12 października 2019

Webtoon- czym jest oraz kilka ciekawych tytułów

Hejka!
   Od momentu, w którym kilkanaście lat temu, w moje małe ręce trafiły komiksy z serii "W.I.T.C.H.", stałam się ogromną miłośniczką rysunkowych historii. Kilka lat później, a mianowicie na początku gimnazjum, odkryłam pewną ich odmianę, jakimi są mangi. Rok temu natknęłam się przypadkiem na komiksy paragrafowe, zaś kilka miesięcy temu przypomniałam sobie o istnieniu koreańskich komiksów internetowych, zwanych inaczej Webtoonami. Miało to miejsce w momencie, gdy koleżanka zachęciła mnie to zainstalowania aplikacji mobilnej o tej samej nazwie. Od tamtego momentu bardzo często do niej zaglądam i uznałam, że warto by było się tym z Wami podzielić. W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam pokrótce przedstawić, na czym polega korzystanie z tej aplikacji oraz opiszę kilka ciekawych tytułów, jakie znajdziecie w jej ofercie. Zapraszam!

źródło: flamecon.org

   Webtoon funkcjonował pierwotnie jako strona internetowa. Dopiero kilka lat temu zaczął oferować swoje usługi w formie aplikacji mobilnej, którą można za darmo pobrać poprzez Google Play lub App Store. Komiksy, jakie możecie na niej znaleźć, również są darmowe, jednak te z nich, które oferują szybszy dostęp do najnowszych rozdziałów, wymagają za to opłaty. 
   Za pośrednictwem Webtoona swoje komiksy publikują zarówno amatorzy, jak i profesjonalni twórcy. W przypadku tych pierwszych odcinki ich serii ukazują się w nieregularnych odstępach czasowych, zaś u tych drugich nowe rozdziały pojawiają się co tydzień. Użytkownicy mogą je komentować, a do tego mają również możliwość oceny poszczególnych serii oraz ich subskrypcji, aby być na bieżąco z najnowszymi odcinkami.
   Spośród ogromu tytułów, jakie można znaleźć na Webtoonie, wybrałam z niego kilka perełek, których fabuły zamierzam Wam przybliżyć.

Winter Woods
Cosmos i Van Ji
źródło: webtoon.com

   Historia, jakich mało. Po jej przeczytaniu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że żadna inna opowieść nie zdoła mnie już czymkolwiek zachwycić, czy chociażby zaskoczyć. 
   Dzięki potędze swojej wiedzy, zrozpaczonemu po stracie najbliższej rodziny alchemikowi udaje się stworzyć człowieka, który ma wypełnić pustkę po jego zmarłym dziecku. "Eksperyment", bo takim mianem określa go alchemik, nie jest jednak udany, gdyż nie posiada najbardziej podstawowej dla człowieka cechy- nie odczuwa żadnych emocji. 
   Mijają lata. Alchemik umiera pozostawiając po sobie nieznane nikomu dziedzictwo, zaś jego Eksperyment trwa przez cały ten czas przy jego łożu. Mijają stulecia. Dopiero wraz z końcem II wojny światowej Eksperyment zostaje odnaleziony przez służby aliantów, które zafascynowane jego nieśmiertelnym ciałem rozpoczynają na nim całą serię badań. 
   Jest XXI wiek. Młoda aspirująca pisarka, Jane, zmęczona ciągłymi niepowodzeniami - szczególnie brakiem weny - zwierza się z nich swojej przyjaciółce. Ta zamiast udzielić jej rady pyta, czy gdyby w najbliższym czasie miała natrafić na materiał godny uwiecznienia na papierze, czy chciałaby wykorzystać te okazję. Bohaterka bez namysłu odpowiada, że nie przegapiłaby takiej szansy, i ku jej zdziwieniu jeszcze tego samego wieczoru natrafia pod swoim domem na tajemniczego nieznajomego. Jego mroczne oczy zdają się nie posiadać duszy, a bladość cery wywołuje gęsią skórkę na całym jej ciele. Wkrótce nieznany przybysz staje się współlokatorem Jane i historia jego życia, która zaczęła się wiele wieków temu w piwnicznym laboratorium, staje się inspiracją dla jej nowej powieści. 
   Pozwoliłam sobie tutaj na nieco szersze przedstawienie fabuły, czego nie zakładałam w trakcie obmyślania całokształtu tego wpisu (w pierwotnym zamyśle miałam opisać wszystko tylko "pokrótce"). Zrobiłam tak, gdyż sprowadzenie całego "Winter Woods" do jednego, czy dwóch krótkich akapitów byłoby po prostu bezsensowne i w żaden sposób nie oddałoby choćby ułamka atmosfery, jaką przesiąknięta jest ta seria. Składa się na nią wiele elementów gatunkowych, które w zasadzie warto byłoby omówić z osobna. 
   Cała historia zaczyna się niczym horror. Mamy mroczną piwnicę, mroczne czasy i mrocznego mężczyznę, który z świeżo pochowanych ciał konstruuje nowego, "żywego" człowieka. Jego Eksperyment wygląda i zachowuje się niczym świeżo wyjęty z grobu nieboszczyk i sam fakt, że spędził kilka ostatnich stuleci zamknięty w podziemiach zapomnianej rezydencji, siedząc u boku truchła swojego mistrza, jest naprawdę niepokojący. 
   Inną, zupełnie przeciwną stroną tej historii, jest jej bajkowość, która dodatkowo wzbogacona jest o słodko-gorzki romans. Główny bohater, nazwany przez Jane Winter Woods, mimo iż sam pozbawiony jest jakiejkolwiek witalności i jego ciało funkcjonuje w zupełnie inny sposób, niż u śmiertelnego człowieka, potrafi on wyczuwać życiową energię, która w jego oczach jawi się jako skupisko iskier i barw. Innym bajkowym elementem tego webtoona jest chociażby baśń napisana przez Jane, która w pewnym momencie staje się częścią otaczającej ich rzeczywistości; pewne jej elementy scalają się ze światem bohaterów, który już i tak jest dostatecznie niewiarygodny.
   Na sam koniec jeszcze tylko szybko wspomnę o rysunkach, bowiem są one bajecznie piękne! Kolorystyka - raz przygaszona, innym razem zaś pełna żywych barw - za każdym razem doskonale oddaje klimat konkretnej sceny. Postaci są narysowane w sposób dbały z uwzględnieniem licznych detali, za co mam pełen szacunek to twórcy, gdyż domyślam się, jak czasochłonne musi być zwracanie uwagi na każdy szczegół. 
   Mogłabym tak cały dzień*, ale lepiej abyście sami się przekonali, co jeszcze oferuje ten komiks.

