27 stycznia 2018

Wielkie podsumowanie 2017 roku

Hejka!
   Rok 2017 mamy już od pewnego czasu za sobą, lecz chciałabym powrócić do niego jeszcze ten jeden raz i podsumować go pod względem przeczytanych oraz obejrzanych przeze mnie tytułów. Zapraszam!

Lista przeczytanych książek

"Czerwony Kwiatuszek" - Siergiej Aksakow
"Ja, Blanka" - Ewa Barańska
"Anioł w kapeluszu" - Monika Szwaja
"Kłamczucha" - Małgorzata Musierowicz
"Bransoletka" - Ewa Nowak
"Ida sierpniowa" - Małgorzata Musierowicz
"Forrest Gump" - Winston Groom
"Koralina" - Neil Gaiman
"Zanim umrę" - Jenny Downham
"Tu i teraz" - Ann Brashares
"Magiczna gondola" - Eva Völler
"Granica" - Zofia Nałkowska
"Kalamburka" - Małgorzata Musierowicz
"Zamieniona" - Amanda Hocking
"Opium w rosole" - Małgorzata Musierowicz
"Zdążyć przez Panem Bogiem" - Hanna Krall
"Gałka od łóżka" - Mary Norton
"Mały babski świat" - Pamela Brown
"Siódme wtajemniczenie" - Edmund Niziurski
"Stowarzyszenie wędrujących dżinsów: trzecie lato" - Ann Brashares
"Stowarzyszenie wędrujących dżinsów: ostatnie lato" - Ann Brashares
"Kryształowe serce" - Frédéric Lenoir
"Piękna i Bestia" - Elizabeth Rudnick
"Chiński Kopciuszek" - Adeline Yen Mah
"Ostatni Wielki Kahun" - Ewa Barańska
"Ślub" - Nicholas Sparks
"Odrodzić się z popiołów" - Akiko Mikamo
"Po nitce do kłębka" - Jack Spider
"Carrie" - Stephen King
"Rok 1984" - George Orwell
"Naznaczona" - Joss Stirling
"Lustro Pana Grymsa" - Dorota Terakowska
"Śmiało, Angel!" - Joss Stirling
"Wrócę po Ciebie" - Guillaume Musso
"Tristan i Izolda" - praca zbiorowa
"Marcelino chleb i wino" -  José María Sánchez-Silva
"Bajka o Amorze i Psyche" - Apulejusz
"Sto lat samotności" - Gabriel García Márquez

   Łącznie przeczytałam 39 książek, z czego zrecenzowałam AŻ jedną. Szał po prostu. 


źródło: tenor.com

Lista obejrzanych filmów

"Forrest Gump"
"Konopielka"
"Zielona Mila"
"Pachnidło: Historia Mordercy"
"Upiór w operze"
"Azyl"
"Złap mnie, jeśli potrafisz"
"The Room"
"3096 dni"
"W głowie się nie mieści"
"Vaiana: Skarb oceanu"
"Kimi no Na Wa"
"1984"
"Wielka szóstka"
"Gorączka złota"
"Piękna i Bestia" (2017)
"Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy"
"Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi"
"Kochanice króla"

   W sumie obejrzałam 29 filmów i zrecenzowałam 6 z nich. 

Lista obejrzanych dram i anime

"Hanasakeru Seishounen"
"ReLife"
"Soredemo Sekai wa Utsukushii"

   Łącznie 4 tytuły, z czego wyłącznie 1 jeden został zrecenzowany.

