistej biblioteczce kilka mang, do których lubię co jakiś czas powracać. W lipcu zeszłego roku, dołączył do tego zaszczytnego grona kolejny tytuł, a jest nim "Orange" autorstwa Takano Ichigo. O powstałym na bazie tej serii filmie dowiedziałam się już jakiś czas temu, jednakże dopiero teraz znalazłam czas aby go obejrzeć. Czy twórcom udało się oddać niesamowity klimat i magię tej historii? Zapraszam! 


źródło: drakormaksnity.wordpress.com

Informacje ogólne
Produkcja: Japonia
Czas trwania: 139 min.
Gatunek: dramat, romans, fantasy
Rok produkcji: 2015

   Przyszłość wcale nie musi być jedną wielką niewiadomą. Przekonuje się o tym nastoletnia Naho po tym, jak otrzymuje list od o dziesięć lat starszej siebie. Początkowo dziewczyna ma ogromne wątpliwości co do wiarygodności listu, lecz znikają one w momencie, gdy zaczynają się dziać opisane w nim rzeczy. Jedną z nich jest pojawienie się w klasie nowego ucznia - Kakeru Naruse - któremu już pierwszego dnia udaje się zyskać sympatię jej przyjaciół. Sama Naho również bardzo się do niego zbliża i wkrótce zaczyna darzyć go głębszym uczuciem. Jednakże listy z przyszłości nie wróżą im najlepiej. By uniknąć tragicznego losu, dziewczyna musi przełamać swoje słabości i pomóc Kakeru w uporaniu się z jego mroczną przeszłością. Przyjaciele Naho pomagają jej w realizacji planu, lecz nie jest pewne, czy uda im się zdążyć na czas. 
   Jedna z pierwszych rzeczy, o jakiej pomyślałam zaraz po oglądnięciu tego filmu, dotyczy jego scenariusza. Byłam zaskoczona tym, jak sprawnie udało się twórcom zmieścić pięć tomów mangi w nieco ponad dwugodzinnym filmie. Tak jak przypuszczałam na początku- część wątków została pominięta, jednakże mimo wszystko byłam bardzo mile zaskoczona. Scenariusz był dobrze rozplanowany i nie udało mi się w nim dostrzec żadnych większych dziur. Wydaje mi się, że w pewnym stopniu może to być spowodowane tym, iż akcja w mandze toczy się dosyć spokojnym tempem i nie potrzeba było wiele wysiłku, aby powybierać z niej te co lepsze fragmenty. W każdym razie, scenariusz "Orange" stoi na dosyć wysokim poziomie i ewidentnie stanowi jeden z największych plusów tej produkcji. 
   Czymś, za co szczególnie pokochałam całą serię "Orange", jest jej niesamowicie wymowne przesłanie oraz powaga, z jaką traktuje ważne dla młodzieży problemy, a są nimi m.in.: przyjaźń, miłość ale także i kłopoty rodzinne oraz śmierć. Poprzez ukazanie tego, iż można zmienić swoje przeznaczenie, ta historia uczy młodych ludzi, że warto walczyć o samych siebie i o swoich najbliższych. 


źródło: pinterest.com

   Kolejny japoński film- kolejna porażka obsady. Oglądając ekranizacje mang często odnoszę wrażenie, jakby aktorzy próbowali w jak najdokładniejszy sposób oddać cechy charakteru oraz zachowanie danej postaci, a powinno być zupełnie odwrotnie. Przecież wiadome jest, że manga rządzi się zupełnie innymi prawami niż rzeczywistość. W mangach wiele rzeczy jest przejaskrawionych, zbyt mocno podkreślonych i niektórzy aktorzy zamiast delikatnie "wygładzić" ogrywaną przez siebie postać, oni jeszcze bardziej uwydatniają jej poszczególne cechy. Tak między innymi zachowywała się niemal cała obsada w "Orange". Muszę w tym miejscu zwrócić honor Kento Yamazakiemu, filmowemu Kakeru, ponieważ on jako jedyny zagrał w miarę znośnie swoją postać. Co do reszty... Cóż, szkoda mi po prostu słów. Z uroczej i nieco zbyt nieśmiałej Naho wyszła ameba, której trudno jest wydusić choć jedno słowo i to przy niemal każdej konwersacji. Energiczność Suwy została przerysowana do granic możliwości, Hagita stracił swoją charyzmę i cięty humor, a o Azu i Tace wolę już nie wspominać. One zachowywały się niczym dzieci z przedszkola albo podstawówki...Wybaczcie mi ten bulwers, ale nie potrafię wybaczyć aktorom tego, co zrobili z bohaterami tej serii. Po prostu nie potrafię (tym bardziej, że Azu należy do moich ulubionych mangowych bohaterek; no po prostu hańba!). 
żródło: wattpad.com

   Przejdźmy może do nieco przyjemniejszego tematu. Byłam oczarowana dbałością, z jaką został nakręcony ten film. Przepiękne lokacje, pełno zieleni i ciepłych barw w niemal każdym z kadrów oraz staranne ujęcia to coś, co niewątpliwie nadaje uroku 'Orange". Każdy z tych elementów stworzył niesamowitą aurę wokół tej historii, co czuć już w pierwszych minutach filmu. Ktoś bardzo wybredny mógłby jednak uznać te zabiegi za niewystarczające, jednakże w moim odczuciu są one naprawdę zadowalające. 
   Trochę żałuję, że wraz z pięknym montażem, nie szła w parze chwytająca za serce muzyka. Niby była, ale jakby jej nie było. Kompletnie nie zwróciła mojej uwagi i w żaden sposób się nie wyróżniała. Bardzo nie lubię, gdy muzyka skupia na sobie całą moją uwagę, ale gdy całkowicie wtapia się ona w tło, to sama już nie wiem, co gorsze. 