Days of Hana
Seokwoo
źródło: webtoon.com
   

   Mając za sobą pierwsze rozdziały "Days of Hana" nie byłam wówczas pewna, czy dalsze czytanie tego webtoona będzie warte mojego czasu. Kilkunastoletnia Hana to dość typowa z charakteru nastolatka, która swoim zachowaniem potrafiła mnie nie raz doprowadzić do szewskiej pasji. Dziewczyna całe dzieciństwo spędziła ze swoim przybranym bratem - Haru - który jest wilkołakiem. Okrutne traktowanie wilkołaków przez ludzi nie jest niczym szokującym w ich rzeczywistości. Mimo, iż ojciec Hany aktywnie działa na rzecz przyznania praw dla tego gatunku, nowe zezwolenia nie idą w parze ze zmianą niechętnej postawy ludzi. Zaintrygowany swoją niejasną przeszłością oraz przejęty losem tajemniczego wilkołaka o imieniu Hak, Haru odkrywa środowisko, które wykorzystuje wilkołaki do swoich mrocznych, okrutnych celów. Sielanka w jednym momencie zamienia się w krwawy dramat, co zmusza oboje bohaterów do wspólnej walki o przetrwanie. 
   Tak jak już wspomniałam, pierwsze rozdziały nie wróżyły dobrze. Byłam przekonana, że miałam do czynienia z kolejnym nudnym romansem fantasy dla nastolatek, aż tu nagle cała historia całkowicie zmieniła swoją narrację. Z cukierkowego, delikatnie niepokojącego dramatu, przeniesieni jesteśmy w samo serce brutalnej tragedii, gdzie nic nie zapowiada, aby wkrótce cokolwiek miało pójść ku lepszemu. Jesteśmy świadkami, jak Haru odkrywa tajemnice Schronisk dla Wilkołaków oraz dowiaduje się szokującej prawdy o swoim pochodzeniu. Autorka nie szczędzi czytelnikowi krwawych detali oraz raz po raz zaskakuje nowymi zwrotami akcji. 
   Mimo, że w pierwszym momencie "Days of Hana" może się wydawać infantylną, przekombinowaną historią, pod spodem kryje rozbudowany, okrutny świat, który zaciekawi Was bardziej, niż sami możecie się spodziewać. 