Razem 72 tytuły

   W tym roku - podobnie jak i w ubiegłym - nie udało mi się ukończyć żadnego z podjętych wyzwań książkowych; ani nie przeczytałam 52 książek w ciągu roku, ani nie dokończyłam ABC Czytania (które zaczęłam w 2016 roku, tak w ramach przypomnienia ;_;). Czuję z tego powodu lekkie rozczarowanie, lecz mimo wszystko jestem dość zadowolona z mojego wyniku. Na ten rok mam już zaplanowanych wiele tytułów i liczę, że po nadchodzącej sesji znajdę czas na choć część z nich (zaczęłam czytać m.in. "Zorro" Johnstona McCulleya i muszę przyznać, że póki co jestem zachwycona lekkością pióra autora!).
   Ten rok był dla mnie szczególnie obfity jeżeli chodzi o kultowe filmy, bowiem wreszcie udało mi się nadrobić takie produkcje jak "Zielona Mila" czy "Forrest Gump". Jednakże na mojej liście na filmwebie wciąż znajduje się mnóstwo innych pozycji, którym póki co nie udało mi się poświęcić uwagi (jejkuuu, kiedy ja w końcu oglądnę "Efekt Motyla"??), dlatego wiele przede mną.
   W 2017 roku nie zajmowałam się jednak wyłącznie czytaniem i oglądaniem, lecz postanowiłam też spróbować swoich sił w czymś o zupełnie innym charakterze, a mianowicie w szyciu na maszynie. Już od dłuższego czasu marzyły mi się piękne, materiałowe oprawki na zeszyty, więc gdy tylko znalazłam czas po maturach, postanowiłam poprosić moją mamę o pomoc w obsłudze naszej starej maszyny. Kilka godzin mozolnej nauki i prób zaowocowało w dość szybkim czasie trzema uroczymi oprawkami, które ozdobiłam serduszkami wyciętymi ze starych koszul w kwiaty. Po wakacjach nie znalazłam już więcej czasu ani okazji - bo dość rzadko wracam z akademika do domu - aby szyć, lecz nie wątpliwie jestem bogatsza o pewną umiejętność i doświadczenie.
   2017 to dla mnie również rok muzyki, bowiem zainteresowały mnie wówczas utwory kompozytorów muzyki poważnej jak np. "Aquarium" Camille Saint-Saënsa, zaczęłam słuchać lofi hip hopu oraz wielu innych gatunków. Natrafiłam również na wprost genialny zespół The xx a także na Organka, który zaskoczył mnie swoim brzmieniem.
   W związku z pewnymi istotnymi wydarzeniami, o których wspomniałam w poprzednim poście, w ostatnim roku moja aktywność w blogosferze była naprawdę znikoma i opublikowałam jedynie 20 postów, co nie stanowi nawet jednego posta na tydzień. Ciekawe, czy 2018 będzie pod tym względem lepszy? Oby... 
   Tak jak co roku, zabierając się za ten wpis postanowiłam sporządzić listę z "nominacjami" w poszczególnych kategoriach dla przeczytanych przeze mnie książek. Jednak w trakcie przeglądania listy z tytułami doszłam do wniosku, że w żadnej z tych książek nie mogę znaleźć ani czegoś najlepszego ani najgorszego z moich nominacji. W zeszłych latach przychodziło mi to zdecydowanie łatwiej stąd jestem zdziwiona, dlaczego tym razem towarzyszyło mi tak ogromne niezdecydowanie? Nie mogę powiedzieć, że te książki były nijakie i niczym się nie wyróżniały, gdyż wiele z nich czytałam z ogromnym zaangażowaniem i chęcią. Kompletnie nie wiem, co jest przyczyną tego stanu, dlatego jedyne co mogę w tym momencie zrobić, to przeprosić Was za brak rozdania nagród w tym roku. Ale bez obaw- prędzej czy później coś takiego pojawi się jeszcze na blogu!


źródło: kinyu-z.net

   Zimowa sesja trwa, więc niestety znowu zniknę na kilka tygodni z blogosfery. Jednak w ramach rekompensaty, chciałabym opowiedzieć Wam co nieco o moim kierunku studiów oraz m.in. o przedmiotach, na jakie uczęszczałam w tym semestrze. Planuję również nieco poeksperymentować z formą moich recenzji oraz poświęcić jeszcze ze dwa/trzy wpisy tytułom z mojego dzieciństwa. Jejku, tyle pomysłów, a tak mało czasu! Także trzymajcie za mnie kciuki i Wam również życzę wszystkiego dobrego!

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

31 grudnia 2017

I love 80s music!