źródło: film "Orange"

   Nie potrafię jednoznacznie określić, czy ten film jest wart polecenia, czy też lepiej omijać go z daleka. Fabuła wraz z montażem znacznie podnoszą jego poziom, jednakże nie można przejść obojętnie obok tak marnego popisu aktorstwa, jakim wykazała się obsada. Jeżeli ten film ma być czyimś pierwszym spotkaniem z "Orange", to zamiast tego radzę sięgnąć po mangę lub zapoznać się z anime. Dla tych jednak, którzy mieli już styczność z tą serią, polecam obejrzeć ten film nawet i z czystej ciekawości. 
   Jeżeli jesteście zainteresowani oglądnięciem tego filmu, znajdziecie go na TEJ stronie. Pamiętajcie jednak o wcześniejszej rejestracji/wcześniejszym zalogowaniu. 


Moja ocena 6,5/10


See you
Kamila

PS Przepraszam Was za kolejną dłuższą przerwę. Tym razem był to zastój twórczy. Przez kilka tygodni nie mogłam sklecić ani jednego zdania... Mam nadzieję, że teraz będzie już lepiej. 
UDOSTĘPNIJ TEN POST

11 czerwca 2017

Top 5 serii książkowych dla młodzieży

Hejka!
   Kilkutomowe serie książkowe nie są czymś, za czym zbytnio przepadam. Zazwyczaj kupuję lub wypożyczam jednotomowe powieści, co uważam za bardzo wygodne rozwiązanie; nie muszę wtedy czekać aż ktoś odda do biblioteki lub wyda następny tom. Są jednak książki, które zainteresowały mnie swoją fabułą na tyle, że postanowiłam sięgnąć po kolejne ich części. W moim przypadku są to najczęściej serie dla młodzieży i dziś pragnę opowiedzieć Wam o kilku z nich. Zapraszam!

Wszechświaty
Leonardo Patrignani


źródło: wydawnictwo Dreams

   Gratka dla miłośników historii pełnych tajemnic i nadnaturalnych zjawisk. 
   Para głównych bohaterów - Alex i Jenny - choć nigdy nie widziała swoich twarzy, od dłuższego czasu nawiązuje ze sobą telepatyczny kontakt. Gdy w końcu ma dojść pomiędzy nimi do spotkania okazuje się, że oboje znajdują się w dwóch zupełnie innych światach. Główni bohaterowie dowiadują się, iż wszechświat podzielony jest na nieskończenie wiele równoległych do siebie uniwersów oraz poznają sposób, w jaki podróżować pomiędzy nimi. Jenny, Alex oraz jego przyjaciel - Marco - wspólnie doświadczają katastrofy i rozpoczynają swą długą wędrówkę poprzez niezliczoną ilość światów. 
   Na samym początku muszę powiedzieć, że ta książka jest naprawdę specyficzna i nie każdemu może to odpowiadać. Jej fabuła zahacza o bardzo osobliwe rejony fantastyki, czyli o nadnaturalne możliwości ludzkiego umysłu oraz o podróże w odległe przestrzenie. Jeżeli jednak tego typu klimaty Wam odpowiadają, bardzo gorąco zachęcam Was do zapoznania się ze "Wszechświatami". Nie powinniście żałować. 
   Wiele osób zarzuca autorowi, iż wykreowani przez niego główni bohaterowie są zbyt idealni. Muszę się niestety z tym zgodzić. Każdy z nich był odważny, mądry, sprytny, wierny, brawurowy i... a dobra, nie chcę mi się wymieniać dalej. Jednakże pomimo swoich licznych zalet wydawali mi się oni potwornie nijacy. Jedynie Marco - komputerowy geniusz o niezwykle przenikliwym umyśle - nie sprawiał wrażenia papierowego; jego naprawdę dało się polubić. Poza tym, to on moim zdaniem odegrał kluczową rolę w całej tej historii. 
   Pomimo zawiłej fabuły i wszechobecnego chaosu, "Wszechświaty" potrafią wciągnąć i w dosyć świeży sposób przedstawić niezwykle intrygujący temat, jakim są światy równoległe. Osobiście jestem wielką fanką tego typu teorii i jestem bardzo szczęśliwa, że ktoś postanowił podjąć się tego tematu. 
   Tak trochę z innej beczki- nie podoba mi się sposób, w jaki została wydana ta książka. Jej papier jest bardzo gruby, przez co ciężko mi było swobodnie przerzucać każdą poszczególną kartkę. Nie rozumiem też, dlaczego obwoluta sięga jedyne połowy okładki. Może i daje to ciekawy efekt, ale na dłuższą metę jest to niesamowicie denerwujące, gdyż ona się ciągle ześlizguje. 

Trylogia czasu
Kerstin Gier


źródło: wydawnictwo Egmont

   Wydaje mi się, że dopiero po przeczytaniu tej serii zrozumiałam, że podróże w czasie są moim ulubionym motywem w popkulturze. 
   W rodzinie nastoletniej Gwendolyn, od pokoleń przekazywany jest gen podróży w czasie. Jak się okazuje, to ona, a nie jej kuzynka Charlotta, jest jego następną posiadaczką. Dziewczyna wstępuje do tajemnej organizacji, która zrzesza osoby o podobnych zdolnościach, gdzie poznaje przystojnego i niedostępnego Gideona. Podczas licznych podróży w przeszłość, para wspólnie zmierza się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem oraz dosyć szybko okrywa, iż łączy ich coś więcej niż powierzona im misja. 
   Uwielbiam Trylogię czasu za jej lekkość oraz niezwykle wciągającą fabułę. Nie wiem dlaczego dopiero po zapoznaniu się z tą serią zrozumiałam, jak bardzo kocham motyw podróży w czasie. Chyba po prostu nie miałam wcześniej zbyt częstej styczności z tym tematem. W każdym razie, autorka całkiem nieźle poradziła sobie z ukazaniem tego, w jaki sposób bohaterowie potrafią przenosić się wieki wstecz. Również przebieg fabuły był jasny i łatwy do zrozumienia, co nie znaczy, że brakowało w nim elementów zaskoczenia i licznych zwrotów akcji.  
   Podobnie jak we "Wszechświatach", miałam tutaj ogromny problem z bohaterami. Tyle, że w tym przypadku, nikt z głównych postaci nie przypadł mi do gustu, dosłownie nikt. Gwendolyn denerwowała mnie swoją infantylnością, Gideon zachowywał się jak gbur, a o Xemeriusie wolę już nie wspominać... Powiem tylko tyle, że gdy robiłam w 2014 roku listę przeczytanych książek i przyznawałam różne tytuły poszczególnym książkom i bohaterom, Xemerius otrzymał ode mnie nagrodę za najgorszą postać męską. Chyba nie muszę nic więcej mówić. 
   Trylogia czasu posiada wiele mankamentów, na które niekiedy bardzo ciężko przymknąć oko, ale warto po nią sięgnąć nawet i ze względu na samą fabułę. Jeżeli dopiero wdrażacie się w motyw podróży w czasie, to na dobry początek warto sięgnąć właśnie po tę serię. 
   