Lore Olympus
Rachel Smythe
źródło: webtoon.com

   Pominięcie jednego z najpoczytniejszych komiksów tej platformy byłoby z mojej strony istnym policzkiem wymierzonym jego twórcom. "Lore Olympus" stanowi dość luźną interpretację mitu o Persefonie i Hadesie (z drobnym dodatkiem mitu o Amorze i Psyche), której akcja osadzona została we współczesnych realiach. Świat śmiertelników wciąż przypomina ten z czasów antycznych, co stanowi ciekawy kontrast dla nowoczesnego, zabetonowanego Olimpu. 
   Uwolniona spod klosza swojej nadopiekuńczej matki, Persefona w końcu ma szansę zasmakować iście boskiego życia wśród samej śmietanki towarzyskiej Olimpu. Na swoim pierwszym w życiu przyjęciu zostaje dostrzeżona przez Hadesa, który oszołomiony jej pięknem bez namysłu uznaje, iż ta przewyższa urodą samą Afrodytę. Urażona tą uwagą bogini miłości postanawia dać upust swojej zazdrości i upokorzyć Persefonę. Przy pomocy Amora upija nieświadomą podstępu dziewczynę, a gdy ta traci już przytomność zabiera ją do auta Hadesa. Nie zdający sobie sprawy z obecności dodatkowego pasażera, Hades wraca z przyjęcia do własnej rezydencji. Dopiero tam odkrywa, że na jego tylnim siedzeniu leży tajemnicza piękność, dla której stracił głowę. Ten incydent bardzo zbliża do siebie dwójkę bogów, lecz na drodze do spełnionego uczucia stoją zaborcza ex-kochanka Hadesa - Minthe - oraz uprzedzony do boga śmierci młody, atrakcyjny Apollo. 
   Kocham każdy z charakterów, jaki przewinął się na kartach tego komiksu (dobra, może z wyjątkiem jednego, ale nie chcę spoilerować który i dlaczego). Ich motywy są wiarygodne, historie rozbudowane i intrygujące, przez co czytelnik może w pełni przeżywać ich perypetie i poczuć, że wydają mu się tożsame. Romans - który mimo, że stanowi przewodni temat historii - rozwija się w powolnym tempie, ale każdy kolejny rozdział zdradza, dlaczego tak się dzieje. Przyznam jednak, że nie mogę się doczekać, iż nabierze on szybszego tempa, gdyż z ogromnym zniecierpliwieniem czekam na kolejne sceny z romantycznym, nieporadnym Hadesem. 
   "Lore Olympus" narysowane jest w dość luźny, momentami jakby niedbały sposób. Każda z postaci odznacza się przypisanym do niej kolorem, przykładowo Persefona jest cała różowa, a Hades granatowy. W ich przypadku, jak twierdzi sama autorka, ma to na celu wyróżnić ich w momentach, gdy znajdują się w obcym dla siebie otoczeniu. Hades odznacza się w jasnym, pełnym barw Olimpie, zaś w przypadku Persefony nie da się jej nie zauważyć, gdy przebywa pośród mroków Podziemi.
   Emocjonujący romans, mnóstwo ciętego humoru oraz szczypta dramatu to sprawdzony przepis na stworzenie wciągającej historii. Jak widać Rachel Smythe udało się znakomicie dobrać proporcje, gdyż jej komiks od dłuższego czasu nie schodzi z samego szczytu listy najpopularniejszych tytułów na Webtoonie. Od siebie dodam jeszcze tylko to, że nie ma innego takiego webtoona, na odcinki którego czekam z tak ogromnym zniecierpliwieniem. Myślę, że gdy sami zabierzcie się za czytanie, to i Was to dopadnie. 

The Kiss Bet
Ingrid Ochoa

źródło: webtoon.com

   To, że dana historia jest mało ambitna i lekka w odbiorze wcale nie znaczy, że nie jest warta uwagi. "The Kiss Bet" to klasyczny przykład romansu młodzieżowego, gdzie pełno zbiegów okoliczności, mających na celu jakkolwiek popchnąć fabułę do przodu oraz nieszczególnie oryginalnych postaci, z nieco irytującą, nieporadną główną bohaterką na czele. Nastoletnia Sara Lin w dniu swoich osiemnastych urodzin staje przed wyzwaniem, jakie rzuca jej przyjaciel- jeżeli odda swój pierwszy pocałunek przypadkowo napotkanemu chłopakowi, ten zapłaci jej za to 50 dolarów. Dziewczyna nie chcąc stracić okazji łatwego zarobku, a przy okazji by utrzeć nosa koledze, podchodzi na stacji metra do siedzącego na ławce zupełnie nieznanego jej chłopaka i pyta, czy może go pocałować. Nagła reakcja nieznajomego peszy dziewczynę, więc ta  szybko odbiega po czym wskakuje za przyjaciółmi do odjeżdżającego metra. Ku jej zdziwieniu "the subway boy", czyli owy chłopak ze stacji, okazuje się jej sąsiadem z naprzeciwka (jakim cudem nie wiedziała wcześniej o jego istnieniu, tego nie wiem). Co więcej, to on okazuje się jej nowym korepetytorem matematyki, a pewien przystojny członek szkolnego koła dziennikarskiego, który podoba się Sarze, jest jego starszym bratem. No po prostu istna kumulacja! Kto ostatecznie zapadnie w serce naszej głównej bohaterce- chłopak ze stacji, przystojniacha z klubu, czy może jej przyjaciel, który ostatnimi czasy zaczął być o nią zazdrosny? Osobiście nie wybrałabym żadnego, bo ten koleś z metra to niezły buc, jego starszy brat jest zbyt idealny aby był prawdziwy, a ten jej kumpel bywa potwornie irytujący, jak taki dzieciak z podstawówki. 
   Cóż, cały ten opis brzmi niezbyt zachęcająco, zdaję sobie z tego sprawę, ale uwierzcie mi- "The Kiss Bet" naprawdę dobrze się czyta. Może i jest to dość sztampowy romans, gdzie schematów co nie miara, ale czasem pewna historia nie musi być szczególnie oryginalna aby dobrze się ją czytało. Wystarczy że jest lekka, nie wymaga od czytelnika szczególnie dużo skupienia i ma przyjemną atmosferę. W moim przypadku bardzo trafia do mnie atmosfera szkolnego romansu, okruchy życia z tamtych lat. Kocham atmosferę szkolnych kół zainteresowań, przerw spędzanych ze znajomymi i tych pierwszych poważnych uczuć między dwojgiem nastolatków. Wszystko to znalazłam w "The Kiss Bet". I nawet to, że ten webtoon nie jest szczególnie wybitnym dziełem, przestało mieć większe znaczenie w momencie, gdy zaczął być całkiem niezłym źródłem rozrywki. Również wszelkie mankamenty, w obliczu sympatycznego i ciepłego humoru Ingrid Ochoa, stały się mniej irytujące. 