Hejka!
   Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Oczywiście nie mam przez to na myśli, że uważam się za jakiegoś wielkiego znawcę lub kogoś na kształt muzycznego konesera, bowiem bardzo mi do tego daleko. Trzeba jednak przyznać, że miałam już styczność z twórczością wielu różnorakich artystów i wysłuchałam naprawdę pokaźnej liczby utworów. Nie ważne jednak, czy w danym momencie życia interesowałam się Black Eyed Peas, czy szalałam za piosenkami Muse'u, zawsze znalazłam czas na poświęcenie uwagi muzyce z lat 80. W dzisiejszym - bardzo nostalgicznym - poście, przedstawię Wam kilka moich ulubionych utworów z tamtego okresu oraz opowiem co nieco o wspomnieniach, jakie z nimi wiążę. Nie zwlekając dłużej, zapraszam Was na wspólną podróż w czasie. Jesteście gotowi?

Phil Collins - Another Day In Paradise
oraz
Real Life - Send Me An Angel



   Jako dziecko uwielbiałam odkrywać nowe miejsca do zabawy w obrębie mojego domu, więc gdy znudziły mi się już sypialnia, salon i cała reszta pomieszczeń, postanowiłam zajrzeć do auta mojego taty. Po pozwoleniu ze strony rodziców i po dokładnym poinstruowaniu, co mi wolno ruszać a co nie, kilkuletnia ja zaczęła w pełni cieszyć się swoim nowym miejscem zabaw. Każdego lata, kiedy upał nie pozwalał spędzać zbyt dużo czasu na zewnątrz, podkradałam klucze do chłodnego, zaciemnionego garażu, gdzie czekał już na mnie nasz samochód. Jako, że byłam bardzo ciekawskim dzieckiem, obowiązkowo musiałam przeszukać wszystkie schowki, jakie tylko udało mi się w nim znaleźć. W jednym z takowych natrafiłam na dość pokaźną kolekcję płyt CD, która należała do mojego taty. Na każdej z nich znajdowała się składanka z lubianymi przez niego utworami, z czego większość pochodziła z lat 80. Dosyć szybko udało mi się ogarnąć obsługę zamontowanego w aucie radia i wkrótce zaczęłam spędzać niemal całe popołudnia na słuchaniu muzyki. "Another Day In Paradise" oraz "Send Me An Angel" zapadły mi z tych wszystkich utworów najdłużej w pamięci. Dzisiaj, kiedy ich słucham, zastanawiam się, dlaczego właściwie one? Przecież, to nie są radosne piosenki, których lubią słuchać siedmioletnie dzieci. W zasadzie, gdy przyglądam się teraz mojemu dzieciństwu to jestem w stanie powiedzieć, że zawsze ciągnęło mnie do tego typu smętnych, melancholijnych piosenek. 
   Gorące letnie popołudnia, które spędzałam samotnie na słuchaniu muzyki w aucie taty - i na udawaniu, że jestem królową polskich szos - były moim pierwszym bliższym spotkaniem z muzyką z lat 80. Ile to już lat... 

Radiorama - Aliens
oraz
Alphaville - Jerusalem





   Przez pierwsze lata szkoły podstawowej starałam się jak najskrzętniej odkładać każdy zdobyty grosz, dzięki czemu na początku IV klasy w mojej skarbonce znajdowało się blisko 300 zł (nie doliczam tutaj pieniędzy z Komunii, bowiem zostały już wykorzystane). Tata zasugerował mi, że za taką kwotę mogłabym kupić sobie małą wieżę stereo do mojego pokoju, co uznałam za bardzo dobry pomysł. Postanowiłam więc go poprosić - bo znał się na tym lepiej ode mnie - aby wybrał dla mnie któryś z modeli. Przekazałam mu uzbierane przez siebie pieniądze i wkrótce doczekałam się pięknej, czarnej wieży stereo z Sony. By przetestować jak wczytuje ona płyty, tata przyniósł kilka swoich składanek, które zostawił mi potem do osobistego użytku. Wiele ze zgranych przez niego piosenek słyszałam pierwszy raz w życiu, jak na przykład "Aliens" Radioramy oraz "Jerusalem" Alphaville, które od pierwszych sekund zainteresowały mnie swoimi brzmieniami. Choć obydwa te utwory wywoływały we mnie zupełnie inne uczucia (przy "Aliens" miałam ochotę tańczyć i skakać po całym pokoju, zaś "Jerusalem" bardzo mnie uspokajało, a czasami nawet skłaniało do łez), czułam, że w pewien sposób one do mnie pasują.