Skrzydła Laurel
Aprilynne Pike


źródło: Wydawnictwo Dolnośląskie 

   Pierwsza seria książkowa, jaka zagościła w mojej biblioteczce. Niedługo po przeprowadzce do nowego miasta, główna bohaterka - Laurel - odkrywa prawdę o swoim pochodzeniu; dowiaduje się, iż jako małe dziecko została podrzucona przez wróżki i sama jest jedną z nich. Dziewczyna postanawia powierzyć ten sekret swojemu najbliższemu przyjacielowi - Dawidowi - w którym wkrótce zakochuje się z wzajemnością. Poznanie swojej tożsamości to nie koniec rewelacji, gdyż w otoczeniu Laurel coraz częściej zaczynają pojawiać się groźne trolle. Do walki z nimi staje tajemniczy Tamani (jak ja mam go nazwać, bo nie wiem... wróżka czy wróż?), który niejednokrotnie namiesza w życiu oraz w sercu Laurel. 
   Ten opis fabuły brzmi co najmniej dziwacznie... Szczerze, gdybym dopiero teraz go przeczytała i nie miała wcześniej żadnej styczności z tą serią, raczej bym po nią nie sięgnęła. Dla tych, którzy zaczęli już mieć jakieś wątpliwości- "Skrzydła Laurel" to nie jest słodka baśniowa opowiastka. Jest zupełnie odwrotnie, gdyż nie brakuje w niej brutalnych scen, romansu oraz silnych emocji. To właśnie lubię w tej historii- jest czymś kompletnie innym, niż mogłoby się zdawać. 
  Nie ukrywam, że "Skrzydła Laurel" i jej kontynuacje dosyć mocno bazują na fabule "Zmierzchu", gdyż powstały one właśnie na fali popularności sagi pani Meyer. Liczne podobieństwa nie sprawiają jednak, że tej historii brakuje oryginalności i czyta się ją z nieprzemijającym uczuciem deja vu. Historia Laurel potrafi nie raz zaskoczyć i dostarczyć mnóstwa pozytywnych uczuć. 

Saga o braciach Benedictach
Joss Stirling


źródło: wydawnictwo Akapit Press
  
   Kolejny cykl dotyczący paranormalnych zdolności związanych z ludzkim umysłem. Każda z jego bohaterek jest sawantką czyli osobą, która potrafi komunikować się telepatycznie z innymi i posiada nietypową zdolność jak np. zatrzymywanie czasu lub kontrolowanie ognia. Wszystkie dziewczęta odnajdują wśród rodziny Benedictów swoich przeznaczonych, to znaczy kogoś, kto stanowi dopełnienie dla ich nadnaturalnej mocy. Niektórzy sawanci wykorzystują swoje zdolności do niekoniecznie dobrych celów, i to właśnie Benedictowie starają się ich powstrzymać. Z każdym tomem wrogowie stają się coraz silniejsi. Czy żyjące dotychczas zwykłym życiem dziewczęta dadzą sobie radę ze śmiertelnym niebezpieczeństwem? 
   Trafiłam na tę serię przez zupełny przypadek. Szczerze mówiąc, kiedy przeczytałam w opisie fabuły słowo "sawant", od razu przyszła mi do głowy definicja sawanta z Wikipedii (link macie TUTAJ); nie sądziłam, że może mieć tutaj jakieś fantastyczne zabarwienie. Dopiero podczas czytania zorientowałam się, że mam przed sobą coś zupełnie innego, niż myślałam.  
   Przeczytałam już niemal wszystkie dostępne w Polsce tomy tej serii (pozostałych dwóch nie chciało mi się już tutaj wklejać) i za każdym razem czuję ten sam dreszczyk emocji i zdenerwowanie. Autorka w naprawdę genialny sposób kreuje intrygi i wciąga w nie czytelnika. Przeczytałam też pierwszy tom innej jej serii - "Wyklęta" - na którym również się nie zawiodłam. 
  Jedynym problemem Sagi o braciach Benedictach jest schematyczność jeżeli chodzi o wątek romantyczny. Autorka stworzyła coś na wzór szkieletu, na którym bazuje przez wszystkie tomy serii. Co prawda za każdym razem przebieg wątku romantycznego wygląda trochę inaczej, ale po przeczytaniu tomu 4 - "Droga do Misty" - ten "szkielet" stał się dla mnie aż zbyt widoczny. Pozwólcie, że przedstawię Wam go w punktach:
  1. Para głównych bohaterów się poznaje i oboje stwierdzają, że kompletnie do siebie nie pasują; są wobec siebie wredni i unikają swojego towarzystwa. 
  2. Gdy okazuje się, że główni bohaterowie są swoimi przeznaczonymi, nagle zaczynają się do siebie kleić i wyznawać dozgonną miłość (choć kilka minut wcześniej jedno nie znosiło drugiego). 
  3. Miłość bohaterów zostaje wystawiona na próbę w starciu ze złymi sawantami. 
  4. SPOILER Happy end. W sumie po co daję to w spoiler? Przecież to było do przewidzenia... KONIEC SPOILERU 
  Saga o braciach Benedictach to jedna z najbardziej emocjonujących serii jaką znam. Gwarantuję Wam, że nie będziecie się przy niej nudzić. Nawet jeżeli wątki romantyczne nie zaskakują oryginalnością, to elementy kryminalne, które przepełnione są akcją, nadrabiają straty. 


Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów
Ann Brashares


źródło: wydawnictwo Egmont

   Poproszę o fanfary, bo przed Wami moja ulubiona seria młodzieżowa! Czwórka głównych bohaterek - Carmen, Lena, Tibby i Bridget - znają się ze sobą od wczesnego dzieciństwa i nadchodzące lato ma być pierwszym, kiedy każda z nich spędzi je w zupełnie innym miejscu. By pozostać w jak najbliższym kontakcie, postanawiają przesyłać sobie co jakiś czas parę dżinsów, która idealnie pasuje na każdą z nich. Stąd też nazwa "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów". Tradycja przesyłania sobie dżinsów jest kontynuowana przez dziewczęta nawet wtedy, kiedy kończą liceum i rozpoczynają studia. Dla nich te dżinsy to coś więcej niż tylko kawałek materiału; dla nich symbolizują miłość. 
   Mogłabym opowiadać o tych książkach godzinami. Kocham w nich wszystko: od fabuły, poprzez postaci, kończąc na przesłaniu, jakie ze sobą niesie. Kiedy kilka lat temu sięgałam po pierwszy tom, pomyślałam sobie: "To pewnie będzie kolejna nudna młodzieżówka, ehhh". Ogromnie się myliłam, do czego ze wstydem muszę się przyznać. 
   "Stowarzyszenie..." porusza bardzo istotne problemy, jakimi są: śmierć bliskich, zawody miłosne, kłopoty rodzinne i wiele innych. Bohaterki podchodzą do wielu z nich niedojrzale, często rozdrapują rany i lekceważą uczucia innych, jednakże zawsze potrafią wyciągnąć ze swoich przeżyć cenną życiową lekcję. Jeżeli zawiniły, spotyka je za to kara. Bardzo podoba mi się takie podejście autorki do ich problemów, gdyż przedstawia je ona w realistyczny sposób i przy okazji edukuje, co jest dobre a co nie. Z każdego z tomów da się wyciągnąć morał oraz zaczerpnąć inspirację do stawania się lepszym. Dobre jest także to, że bohaterki posiadają wady i nie są idealne. Ich postępowanie jest niejednokrotnie złe, ale zawsze potrafią się przyznać do popełnionego błędu i go naprawić. 
   Z każdą z czterech bohaterek potrafiłam się w dany sposób utożsamić. Ich uczucia, myśli oraz czyny zawsze wywoływały we mnie wiele emocji i skłaniały do refleksji nad swoim własnym życiem. Ponadto, trzeci tom opisuje wszystko to, co właśnie w tej chwili przeżywam- jaką drogą podążać dalej? Jakie studia wybrać? Jak zniosę rozłąkę z rodziną i przyjaciółmi? Jest to kolejny powód, dla którego tak bardzo kocham tę serię- ona dotyczy także mnie. 
   Nie potrafię wymienić żadnej większej wady, jaka mogłaby się znaleźć w "Stowarzyszeniu...". Historia każdej z bohaterek obfituje w ciekawe wydarzenia, które mogłyby przytrafić się każdemu z nas. Ta seria posiada ogromny potencjał, który uważam za w pełni wykorzystany,


źródło: bbs.dnvod.eu

   Jakie są Wasze ulubione cykle książkowe? Czy czytaliście któryś z tych, które wymieniłam w dzisiejszym poście? Czekam na Wasze komentarze! 

See you
Kamila

PS Dawno tyle nie pisałam. Aż zapomniałam jak to jest XD
UDOSTĘPNIJ TEN POST

28 maja 2017

Bez żadnych granic- recenzja filmu pt."Tokyo Girl"

Hejka!
   Jako zapalona miłośniczka historii o podróżach w czasie, bardzo chętnie sięgam po przeróżne tytuły z tego gatunku. Jednakże, twórcy niektórych z nich najprawdopodobniej postanowili zerwać ze wszelkimi prawami rządzącymi światem, przez co mamy dzisiaj taki twór jak "Tokyo Girl". Czy pomimo swoich licznych niedociągnięć i innych wad, ten film jest wart oglądnięcia? Zaraz się przekonacie. Zapraszam!


źródło: asianwiki.com

Informacje ogólne
Produkcja: Japonia
Czas trwania: 98 min.
Gatunek: fantasy, dramat, romans
Rok produkcji: 2008

   Ludzki los i ścieżki splatają się ze sobą na różne niepojęte dla nas sposoby, W momencie, kiedy Miho zbiega ze schodów w jednym z tokijskich hoteli, dochodzi do gwałtownego trzęsienia ziemi i telefon, który trzymała wcześniej w ręce, wędruje tunelem czasoprzestrzennym do poprzedniego stulecia. Szczęśliwym znalazcą własności dziewczyny, okazuje się być młody aspirujący pisarz- Tokijiro. Zatroskana nastolatka dzwoni na swój telefon i po jakimś czasie okrywa, iż jej rozmówca pochodzi z 1912 roku. Hiho i Tokijiro coraz częściej nawiązują ze sobą kontakt i w pewnym momencie dostrzegają, iż ich wzajemna fascynacja przerodziła się w znacznie głębsze uczucie. W pewnym momencie dziewczyna dowiaduje się o dacie i okolicznościach śmierci chłopaka. Czy pomimo dzielącego ich dystansu i przeszkód stojących na ich drodze, dziewczynie uda się uratować jej ukochanego?
   To, co przed chwilą przeczytaliście, to była chyba piąta albo szósta wersja opisu fabuły. Ta historia jest tak poplątana, że naprawdę ciężko było mi przedstawić ją w miarę logiczny sposób. Paradoksalnie może to i dobrze, ponieważ w pewien sposób świadczy to o tym, iż jest w niej wiele oryginalnych i nietuzinkowych elementów.