My Deepest Secret
Hanza Art

źródło: webtoon.com

   Niech urocza stylistyka tego webtoona, przypominająca nieco mangę shoujo, nie zmyli waszej percepcji. "My Deepest Secret" może i prezentuje się na samym początku jako lekki, cukierkowy romans dla nastolatek, ale im dalej podążamy za fabułą, tym więcej niepokojących i mrocznych zdarzeń staje głównej bohaterce na drodze. 
   Emma dopiero od niedawna spotyka się z Eliosem, przez co wciąż nie za wiele o nim wie. Jakie są jego marzenia, poglądy, priorytety, pasje- to wszystko pozostaje dla niej tajemnicą, co jednak nie przeszkadza jej w dalszym widywaniu się ze swoją sympatią. W obecności Emmy Elios zawsze zachwyca ją swoją elokwencją, szarmanckimi manierami, wyrozumiałością oraz czułym słowem, więc dlaczego ta miałaby mieć jakiekolwiek wątpliwości, że z jej chłopakiem może być coś nie tak? Wszelkie sygnały, świadczące o jego krzywym spojrzeniu na świat, jak zupełny brak empatii wobec obcych czy przesadna troska w stosunku do jej poczynań, umykają świadomości Emmy, przez co ta nie zdaje sobie sprawy, iż znajduje się w sidłach psychicznego, zawładniętego obsesyjną zazdrością, maniaka. Z amoku stara się ją wyrwać nowo poznany student z jej grupy, Yohan, który z pomocą wujka-policjanta, dowiaduje się z akt o traumatycznej przeszłości Emmy. Komu zaufa dziewczyna- swojej sympatii, czy zupełnie obcemu chłopakowi o niejasnych zamiarach? 
   Elios stanowi enigmę, nie tylko dla głównej bohaterki, ale i przede wszystkim dla czytelnika. Niewiele wiemy na temat przeszłości tego bohatera oraz genezy pewnych jego zachowań czy przekonań, a to między innymi dlatego, że sam komiks jest jeszcze w trakcie publikacji i minie sporo czasu, zanim doczekamy się zakończenia. Z tego względu ocenienie postaci Eliosa jako definitywnie tej złej jest błędne i zdecydowanie przedwczesne. Muszą istnieć jakieś powody, dla których chłopak stał się zupełnie obojętny na krzywdę innych, a w tym samym czasie bezustannie kontroluje, czy nic nie zagraża bezpieczeństwu Emmy. Mimo, że w imię jej dobra dopuścił się czynów, których nie da się niczym usprawiedliwić - to fakt - do oceny postaci konieczne jest zapoznanie się z każdym jej obliczem, a tak się składa, że Elios ma ich całkiem sporo. 
   Nie oceniałabym też zbyt pochopnie Emmy, zwłaszcza w kwestii ignorowania tych wszystkich czerwonych flag dotyczących zachowania Eliosa. Zakochany człowiek widzi swojego partnera przez różowe okulary, i w tym najwcześniejszym etapie zauroczenia często nie jest w stanie dostrzec jego wad. Emma nie należy też do szczególnie śmiałych osób, a już zwłaszcza jeżeli chodzi o relacje damsko-męskie, stąd jej niewielkie doświadczenie w kwestii związków, a szczególnie tych toksycznych. Do tego dochodzi kwestia traumatycznej przeszłości Emmy, która w jakiś sposób wpłynęła na jej wycofane i ciche zachowanie wśród rówieśników.
   Wielowymiarowe ukazanie każdej z postaci to póki co najmocniejsza strona tego webtoona. Warto też wspomnieć o licznych zwrotach akcji, momentach pełnych napięcia i niepewności oraz licznych tajemnicach, jakie skrywają wszyscy bohaterowie. Bywają momenty, kiedy już się wydaje, że wiadomo kto za czym stoi, ale z każdym kolejnym rozdziałem wszelkie teorie tracą sens i w ogromie tych zagadek ciężko przewidzieć, co może wydarzyć się na kolejnej stronie. 


źródło: http://sf.co.ua/id144554

   Nie spodziewałam się, że ten post wyjdzie aż tak duży, jeżeli chodzi o objętość tekstu. Mam nadzieję, że pomimo przydługich opisów miło Wam się go czytało. 
   Czy mieliście kiedykolwiek do czynienia z Webtoonem i czytaliście na nim jakieś komiksy? Piszcie w komentarzach!