Mike Oldfield ft. Maggie Reilly - Moonlight Shadow 


   Początkiem gimnazjum niemal zupełnie przestałam słuchać piosenek z lat 80. Płyty od taty zawieruszyły się gdzieś w odmętach mojej sypialni, przestałam używać wieży na długie miesiące i całkowicie pochłonęło mnie moje nowe hobby. Jedyną piosenką z lat 80, jakiej słuchałam końcem 2011, było "Moonlight Shadow" w wykonaniu Maggie Reily. Słuchałam tej piosenki przez całe Boże Narodzenie, dlatego jak tylko ją słyszę, momentalnie przypomina mi się rodzinna Wigilia i czuję atmosferę tamtych dni. Czysta magia. 

Modern Talking - Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love)


   W marcu 2012 roku, w przypływie ogromnej nostalgii, uznałam, iż czas odnaleźć zagubione płyty, które przed kilku laty postanowił oddać mi tata. W tym celu przeszukałam dosłownie cały mój pokój, lecz jak się później okazało, były one w zupełnie innym miejscu. Znalazłam je bowiem w pudełku z nieużywanymi CD, gdzie jak dotąd nigdy nie zdarzyło mi się zaglądnąć. Po odsłuchaniu znalezionych składanek zdziwiłam się, jak wiele znajdujących się na nich piosenek przypadło mi do gustu; zdziwiło mnie to, gdyż wcześniej je pomijałam i nie zwracałam na nie większej uwagi. W ten oto sposób zakochałam się w "Atlantis Is Calling" oraz kilku innych piosenkach  zespołu Modern Talking. 

Fleetwood Mac - Little Lies



   Wakacje 2012- czas, który wspominam zawsze z ogromną nostalgią. Kiedy tylko nastawał wieczór, otwierałam okno na oścież by poczuć chłodny zapach letniego powietrza. Zaświecałam później małą lampkę nocną stojącą na biurku i w tej niezwykłej atmosferze potrafiłam słuchać "Little Lies" całymi wieczorami. Podczas gdy laptop odtwarzał tę piosenkę na nowo, ja leżałam rozmarzona na łóżku i planowałam, jakby tutaj spędzić kolejne dni wakacji. 

Men Without Hats - Safety Dance


   Jest to chyba jedyna prawdziwie radosna piosenka w dzisiejszym zestawieniu... Po raz pierwszy natknęłam się na nią w jednym z montaży Pewdiepie'a, gdy byłam w ostatniej klasie gimnazjum. Wtedy słuchałam tego utworu raczej sporadycznie, lecz teraz robię to niemal codziennie. Nie ma dla mnie lepszej piosenki na poprawę humoru (no, jest jeszcze "Y.M.C.A.", ale przez to że pochodzi z lat 70, nie załapała się do dzisiejszej listy). Gdy tylko mam ochotę tańczyć lub śpiewać, zawsze w pierwszej kolejności słucham "Safety Dance"; żadna inna melodia nie dodaje mi tyle energii, co właśnie ta. 
   PS Teledysk "Safety Dance" to jest jakiś kosmos. Sami się przekonajcie! 

Bronski Beat - Smalltown Boy



   W pewien sposób identyfikuję się z tytułowym "chłopakiem z małego miasta". Sama pochodzę z niewielkiej miejscowości i przez całe liceum czułam, że życie na wsi jest kompletnie nie dla mnie. Zero perspektyw dla osób z moimi zainteresowaniami, a do tego nuda... Po prostu prawie nic ciekawego się tutaj  nie dzieje. Czasami są jakieś koncerty kapel podwórkowych, dożynki, odpusty, ale to tyle. Dla mnie to zdecydowanie za mało; ja muszę czuć, że miejsce gdzie mieszkam, przez cały czas tętni życiem. 
   Może i smalltown boy i ja nie przeżywamy dokładnie takich samych rozterek, ale bardzo rozumiem jego potrzebę wyrwania się z domu. Tak się jakoś złożyło, że odkryłam tę piosenkę niedługo przed rozpoczęciem studiów, czyli w momencie, kiedy miałam przenieść się z rodzinnej miejscowości do zupełnie innego miejsca. W końcu spełniło się moje marzenie- będę mieszkać w dużym mieście, gdzie jest od groma wszelakich możliwości! Dlatego w formie pewnego "hołdu", za każdym razem jak jadę tam autobusem lub pociągiem, zawsze słucham właśnie tego utworu. 