źródło: asianwiki.com

   Na początek chciałabym Wam wytłumaczyć, na jakiej zasadzie możliwe było połączenie telefoniczne pomiędzy 2008 a 1912 rokiem, ponieważ jest to moim zdaniem największy problem w tym filmie. Otóż bohaterowie wcale nie wykorzystywali do tego żadnej specjalistycznej technologi, ani nie prosili kosmitów o pomoc. Jedyne, co było im potrzebne to.... księżyc. Tak, księżyc i wysyłane przez niego magiczne promienie, dzięki którym mogli ze sobą rozmawiać. Z jednej strony brzmi to dla mnie niesamowicie głupio i dziwacznie, ale z drugiej jestem zaskoczona pomysłowością twórców. Myślę, że ich koncepcja była, ogólnie rzecz biorąc, dobra- osoby z dwóch różnych epok odkrywają różnice pomiędzy ich światami i pokonują dzielące ich bariery. Odnoszę jednak wrażenie, że twórcy chcieli za wszelką cenę stworzyć coś oryginalnego, przez co albo odrzucili albo zapomnieli o wszelkiej logice i prawach. Efektem tego jest scenariusz, który wygląda zupełnie jak parodia tego pierwotnego pomysłu.
   Pewnym ciekawym przykładem nielogiczności w tym filmie jest scena, w której główny bohater spaceruje ulicą i rozmawia z Miho przez telefon. O ile w dzisiejszych czasach tego typu widok nie robi na nikim większego wrażenia, o tyle w XX wieku mógłby być dla kogoś niepokojący. Wyobraźcie sobie, że żyjecie w 1912 roku. Spacerujecie sobie po mieście, a tu obok was idzie jakiś gość, co gada do siebie i trzyma przy uchu białe drewno, czy co to kurczę jest. Chłopak rozmawia cały czas: i w parku, i w restauracji i siedząc w tramwaju. Wydaje mi się, że większość osób zareagowałaby w jakikolwiek sposób na takie zachowanie. Jednakże, w tym filmie nic takiego nie zachodzi. Tutaj nikt nie zwrócił na Tokijiro większej uwagi: nikt się nie obejrzał, nikt nie skomentował, po prostu zero reakcji. Niby jest to drobna rzecz, ale moim zdaniem razi i to bardzo.


źródło: film "Tokyo Girl"

Trochę kiczowato to wygląda, sami przyznajcie...

   "Tokyo Girl" to nie tylko miłość i związane z tym perypetie, ale także i dramaty rodzinne. Ojciec głównej bohaterki zmarł, kiedy ta była jeszcze małym dzieckiem, przez co była później wychowywana jedynie przez swoją mamę. Po wielu latach samotności, gdy matka dziewczyny w końcu czuje się na tyle gotowa, by związać się na stałe z kimś nowym, ta kategorycznie jej tego zabrania. Podczas wspólnego spotkania z nowym partnerem matki, Miho zachowuje się jak rozwydrzone dziecko: jest wredna, chowa się przed nimi w toalecie, nie odpowiada na pytania, a jeżeli już, to zwykle podnosi przy tym głos. Gdyby bohaterka była dzieckiem, byłabym jeszcze w stanie zaakceptować to, że ma ona takie podejście do tej sprawy, ale błagam Was, ona jest już nastolatką i ma 16 lat. Wydaje mi się, że osoby w tym wieku już trochę lepiej rozumieją otaczający ich świat i potrafią wczuć się w sytuację innych osób. W tym przypadku, główna bohaterka wykazała się, moim zdaniem, wyjątkowo infantylnym podejściem do całej sprawy, przez co bardzo trudno było mi poczuć do niej jakąkolwiek sympatię. Na szczęście, pod wpływem znacznie dojrzalszego od niej Tokijiro, dziewczyna zmienia swój stosunek do jej sytuacji rodzinnej i akceptuje nowego wybranka swojej mamy.
   Nieco ciekawszy był dla mnie wątek Tokijiro, który postanowił porzucić rodzinny interes i rozpocząć naukę u pewnego szanowanego pisarza. Pomimo nieprzychylności ze strony ojca, Tokijiro realizuje swoje pasje i stara się urzeczywistnić swoje marzenia, czym już na początku zyskał mój szacunek.


źródło: asianwiki.com

   Oprawa i wykonanie tego filmu stoją na miernym poziomie. Gra aktorska niczym mnie nie zachwyciła, a czasami wręcz bawiło mnie to, w jak nieudolny sposób poszczególni aktorzy próbowali odegrać swoje role (szczególnie Kazuma Sano wcielający się w postać Tokijiro; doceniam go za usilne starania, ale mimo wszystko nie poradził sobie zbyt dobrze). Również montaż wzbudził we mnie mieszane uczucia. Zerknijcie do góry na kadr ze świecącym księżycem. Wygląda to mało profesjonalnie, moim zdaniem. Jedyny zabieg, który mnie pozytywnie zaskoczył, to podkreślenie różnicy pomiędzy współczesnością a przeszłością za pomocą kolorów. Kiedy kamera podąża za Miho, wszystkie kolory wokół niej są żywe i nasycone, a gdy przenosimy się do 1912, nabierają one brązowawych i szarawych odcieni. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej na ten temat, odsyłam Was do TEGO filmiku. 