See you
Kamila

* szacun dla tych, którzy załapali nawiązanie do słów Kapitana Ameryki
UDOSTĘPNIJ TEN POST

01 kwietnia 2019

Podsumowanie filmowe 2018

Hejka!
   Pod względem obejrzanych przeze mnie filmów, rok 2018 był zdecydowanie wyjątkowy. Na samym jego początku powzięłam bowiem postanowienie, że postaram się obejrzeć minimum jeden film każdego tygodnia, co daje ich łącznie 52 na rok. Inspirowałam się przy tym istniejącą już serią wydarzeń- 52 Book Challenge PL. Systematyczność nie należy do moich mocnych stron, więc gdyby nie festiwal filmowy Netia Off Camera oraz liczne wieczory filmowe z przyjaciółmi, nie udałoby mi się zakończyć tego wyzwania sukcesem. Na całe szczęście moja lista doczekała się aż 63 tytułów (z czego jeden jest serialem; uznałam, że mimo wszystko go tutaj wliczę), co jak na mnie należy uznać za spore osiągnięcie (to zabrzmiało potwornie samokrytycznie, ale właśnie tak miało być). Dziś, kiedy 2019 rok liczy sobie już kilka miesięcy, chciałabym opowiedzieć Wam co nieco o obejrzanych przeze mnie produkcjach. Wyłoniłam spośród nich 3 najlepsze oraz 3 najgorsze tytuły, a do tego dochodzą jeszcze "nagrody specjalne" w kilku ważnych dla mnie kategoriach. Zapraszam!

Lista obejrzanych filmów

1."Grease" (1978)
2."Powiernik królowej" (2017)
3."Pięćdziesiąt twarzy Greya" (2015)
4."Niekończąca się opowieść" (1984)
5."Źródło młodości" (2002)
6."Dzień świstaka" (1993)
7."Kształt wody" (2017)
8."Teoria wszystkiego" (2014)
9."Baby Driver" (2017)
10."Pamiętnik" (2004)
11. "Czarna Pantera" (2018)
12."Frantz" (2016)
13."Dzikie róże" (2017)
14."Barbara" (2012)
15."Ptaki śpiewają w Kigali" (2017)
16."Człowiek z magicznym pudełkiem" (2017)
17."Gotowi na wszystko. Exterminator" (2017)
18. "Między światami" (2014)
19. "Ghost in the shell" (2017)
20. "Deadpool" (2016)
21. "Truman Show" (1998)
22. "Iniemamocni 2" (2018)
23. "Młodzi gniewni" (1995)
24. "Scott Pilgrim kontra świat" (2010)
25. "American Beauty" (1999)
26. "Tristan i Izolda" (2006)
27. "Mroczne umysły" (2018)
28. "Split" (2016)
29. "Chłopiec w pasiastej piżamie" (2008)
30. "Thor: Mroczny świat" (2013)
31. "Doctor Strange" (2016)
32. "Avengers" (2012)
33. "Thor" (2011)
34. "Thor: Ragnarok" (2017)
35. "Kapitan Ameryka: Pierwsze Starcie" (2011)
36. "Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz (2014)
37. "Avengers: Czas Ultrona" (2015)
38. "Narratage" (2017)
39. "Vanishing time" (2016)
40. "Daytime Shooting Star" (2017)
41. "Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów (2016)
42. "Spiderman: Homecoming" (2017)
43. "Asterix i Obelix: Misja Kleopatra" (2002)
44. "Strażnicy Galaktyki" (2014)
45."Avengers: Wojna bez granic" (2018)
46. "Perfect Blue" (1998)
47. "Przez ścianę" (2016)
48. "The Princess and the Matchmaker" (2018)
49. "Efekt motyla" (2004)
50. "Millenium Actress" (2001)
51. "Train to Busan" (2016)
52. "Dziewczyny z St. Trinian" (2007)
53. "Iron Man" (2008)
54. "Długo i szczęśliwie" (1998)
55. "Socialphobia" (2014)
56. "Pulp Fiction" (1994)
57. "Wolny dzień Ferrisa Buellera" (1986)
58. "Awatar: Legenda Aanga" (2005-2008) - wszystkie 3 sezony
59. "Rize" (2005)
60. "Narzeczona dla księcia" (1987)
61. "Pole strachu" (2013)
62. "Zaklęci w czasie" (2009)
63. "Merida Waleczna" (2012)

   Część z tych filmów opisałam pokrótce w postach z serii "Filmowe Trio", których ukazało się zaledwie dwa. Planuję kontynuować ten cykl w obecnym roku, choć domyślam się, że częstotliwość ich ukazywania się, będzie dość podobna, jak w 2018. Cóż, zawsze warto mieć jakieś postanowienia! 
   Teraz czas na wyłonienie spośród tej listy 3 najlepszych oraz 3 najgorszych filmów! Niech rozpoczną się igrzyska! 

Top 3 najlepszych filmów

Truman Show


źródło: fffmovieposters.com

  Skłaniający do przemyśleń, ale też wpędzający w lekką paranoję- "Truman show" potrafi nieźle namieszać widzowi w głowie. Życie głównego bohatera przypomina sielankę- wspaniały przyjaciel, kochająca żona, wymarzona praca, po prostu żyć nie umierać. Z czasem okazuje się, że żadna z tych rzeczy nie pojawiła się na jego drodze przypadkiem. Co z tego, że Truman jest głównym bohaterem swojego życia, skoro ktoś inny napisał za niego cały scenariusz?
   Autentyczność tej produkcji - o ile mogę się tak wyrazić o całkowicie zmyślonej historii - jest dla mnie porażająca. Wydaje mi się, że to co przydarzyło się Trumanowi, mogłaby mieć miejsce w rzeczywistości, rzecz jasna na o wiele mniejszą skalę, ale wciąż. "Truman Show" wydał mi się niezwykle sugestywny; "Czy naprawdę jesteś panem swojego losu?"- to pytanie do widza wybrzmiewa między wierszami już w pierwszych minutach seansu. 
   