A Flock Of Seagulls - I Ran



   Piosenka, która przypomina mi ostatnie wydarzenia z mojego życia. Słuchałam jej szczególnie często w okresie krakowskich Targów Bożonarodzeniowych, dlatego już jej pierwsze takty przypominają mi chwilę, w której jechałam tramwajem na Plac Wszystkich Świętych i z ekscytacją myślałam o nadchodzących koncertach i o zapalaniu choinki na Rynku. 
   Ten utwór ma coś w sobie. Jego melodia, tekst oraz całe wykonanie zachwycają mnie swoją dbałością oraz ogromną ilością emocji, jakie można odczuć w trakcie słuchania. Co więcej, jest to jedna z niewielu piosenek, której gitarowe solo wprawiają mnie w istny muzyczny trans; tak, solówki to po prostu arcydzieło. Uzależniłam się od "I Ran". Ta piosenka jest tak genialna, że nie da się przejść obok niej obojętnie. 


źródło: https://christmas-new-year-quotes.com

   Tym oto muzycznym postem żegnamy 2017 rok! Mam nadzieję, że wszystkie te miesiące były dla was łaskawe i zaowocowały w wiele ciekawych oraz ważnych dla Was wydarzeń. W moim przypadku był to dosyć burzliwy i męczący okres, gdyż w moim życiu nastąpiło mnóstwo poważnych zmian. Udało mi się zdać maturę, dostałam się na upragnioną uczelnię, przeniosłam się do akademika oraz poznałam całą masę nowych ludzi. Opłacało się jednak przez to wszystko przechodzić, gdyż dzisiaj widzę, ile cennego doświadczenia dała mi każda z tych prób. 
   Życzę wszystkim, aby nadchodzący 2018 rok przyniósł Wam przede wszystkim inspirację do twórczego działania. Rozwijajcie swoje pasje i charaktery lecz uważajcie, aby nie zabłądzić w pogoni za Waszymi pragnieniami. Tego samego życzę i sobie- wesołego, kreatywnego Nowego Roku!

See you
Kamila

PS1 Czy również lubicie słuchać którejś z wymienionych wyżej piosenek? Piszcie 💖
PS2 Jeżeli podobnie jak ja lubicie utwory z dawnych lat, zapraszam Was do zapoznania się z moją playlistą na YT. Jest na niej na razie 80 utworów, jednakże stale poszerzam ją o kolejne piosenki.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

26 listopada 2017

Jak zmarnować dobrą historię- recenzja książki pt."Przeklęty grobowiec"

Hejka!
   Czuję się zrobiona w konia. Gdy wypożyczałam pierwszy tom serii "Śledztwa księcia Setny" liczyłam, że czeka mnie naprawdę wciągająca i trzymająca w napięciu lektura. Opis fabuły obiecywał wiele, lecz gdy przyszło do bezpośredniej konfrontacji ja vs. książka zrozumiałam, że miał on tylko częściowo do czynienia z rzeczywistością. Po wygranym pojedynku z nijaką lekturą postanowiłam, że zrelacjonuję Wam, jak wyglądał ten trudny i męczący bój. Zapraszam!


Informacje ogólne
Oryginalny tytuł: La tombe maudite
Tłumaczenie: Monika Szewc-Osiecka
Wydawca: Rebis
Liczba stron: 272
Rok wydania: 2016

   W każdej z recenzji staram się samodzielnie zredagować opis fabuły omawianego dzieła, jednakże tym razem wykorzystam informacje, które znajdują się na odwrocie "Przeklętego grobowca" (czy może raczej na stronie internetowej wydawnictwa, aaale na okładce było akurat dokładnie to samo). 
Miłość, gry pozorów, układy. Pierwsza odsłona intrygi rozgrywającej się w samym sercu starożytnego Egiptu.