źródło: film "Tokyo Girl"

   Pomimo wielu niejasności i bzdurnych niedociągnięć, "Tokyo Girl" jest w pewien sposób warte uwagi i można przy tym filmie miło spędzić swój wolny czas. Nie brakuje tutaj fantazji i klimatu, a z czasem niektóre głupie elementy stają się tak chore, że aż śmieszne. Tematyka oraz problemy jakie porusza są mimo wszystko dosyć oryginalne, a podczas oglądania można się niejednokrotnie wzruszyć, szczególnie na sam koniec. Swoją drogą zakończenie jest najbardziej zaskakującym elementem w całym tym filmie. SPOILER Przez cały czas wydawało mi się, że "Tokyo Girl" to ten typ produkcji, gdzie wszystko ma się ułożyć pozytywnie: bohaterowie nigdy się nie rozstają, ich miłość kwitnie i każdy akceptuje ich uczucie. Niestety, ale jest zupełnie inaczej- Miho nie udaje się uratować Tokijiro i chłopak umiera tonąc w jeziorze... Powiem Wam, że kompletnie się tego nie spodziewałam i ogromnie mną to wstrząsnęło. Dlatego przed oglądaniem przyszykujcie sobie paczkę chusteczek, tak na wszelki wypadek.  KONIEC SPOILERU. 

Moja ocena 6/10

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

16 maja 2017

Moje ulubione żeńskie postaci z anime

Hejka!
   Przepraszam was za tak długą ciszę z mojej strony. Cały ostatni miesiąc poświęciłam maturze, dlatego nie miałam nawet energii by sprawdzić, co się dzieje w blogosferze. Wszystkie pisemne egzaminy mam już za sobą, pozostały mi jedynie te ustne. 
   Pragnę kontynuować dziś mój ostatni WPIS i przedstawić wam listę moich ulubionych żeńskich postaci z anime. Zapraszam! 

Makoto Kino/Sailor Jupiter
"Sailor Moon"


   Gdy byłam w pierwszej klasie gimnazjum i namiętnie oglądałam "Sailor Moon" na TV4, często marzyłam o tym, by któregoś dnia stać się tak silną jak Sailor Jupiter. Ta "siła" może mieć tutaj wiele znaczeń. Pierwszym z nich jest to, iż Makoto była bardzo sprawna fizycznie, a drugim, że potrafiła samodzielnie poradzić sobie z każdym problemem. Ponadto, bardzo lubiłam jej moc władania piorunami, była naprawdę efektowna (jednakże to Burning Mandala Sailor Mars jest moim ulubionym atakiem). 

Shuuko Murao
"Ao Haru Ride"


   Początkowo nie zwróciłam na Shuuko większej uwagi, ponieważ była ona bardzo wycofana, cicha i niezbyt sympatyczna dla osób ze swojego otoczenia. Po tym, jak zaprzyjaźniła się z główną bohaterką i pokazała swoją wrażliwszą stronę, poczułam do niej mnóstwo sympatii. Zaczęłam rozumieć jej problemy związane z przystosowaniem się do nowego otoczenia i bardzo przeżywałam jej sprawy sercowe, Swoją drogą, jej wątek miłosny wydawał mi się o wiele ciekawszy od tego głównego. SPOILER Shuuko zakochała się w swoim nauczycielu z liceum. KONIEC SPOILERU

Najayra
"Hanasakeru Seishounen"


   Bardzo enigmatyczna i zagmatwana osobowość. Z jednej strony Najayra jest zimną i wyrachowaną egoistką, a z drugiej gdy kogoś kocha, potrafi mu poświęcić całą swoją uwagę i energię. Szczerze mówiąc, sama nie wiem, co mam o niej sądzić; do samego końca anime nie potrafiłam stwierdzić, czy stoi ona całkowicie po stronie zła, czy w rzeczywistości jest pozytywną bohaterką. Chyba właśnie to, że nie jest tak jednoznacznie określona sprawia, że bardzo polubiłam jej postać. 

Sachiko Fujinuma
"Boku Dake ga Inai Machi"


   Jedną z moich ulubionych cech w bohaterach jest przenikliwość. To właśnie nią odznacza się Sachiko, matka głównego bohatera "Boku Dake ga Inai Machi". Zawsze zadziwiała mnie jej spostrzegawczość i szybkie łączenie ze sobą faktów. Zaimponowała mi również jej ogromna miłość, jaką darzyła syna, a także to, jak gorąco go wspierała. Gdy ten postanowił pomóc dręczonej przez matkę Kayo, Sachiko bardzo zaangażowała się w tę sprawę. 

Azusa Murasaka
"Orange"


   Uwielbiam Azusę za jej cięty humor. Sceny, w których drażni się ze swoim przyjacielem - Higatą - zawsze poprawiają mi humor. Swoją drogą, Azusa posiada moim zdaniem najbardziej charyzmatyczną osobowość ze wszystkich bohaterów "Orange": jest ironiczna i nieco złośliwa, ale przy tym ma w sobie dużo ciepła i nigdy nie zapomina o najbliższych. 

Suu
"Shugo Chara"


   Jedna z najbardziej uroczych postaci jaką znam! Suu jest trzecią charą (chara to coś w rodzaju duszka opiekuńczego, który rodzi się z naszych marzeń) głównej bohaterki - Amu - i zarówno swoim wyglądem jak i zachowaniem odzwierciedla to, kim chciałaby być jej pani. Suu posiada prostą i łatwą do rozszyfrowania osobowość- jest typem idealnej gospodyni, która nigdy nie odmówi niczego swoim gościom i jednym z jej głównych celów w życiu, jest niesienie pomocy innym. Wydaje mi się, że gdybym miała mieć swoją własną charę, to byłaby ona bardzo podobna do Suu. 

Maka Albarn
"Soul Eater"


   Maka jest dla mnie idealnym przykładem tego, jak powinny prezentować się bohaterki anime z gatunku shounen. Odwaga, waleczność oraz spryt są tym, co powinno je wyróżniać na tle innych, tak jak w przypadku Maki. Podoba mi się zdjęcie, które wybrałam do tego opisu. Ukazuje dokładnie to, o czym wcześniej pisałam: waleczna i odważna. 