Scott Pilgrim kontra świat


źródło: pinterest.com

   Przed obejrzeniem tego filmu zdarzyło mi się natrafić w internecie na kilka jego fragmentów (między innymi TEN), które swoim absurdalnym humorem i zaskakującymi puentami ogromnie zachęciły mnie do oglądnięcia. Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy już w pierwszych sekundach filmu, to jego komiksowy charakter. Mam przez to na myśli przechodzenie scen po sobie w sposób podobny, jaki ma to miejsce w komiksach, elementy wizualne charakterystyczne dla tego gatunku, przykładowo ogromne litery zawierające onomatopeje, czy chociażby sceny przedstawione w formie komiksowej (które notabene stylem nawiązują do oryginalnej serii). 
   Główny bohater, jakim jest tytułowy Scott Pilgrim, ze względu na swoje egoistyczne zachowanie oraz bezmyślne obchodzenie się z cudzymi uczuciami, nie zaskarbił sobie zbyt wiele sympatii z mojej strony. Na początku poznajemy go jako uroczego, nieporadnego chłopaka, który w nieco wymuszony sposób okazuje sympatię swojej dziewczynie. Wystarcza jednak jeden moment, by oszołomiony pięknem tajemniczej Ramony Scott zupełnie zapomniał, czym jest wierność. Co prawda moja opinia na temat tego bohatera uległa zmianie pod wpływem wydarzeń z końca filmu, ale mimo wszystko jego zachowanie pozostawiło po sobie pewien niesmak. 
   Humor tego filmu jest naprawdę specyficzny i nie każdemu może się spodobać, choć akurat w moje gusta wpasował się wręcz idealnie; przerysowane sytuacje oraz absurdalne rozwiązania dla prostych problemów stanowią esencję "Scotta...". Za co kocham ten film najbardziej? Chyba właśnie za ten niesamowicie niedorzeczny humor. Nie zliczę ile razy wracałam do poszczególnych scen tej produkcji, które za każdym razem bawiły mnie równie mocno, co wcześniej. 

Efekt motyla


źródło: en.wikipedia.org

   Jeden z moich najukochańszych filmów. Żałuję, że nie mogę wymazać jego fabuły z pamięci tylko po to, by ponownie obejrzeć go "pierwszy raz". "Efekt motyla" zawiera dosłownie wszystkie elementy gatunkowe, które kocham najbardziej: romans, podróże w czasie, równoległe wszechświaty oraz mnóstwo ale to mnóstwo akcji. W trakcie oglądania przeżyłam istny emocjonalny rollercoaster; nie było chwili, by nie działo się coś angażującego w całości moją uwagę oraz emocje. W zasadzie nie wiem, co mam Wam powiedzieć więcej. Ten film wywarł na mnie tak ogromne wrażenie, że żadne słowa nie są w stanie opisać mojego zachwytu. Genialna fabuła, świetna gra aktorska, niesamowite zwroty akcji- mogę tak wymieniać bez końca. 

Top 3 najgorszych filmów
  
Grease


źródło: allposters.com

   Wiele osób zapewne nie zgodzi się z moim werdyktem, w końcu "Grease" to wyjątkowo znany i lubiany musical, którym zachwycają się pokolenia. Do mnie jednak kompletnie nie przemówił prezentowany w nim świński, często nawet niesmaczny, humor, nie wspominając już o naprawdę paskudnym obrazie ówczesnej amerykańskiej młodzieży. Naprawdę? Seks, imprezy i wyścigi to jedyne, co mieli w głowach? Młodość rządzi się swoimi prawami, ale błagam...  Jedynym powodem, dla którego nie przestałam oglądać tego filmu, była chęć posiadania własnej opinii na jego temat. Ponadto, "Grease" zajmuje dość szczególne miejsce we współczesnej popkulturze, co ostatecznie skłoniło mnie do zapoznania się w całości z tym filmem (wcześniej widziałam go jedynie we fragmentach). Włączyłam, zobaczyłam, nadrobiłam- jedyna satysfakcja jaką poczułam po obejrzeniu. 
   Absolutnie nienawidzę zakończenia tego filmu! Nie chcę przesadzać, ale w pewien sposób wydaje mi się ono szkodliwe... SPOILER Główna bohaterka, by spodobać się swojej sympatii oraz wpasować się w swoje nowe najbliższe otoczenie, dokonuje całkowitej metamorfozy i z uroczej, niewinnej licealistki zmienia się w istną seksbombę. Chłopak był nią już wcześniej zauroczony, więc nie rozumiem, skąd ta nagła potrzeba zmiany? Nie wydaje mi się też, by wypływała ona z wnętrza bohaterki; podyktowana była raczej silnym naciskiem ze strony jej rówieśniczek. Czy film młodzieżowy nie powinien raczej pokazywać, że pomimo odmienności powinno się akceptować siebie takim jakim się jest, a nie poddawać się bezwiednie wpływowi otoczenia? KONIEC SPOILERU 