Krótko po zwycięstwie sił faraona Ramzesa II w bitwie z Nubijczykami dochodzi do tragedii: z przeklętego grobowca znika największy ze skarbów - zapieczętowany dzban Ozyrysa, w którym zamknięto tajemnicę życia i śmierci. Książę Setna, młodszy syn władcy, jest świetnie wykształconym skrybą i błyskotliwym kapłanem świątyni boga Ptaha. By zniweczyć plany złodzieja, Setna sprzymierza się z młodą, czarującą uzdrowicielką, kapłanką ze świątyni bogini Sechmet, a przy okazji zakochuje się w niej. Sekhet odwzajemnia jego uczucie. Czy ich miłość i wiedza okażą się dość silne, by pokonać działanie złych mocy?

Przeklęty grobowiec nie tylko zaciekawia sensacyjną, wartką fabułą, ale także przenosi czytelnika w tajemniczy i fascynujący, wciąż na nowo odkrywany kraj faraonów. Autor z niezwykłą wręcz precyzją oddaje realia starożytnego Egiptu, w którym światy bogów i ludzi przenikały się w każdej dziedzinie życia, a to, co boskie, było nierozłącznie związane z tym, co ludzkie.
   Przyznajcie sami, że brzmi kusząco; właśnie te informacje skłoniły mnie do sięgnięcia po "Przeklęty grobowiec". Czas jednak, aby przejść do relacji z mojego bezpośredniego starcia  jeden na jeden z tą powieścią. Nastała pora, kiedy wszyscy poznają prawdę na temat mniejszych i większych mankamentów tego utworu (a uwierzcie mi- trochę tego jest). Jeżeli chodzi o zasady, to są one dość trudne do ustalenia. Każda dostrzeżona wada w utworze to cios dla mnie, jako dla czytelnika (czytanie złych książek bywa bolesne, stąd to przeświadczenie), ale również i raz dla książki, gdyż zdemaskowałam pewną jego niedoskonałość. Żebyście jednak nie pogubili się w tym zamęcie, przyjmijmy tę drugą wersję- każda wytknięta wada = cios dla "Przeklętego grobowca"; każda znaleziona zaleta = cios dla mnie. I wszystko jasne!
   Skoro ustaliliśmy już reguły, przejdźmy do tego, na co wszyscy czekacie. Przygotujcie popcorn, bo będzie ostro. Gotowi na rundę pierwszą?

Runda pierwsza
Styl pisania

Fight!