Lain Iwakura
"Serial Experiments Lain"


   Lain to tajemnicza i zamknięta w sobie dziewczyna. Realna rzeczywistość jest dla niej niczym sen, dlatego dopiero w sieci potrafi odnaleźć spokój i korzystać z życia. Nierozumiana i nieakceptowana przez otoczenie, zatraca się w wirtualnym świecie jeszcze bardziej i dzieje się to do momentu, aż nie zleje się on całkowicie z tym realnym. 
   Już w kilku innych wpisach dotyczących anime podkreślałam, iż Lain jest jedną z moich najukochańszych bohaterek. Dzieje się to głównie z powodu, iż jej charakter wciąż pozostaje dla mnie nie lada zagadką. Jaka ona była naprawdę? Która z jej osobowości - realna czy wirtualna - była tą prawdziwą? Aż mam ochotę sięgnąć po to anime kolejny raz.

Youko Nakajima
"Juuni Kokki"


   Dynamika i rozwój są czymś, co uwielbiam w tej postaci. Niespodziewane wydarzenia, do jakich doszło w życiu Youko zmusiły dziewczynę do tego, aby dogłębnie przemyślała swoje postępowanie  i dokonała decyzji, w jakim kierunku powinna podążać. Jej wybory nie zawsze okazują się trafne, ale dzięki stopniowemu pokonywaniu swoich słabości, Youko przeobraża się z cichej i nieśmiałej uczennicy w rozważną, waleczną kobietę. 
   Moim zdaniem, historia życia Youko może zainspirować tych, którzy nie mają wiary we własne możliwości i boją się ryzykować. Mimo, iż jest ona tylko fikcyjną postacią, a jej historia nie mogłaby mieć miejsca w rzeczywistości, jej postawa dała mi dużo do myślenia i bardzo zachęciła mnie do pracy nad moim własnym charakterem. Uważam, że warto poświęcić temu anime więcej uwagi.

Bishamon
"Noragami"


   Postanowiłam umieścić Bishamon na szczycie dzisiejszej listy, ponieważ jest to bohaterka, z którą najbardziej się utożsamiam. Nie jestem może tak odważna i silna jak ona, ale mnie również czasami bardzo trudno przed czymś powstrzymać i niełatwo przychodzi mi zapomnienie cudzych win. Gdy popełnię jakiś błąd, staram się - podobnie jak Bishamon - do niego przyznać i go naprawić. 
   Z dzisiejszego i poprzedniego wpisu wynika, iż Kazuma i Bishamon są parą moich ulubionych bohaterów z anime. Co najlepsze, oboje są bohaterami tej samej serii i są w niej partnerami w walce i przyjaciółmi. Jako parę również bardzo ich lubię, jednakże czuję pewien niedosyt. SPOILER Tak jak pisałam ostatnio, bardzo gorąco liczę na to, iż kiedyś wyniknie z ich znajomości coś więcej. Oni naprawdę idealnie do siebie pasują! KONIEC SPOILERU


Bardzo melancholijny i uroczy ten obrazek <3

   Z dumą oświadczam, iż mój blog kończy dzisiaj równe dwa lata! Jestem naprawdę szczęśliwa, że prowadzę go już tak długo. Przez ten czas przeżył on mnóstwo wzlotów i upadków, ale mimo wszystko nadal on istnieje i mogę się dzięki niemu rozwijać. 
   Muszę Wam przyznać, że ten blog stał się naprawdę istotną częścią mojego życia. Dzięki niemu mogę popracować nad moimi umiejętnościami związanymi z pisaniem (widzę dosyć sporą różnicę pomiędzy pierwszymi a ostatnimi postami), dzielić się z Wami różnymi ciekawymi rzeczami i dowiadywać się czegoś od Was. Udało mi się poznać mnóstwo ciekawych osób i blogów oraz zdobyć grono zaufanych czytelników. W tym miejscu chciałabym przeprosić ich za to, że tak późno odpowiadam na ich komentarze. Postaram się w przyszłości robić to sprawniej. 
   Tegoroczny egzamin maturalny trochę utrudnił mi regularne pisanie, ale planuję nadrobić chociaż część zaległości przez nadchodzące wakacje. Mam w planach zrobić wpis z różnymi plastycznymi rzeczami (czyli kontynuacja zeszłorocznego "Szału tworzenia"), kilka recenzji i coś książkowego (na razie to tajemnica :D). 
   Dziękuję wszystkim za odwiedzanie mojego bloga! Mam nadzieję, że znaleźliście tutaj coś, co was zaciekawiło, co później oglądnęliście lub przeczytaliście. Nawet jeżeli ta strona nie ma stricte określonej tematyki (jest to bardziej zlepek moich zainteresowań) to cieszę się, że taki mały zakątek Internetu istnieje i w każdej chwili można do niego zaglądnąć. 

See you
Kamila

PS Myślałam nad zrobieniem osobnej zakładki u góry, gdzie znajdowałyby się linki do polecanych przeze mnie gier point and click (tych internetowych). Co o tym sądzicie? 
UDOSTĘPNIJ TEN POST

15 kwietnia 2017

Moje ulubione męskie postaci z anime

Hejka!
   W niemal każdym z obejrzanych przeze mnie anime natknęłam się na postaci, które z różnych względów zwróciły moją uwagę. W dzisiejszym wpisie, chciałabym skupić się na ich męskiej części i wymienić tych, którzy najbardziej zapadli mi w pamięć oraz wywarli na mnie jak najlepsze wrażenie. Zapraszam!

Mello
"Death Note"


   Mello to szalony i nieokiełznany geniusz. Zawsze żałowałam, że spychano go na drugi plan i nie doceniano w pełni jego umiejętności. Momentami nie koniecznie popierałam jego brawurowe i niebezpieczne metody, jakimi chciał dojść do do złapania Kiry, ale i tak po cichu mu kibicowałam. 