Pole strachu


źródło: filmweb.pl

   Matko jedyna, co za dziadostwo! Obejrzałam ten film z koleżanką w ramach naszych "Wieczorów z beznadziejnymi filmami", ale nie spodziewałam się, że będzie to aż tak złe. A mówiąc "aż tak złe", mam na myśli nudne, szablonowe i kompletnie nie wciągające. Owszem, wiedziałam, że to będzie zły film, ale liczyłam, że będzie zły w inny sposób, a mianowicie że będzie zabawny i głupawy. Miałam nadzieję obejrzeć horror o żenująco słabych dialogach, bezsensownej akcji i fatalnej grze aktorskiej; czekałam na godnego następcę mojego ukochanego "The Room", ale jak widać nikt nie jest w stanie dorównać geniuszowi reżyserskiemu Tommy'emu Wiseau. Mój mistrz jest po prostu niezastąpiony, i tyle! 
   Niby wyskakiwał zza krzaków ten plakatowy strach na wróble, niby co chwila pojawiały się jakieś jump scare'y, niby były ucieczki i pościgi, ale to wszystko było takie... nudne... Serio, w pewnym momencie nie miałam już siły gapić się na ekran i przysnęłam w połowie filmu. Do czego to doszło, że ciężko jest znaleźć jakieś dobre gulity pleasure na nudny wieczór?


źródło: tumblr.com


Ptaki śpiewają w Kigali


źródło: filmweb.pl


   Absolutny gniot tego roku! Po reżyserach spodziewałam się naprawdę wiele, gdyż zachwycili mnie swoim innym filmem- "Papuszą". Film miałam okazję zobaczyć podczas festiwalu Netia Off Camera, co w pewien sposób przekonało mnie, że ten film na pewno mile mnie zaskoczy. Skoro znalazł się w programie tak dużego festiwalu musi być dobry, prawda? Cóż, film rzeczywiście mnie zaskoczył, tyle że w zupełnie inny sposób. Powiedzcie mi, czy półminutowe ujęcia lecących ptaków mogą nadać artystycznego wyrazu dziełu? Gdyby skrócić je o połowę mogłoby tak być, ale w momencie, gdy tego typu przerywniki pojawiają się dość często, a sama akcja ma naprawdę ślimacze tempo, czy to ma jakiś sens? Dodam tylko, że te ujęcia nie dotyczyły wyłącznie lecących ptaków, ale też na przykład: poruszających się jeszcze, rozszarpanych wnętrzności, sępów walczących o padlinę, jakichś obrzydliwości w słoikach w laboratorium. Długo by wymieniać!
   Przez te swoje dłużyzny oraz okropnych głównych bohaterów, ten film przypomina mi odrobinę zrecenzowane przeze mnie "Narratage". W zasadzie obydwie te produkcje są bliźniaczo podobne do siebie, gdyż poprzez beznadziejne zabiegi artystyczne i aktorskie, a na dokładkę spartaczony scenariusz pogrzebały doszczętnie genialne historie, które od samego początku zasługiwały na o wiele lepsze wykonanie.  

Najlepszy zapomniany film

Źródło młodości


źródło: amazon.com

   Urocza, sentymentalna produkcja. Główna bohaterka, chcąc choć na krótką chwilę wyrwać się spod kurateli rodziców, wyrusza na przechadzkę po pobliskim gęstym lesie. Tam natrafia na małe źródełko, od którego niespodziewanie odciąga ją tajemniczy chłopak. Ostrzega on ją przed niebezpieczeństwem, jakie może spotkać dziewczynę po wypiciu tej wody po czym zabiera ją ze sobą do jego domu. Tam bohaterka poznaje rodzinę Tucków, która wkrótce zdradza jej swój sekret, a jest nim wieczna młodość. 
   Ogromnie żałuję, że ten film cieszy się praktycznie znikomym zainteresowaniem. Fabuła zachwyciła mnie swoim ciepłem, sielankową atmosferą i słodkim, przeuroczym romansem. Kilka elementów akcji wzbudza moje wątpliwości (jeden z wątków został niedostatecznie rozwinięty), ale są to na tyle drobne błędy, że nie wpływają one znacznie na całokształt filmu. Akcja może niejednokrotnie zaskoczyć widza, zaś zakończenie, mimo że pozostawia po sobie duży niedosyt, zostaje przez to na dłużej w głowie. 


Największe zaskoczenie

Gotowi na wszystko. Exterminator


źródło: filmweb.pl

   Obejrzałam ten film w ramach festiwalu filmowego Netia Off Camera. Miałam wówczas mnóstwo wolnego czasu do zagospodarowania, oraz chciałam skorzystać z przywileju darmowych seansów jako wolontariusz. Na tamten dzień jedynym interesującym dla mnie filmem był właśnie "Gotowi na wszystko. Exterminator". Jego tytuł odstraszał mnie od samego początku, ale uznałam, że może warto dać tej produkcji szansę. Zwiastun obiecywał wiele dobrego, lecz będąc uprzedzoną do polskich komedii romantycznych, wiedziałam, że może się okazać inaczej, niż zapowiadano. Żadna z moich obaw się jednak nie sprawdziła; "Gotowi na wszystko..." okazał się znakomitą komedią z oryginalnymi postaciami, ciekawą fabułą i całkiem znośnymi wątkami romantycznymi (choć mimo wszystko te i tak stanowiły najsłabszy element produkcji). 