   Już na samym początku, czyli w momencie gdy zabrałam się za pierwszy rozdział, czułam, że coś z tą książką jest nie tak. Wszystko brzmiało w niej dziwnie znajomo, zupełnie jakbym już kiedyś ją czytała. Po kilku stronach zorientowałam się, skąd wzięło się to uczucie. Otóż styl pisania autora boleśnie przypomina mi moje wypociny z czasów początku liceum. Prawy sierpowy! Mamy pierwszy cios ze strony Kamili!  Co mam przez to na myśli? Mianowicie każde ze zdań brzmiało dla mnie tak, jak gdyby autor pisał je pod wpływem przymusu; zupełnie jak ja, gdy musiałam napisać wypracowanie na wyjątkowo trudny i niezrozumiały temat. Żeby wyrazić się jeszcze jaśniej- chodzi mi o to, że prozie autora zupełnie brakuje polotu, a sam jego styl jest wprost toporny.
   Tym, co również szczególnie rzuciło mi się w oczy, są co prawda krótkie, ale bezsensownie szczegółowe opisy, którymi Jacq co jakiś czas raczy czytelnika (czyżby to miała być ta niezwykła precyzja, o której wspominają w opisie fabuły?). Drugi cios! Choć tym razem "Przeklęty grobowiec" był na niego lepiej przygotowany, i tak nie zdołał się przed nim obronić! Dotyczyły one zazwyczaj przeszłości danej postaci, bądź też informacji z danej sfery jej życia. Rozumiem, że skoro autor specjalizuje się w pisaniu prac naukowych i powieści historycznych, będzie chciał zamieścić w "Przeklętym grobowcu" jak najwięcej informacji na temat epoki, w której toczy się akcja. Szkoda jednak, że zrobił to w tak nieumiejętny sposób. Te "wplecione mimochodem" fakty z życia mieszkańców starożytnego Egiptu są dla mnie zbyt nachalne; w prozie Jacq'a brakuje jakiejkolwiek subtelności. 
   Kolejną ważną rzeczą, są wykrzyknienia... "Przeklęty grobowiec" dzielnie znosi kolejny uraz, choć tym razem idzie mu jeszcze gorzej. Jeżeli w tym momencie przyjrzymy się bliżej całej sytuacji, to można śmiało stwierdzić, iż Kamila powoli zdobywa przewagę! Kiedy byłam nieco młodsza (łoj, bo teraz to jestem taaka staaara) przez bardzo długi czas używałam ich gęsto w swoich recenzjach i wypracowaniach; dopiero od jakiegoś czasu staram się z nimi walczyć. Za to Jacq w ogóle się z nimi nie krępuje- rzuca nimi na prawo i lewo, dosłownie w niemal każdym fragmencie. Zapewne miał w tym zamiar nadać swojej historii odrobinę więcej dramaturgii i uzewnętrznić emocje, jakie targały bohaterami, ale ostatecznie uzyskał odwrotny efekt; wiele wydarzeń prezentuje się po prostu komicznie, a bohaterowie zachowywali się momentami jak skończeni histerycy.
   Nierzadko też Jacq ostro przeginał ze swoimi naukowymi skłonnościami, w efekcie czego niektóre fragmenty "Przeklętego grobowca" przypominają bardziej szkolny podręcznik do historii, aniżeli powieść. Pozwólcie, że przytoczę Wam mój ulubiony fragment:
Spośród Nubijczyków nikt nie ocalał, po stronie Egipcjan było trzech zabitych i dziesięciu rannych. Wodzowie plemion, dowiedziawszy się o miażdżącym zwycięstwie Ramzesa, w dowód ostatecznego poddania ofiarowali mu strusie pióra i skóry lampartów. Król ze swej strony zapowiedział im wzniesienie licznych sanktuariów i rozwój ekonomiczny regionu. 
~C.Jacq, Przeklęty grobowiec, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis 2016 
   Naprawdę... Naprawdę?
   Proszę Państwa, kolejny celny cios ze strony naszej dzielnej czytelniczki. Ciekaw jestem, czy jej dobra passa utrzyma się do końca starcia. W każdym razie, koniec rundy pierwszej! Wygrywa ją Kamila! 



żródło: C.Jacq, Przeklęty grobowiec,Poznań,: Dom Wydawniczy Rebis 2016

 Runda druga
Bohaterowie

Fight!

   Dawno nie spotkałam nigdzie tak papierowych i jednowymiarowych postaci. Lewy sierpowy! "Przeklęty grobowiec" upada i z trudem powstaje z kolan!  Każdej z nich autor przypisał dwie, góra trzy cechy, czego trzymał się do samego końca tomu. Setna- mądry, ale ciapowaty. Sekhet- piękna, czarująca, zaradna. Ramesu (brat Setny)- młody gniewny. Stary- lubi wino, porządek i jest stary (to nie żart, naprawdę pojawia się tam taka postać). Ponadto, ciężko polubić któregokolwiek z bohaterów, bowiem ich zachowanie jest ciągle takie same; w pewnym momencie staje się to naprawdę irytujące. Sekhet to istna Mary Sue, więc zawsze wszystko jej wychodzi, Setnie również  nigdy nic nie umknie, Ramesu jak zwykle się na nich zdenerwuje, a Stary westchnie :" Ach, miłość, miłość..." i pójdzie się napić wina. Nic specjalnego. 
   Kamila zwycięża kolejną rundę i ma wyraźną przewagę nad przeciwnikiem! "Przeklęty grobowiec" z każdą potyczką coraz bardziej słabnie i nie zapowiada się, aby jego zła passa miała prędko przeminąć. Czy istnieje jednak jakakolwiek szansa na zmianę tej sytuacji? Zostańcie Państwo z nami! 

Runda trzecia
Przebieg akcji i fabuła

Fight!