Yoshiki
"Corpse Party: Tortured Souls"


   Brakuje mi tak dobrze wykreowanych postaci jak n.p. Yoshiki. Nie jest on idealny, co jest świetnie zobrazowane poprzez jego zachowanie, kiedy znajduje się w nawiedzonej szkole. Momentami dawał się za bardzo ponieść emocjom oraz tracił wiarę w siebie, ale na jego miejscu zapewne większość z nas zachowałaby się podobnie.  Do tego, pomimo, iż często z trudem potrafił przełamać swój strach, uparcie starał się ocalić swoją najbliższą przyjaciółkę - Ayumi - przed śmiercią. SPOILER Uwielbiam jego wątek romantyczny z Ayumi. On się przy niej tak słodko zawstydzał <3 KONIEC SPOILERU

Touma
"Ao Haru Ride"


   Touma posiada bardzo ciepły i przyjazny charakter. Cenię w nim jego szczerość, naturalność oraz odwagę. W niektórych momentach, Touma wydawał się być nieco zaborczy i zazdrosny, ale na tle jego całokształtu, te wady nie mają moim zdaniem większego znaczenia. SPOILER Żałuję, że Touma został odrzucony przez główną bohaterkę. Co prawda lubię główną parę, ale i tak bardzo mi go szkoda. Oby autorka zrobiła kiedyś one-shota, w którym Touma wreszcie odnajduje prawdziwą miłość. KONIEC SPOILERU 

Satoru
"Boku dake ga Inai Machi"


   Satoru zaimponował mi swoją odwagą i wytrwałością. Pomimo świadomości, iż morderca jest o krok od niego, nie zamierzał odpuścić i uparcie dążył do ocalenia tych, którzy mieli zostać ofiarami. Mała ciekawostka- pod pewnym względem przypominam Satoru z charakteru, a mianowicie czasami zdarza mi się powiedzieć o kilka słów za dużo. Wydaje mi się, że przez to polubiłam go jeszcze bardziej. 

Riken
"Otome Youkai Zakuro"


   Postać Rikena przewinęła się jakiś czas temu w Babeczkowej wyliczance. Początkowo miałam o nim podobne zdanie, jak jedna z bohaterek- nieco przerażała mnie jego groźna mina oraz ciągłe milczenie. Nie minęło jednak dużo czasu, jak się okazało, że Riken jest w rzeczywistości bardzo spokojnym i serdecznym człowiekiem. Nie ukrywam, lubię ten typ ludzi. Nawet jeżeli czasami trudno mi się z nimi dogadać, bardzo odpowiada mi ich towarzystwo. 

Li Ren oraz Hak
"Hanasakeru Seishounen" i "Akatsuki no Yona"



   Oboje tych bohaterów ma ze sobą bardzo wiele wspólnego, więc postanowiłam zestawić ich obok siebie na dzisiejszej liście. Zarówno Li Ren, jak i Hak posiadają wybitne zdolności jeżeli chodzi o przywództwo, walkę różnymi rodzajami broni oraz obmyślanie strategii. Ponadto, oboje są całkowicie oddani najbliższym im osobom i nie boją się zaryzykować dla nich życia. Można odnieść wrażenie, iż ich charaktery są przesadnie wyidealizowane (sama czasami tak czułam), ale mimo to, mają oni naprawdę ogromny potencjał, który na całe szczęście nie został zmarnowany. No i tak już na marginesie, podczas oglądania wprost nie można oderwać od nich wzroku... 

Fakir
"Princess Tutu"


   Przyznam, że dopiero po pewnym czasie, polubiłam postać Fakira. Na samym początku zachowywał się jak skończony buc; nie mogłam znieść jego aroganckiego zachowania wobec głównej bohaterki. Z czasem jednak, gdy zaczął odsłaniać swoje smutne i wrażliwe oblicze oraz gdy dowiedziałam się prawdy o jego życiu, poczułam do niego ogromną sympatię. SPOILER Fakir posiada chyba jedną z najciekawszych nadnaturalnych mocy. Spisane przez niego słowa stają się prawdą. Z taką mocą może on dosłownie wszystko! KONIEC SPOILERU

Obi
"Akagami no Shirayukihime"


   Obi bije moim zdaniem na głowę postać Zena, który jest głównym bohaterem anime "Akagami no Shirayukihime". Obi jest czarujący, zagadkowy, nadaje on wielu scenom ciekawy charakter oraz jest zdecydowanie najbarwniejszą postacią całej serii. Jego przeszłość nie jest do końca pewna, co dodaje mu jeszcze więcej tajemniczości i uroku. Wyjątkowość Obiego wynika nie tylko z jego niesamowitej sprawności fizycznej i wytrwałości w walce, ale i z jego ironicznego humoru oraz ciętości umysłu. 

Sesshomaru
"InuYasha"


   Jedna z najważniejszych dla mnie postaci. Jego historia pokazuje, że każdy, nawet największy potwór, jest w stanie zmienić się na lepsze. Sesshomaru pełni początkowo funkcję czarnego charakteru w tym anime. Jego głównym celem jest odebranie jego bratu - tytułowemu InuYashy - miecza, który pozwoli mu zwiększyć jego moc. W wyniku pewnych zdarzeń i napotkanych na jego drodze osób, charakter Sesshomaru stopniowo łagodnieje. Wewnętrzna przemiana nie zabiła w nim jednak tego, za co kocham go najbardziej, czyli tajemniczości i tej odrobiny niepokojącego chłodu. 

Kazuma
"Noragami"


   Mój obecny faworyt. Uwielbiam jego charakter pod każdym względem: jest wierny i oddany, przyjacielski, pracowity oraz zawsze znajdzie rozwiązanie, nawet w najbardziej dramatycznej sytuacji. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie pojawi się kolejny sezon "Noragami", gdyż nie mogę się doczekać, aby znowu zobaczyć Kazumę na ekranie. SPOILER Gorąco liczę na to, że on i Bishamon wyznają sobie kiedyś uczucia. Świetnie dogadują się jako przyjaciele i partnerzy w walce, więc nie wątpię, że odnaleźliby wspólny język również jako para. KONIEC SPOILERU


   Czy znacie któregoś z wyżej wymienionych bohaterów? Czy wśród nich znajduje się wasz ulubiony? Czekam na wasze komentarze!

See you
Kamila

PS Jeszcze nigdy, w żadnym wpisie na moim blogu, nie pojawiło się aż tyle spoilerów. Przepraszam, ale po prostu musiałam XD
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.