   Toporny styl, który już wcześniej wytknęłam autorowi, sprawia, że czytelnikowi nie sposób poczuć dramaturgię i magię historii, jaka przedstawiona jest w książce. Nokaut! Proszę Państwa, cóż to za nokaut! "Przeklęty grobowiec" upada i nie podnosi się z podłogi. Kamila jest na prostej drodze do zwycięstwa!  Mimo, iż opisy akcji przesycone są wykrzyknieniami i silnymi emocjami, autorowi nie udaje się wywołać podobnych wrażeń w odbiorcy. Przykładowo- gdy natykałam się na sceny, gdzie dany bohater był na skraju życia i śmierci, nie wywierało to na mnie najmniejszego wrażenia. Swoją drogą, chyba ani razu nie poczułam, że autorowi udało się mnie prawdziwie porwać i wciągnąć w akcję. Co jakiś czas niektóre sceny przykuwały moją uwagę, ale nie czułam wtedy takiego prawdziwego, szczerego zainteresowania. 
   Bardzo nie lubię, gdy akcja w danym utworze toczy się zbyt szybkim tempem. Zgadliście, nie inaczej dzieje się tutaj. SPOILER Wielkie bitwy zajmują z jeden, może dwa rozdziały, para głównych bohaterów przyrzeka sobie dozgonną miłość po dwóch lub trzech spotkaniach i w dosyć młodym wieku zdobywają mądrość od bogów, którym służą. Wydaje mi się, że autor powinien dać trochę więcej czasu na "dojrzenie" każdemu  z tych wątków. KONIEC SPOILERU  
   Muszę jednak przyznać autorowi jedną rzecz, a mianowicie nie najgorzej wychodzą mu zwroty akcji. Szczególnie ten z jednego z ostatnich rozdziałów bardzo mnie zaskoczył. Iii to w zasadzie tyle, jeżeli chodzi o pozytywne cechy tej powieści. O! Nie jest też zbyt długa- kolejna zaleta. Co więcej, jej czcionka jest dosyć spora, więc czytanie idzie całkiem sprawnie. No chyba, że się utknie na którejś ze scen i nie ma się motywacji, aby ponownie sięgnąć po tę powieść, a jest to wysoce prawdopodobne. 
   Cóż to się dzieje? Czyżby nagły zwrot akcji? "Przeklęty grobowiec" doczołguje się do Kamili, ostatkiem sił chwyta ją za nogę i przewraca na ring! Chwileczkę, chwileczkę, to jeszcze nie koniec! Kamila powoli przeciera zakrwawioną twarz i... I... I rzuca się na przeciwnika! Przygniata go do podłogi, nie dając mu tym samym jakichkolwiek szans na ucieczkę. Trwa odliczanie! Jeszcze tylko kilka sekund... Tak! Kamila zwycięża! Proszę Państwa, cóż to była za walka! Gratulacje dla naszej zwyciężczyni! Pokonanie złej lektury to nie lada wyzwanie. Wielkie brawa, Proszę Państwa! 


źródło: wallpaperstock.net

   Uff, jak widzicie, to była naprawdę męcząca walka. Skoro więc czytanie "Przeklętego grobowca" sprawiło mi tyle bólu i zgryzoty, właściwie dlaczego nie postanowiłam przerwać lektury? Będę z Wami szczera- przez cały czas liczyłam, że w końcu uda mi się jakimś sposobem wciągnąć w tę powieść. Kiedy jednak zorientowałam się, że styl autora w nie zapowiada żadnej rychłej zmiany, postanowiłam dokończyć ją z czystej ciekawości. Jednakże trzeba przyznać, że niektóre z fragmentów - zwłaszcza te przedramatyzowane - czytało się z dziwną przyjemnością i satysfakcją; były moimi guilty pleassure po prostu. Czy w takim razie polecam Wam tę książkę? Jeżeli potwornie, ale to tak potwornie Wam się nudzi i nie macie co ze sobą zrobić, czemu nie? Jeżeli jednak szukacie wciągającej, ambitnej lektury, która pozwoli Wam poczuć magię starożytnego Egiptu, lepiej sięgnijcie po inny tytuł. 

Ocena dzieła

Fabuła 2/5
Bohaterowie 2/5
Wykonanie 1/5
Własne odczucie 2/5

Ostateczny wynik 3,5/10

See you
Kamila

PS Jak podoba Wam się ta dość nietypowa forma recenzji? Piszcie :D  
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.