Największe rozczarowanie


Deadpool


źródło: walmart.com

   Moja opinia na temat tego filmu należy raczej do tych z kategorii "niepopularnych". Słysząc mnóstwo dobrego o "Deadpoolu", a szczególnie o jego ciętym humorze, oraz widząc jego niesłabnącą popularność, postanowiłam nie zwlekać dalej z oglądaniem. To był błąd. Humor zaprezentowany w "Deadpoolu", o którym tak głośno i z sympatią wypowiadały się masy, wydał mi się dziecinny, obleśny oraz wyjątkowo żałosny. Fabuła nie zaprezentowała nic nowego, bohaterowie byli całkiem ok, choć nie udało mi się szczególnie przywiązać do któregokolwiek z nich, ale ten humor to istny gwóźdź do trumny; właśnie przez niego moja opinia na temat tego filmu jest tak niepochlebna.
   Już dawno nie miałam styczności z czymś tak przereklamowanym. Nie powiedziałabym, że jestem osobą pozbawioną poczucia humoru, po prostu zawarte w "Deadpoolu" żarty zupełnie do mnie nie przemawiają. Za drugą część serii nawet nie zamierzam się zabierać. Chyba tylko przegrany zakład sprawi, że ją obejrzę.


źródło: pinterest.com

   Wyżej przedstawiona lista, mimo że dość liczna, wciąż jest w moim odczuciu trochę wybrakowana, jeżeli chodzi o kultowe dzieła kinematografii. Planuję zmienić to w obecnym 2019 roku, co na obecną chwilę idzie mi dość opornie. Na szczęście mam jeszcze dość czasu do wykorzystania, więc nie ma co się martwić. Jednak nie samym ambitnym kinem człowiek żyje i warto od czasu do czasu zafundować sobie seans czegoś lżejszego.
   Moja lista "Must watch!" powiększa się z tygodnia na tydzień, więc nigdy nie brakuje mi pomysłów, co obejrzeć w wolnym czasie. Chętnie dodam do niej także zaproponowane przez Was tytuły, więc nie zapomnijcie wymienić ich w komentarzach.
   Które filmy, jakie obejrzeliście zeszłego roku, zrobiły na Was największe wrażenie? Piszcie!

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

02 grudnia 2018

Śmiertelna pułapka- recenzja filmu pt. "Train to Busan"

Hejka!
   Powiedzieć, że po obejrzeniu "Train to Busan" będziecie mieli lęk przed jazdą pociągami byłoby zdecydowanie przesadą, choć w zasadzie może być w tym odrobina prawdy. Film ten bowiem dostarcza  ogromnie silnych emocji oraz bywa niesamowicie realistyczny i sugestywny w swoim przekazie. Początkowo kompletnie nie mogłam się do niego przekonać, gdyż jego tematyka nieszczególnie wpisuje się w moje upodobania. Dopiero gdy na jednej z list z wykazem popularnych filmów znalazłam rekomendację tej produkcji uznałam, że spróbuję dać jej szansę. Okazało się, że dla samych tych emocji było warto. Zapraszam!


źródło: northparktheatre.org

Informacje ogólne
Produkcja: Korea Południowa
Czas trwania: 118 min
Gatunek: thriller, horror, dramat
Rok produkcji: 2016

Seok Woo zarządza funduszami w seulskiej firmie. Mężczyzna mieszka ze swoją córką – Soo An po tym, jak rozwiódł się z żoną. Seok Woo jest bardzo zajęty i nie poświęca zbyt dużo czasu swojej córce. Dzień przed swoimi urodzinami, So An nalega na spotkanie ze swoją matką, mieszkającą w Busan. Seok Woo początkowo niechętny, w końcu się godzi i postanawia odwieźć córkę do matki. Oboje wsiadają do pociągu KTX i ruszają w drogę. Jednak przed wyjazdem z Seulu, do pociągu wsiada pewna dziewczyna. Okazuje się, że jest ona zakażona strasznym wirusem, który zmienia ludzi w zombie. Ów wirus błyskawicznie się rozprzestrzenia, a pasażerowie pociągu muszą walczyć o życie swoje i swoich bliskich.*
   Dość często zdarza mi się podróżować pociągami, i wydaje mi się, że w pewnej mierze właśnie przez to ten film wywarł na mnie takie wrażenie. W trakcie seansu wyobraziłam sobie między innymi, jak mógłby wyglądać taki atak zombie w jednym z polskich pociągów. Wyobraźcie sobie, że jest piękne, piątkowe popołudnie. Wsiadacie na jednej ze stacji do Intercity Matejko w kierunku Przemyśla Głównego. Po jakimś czasie dojeżdżacie do Krakowa Głównego, a tam istna apokalipsa! Przez trujące substancje zawarte w smogu ludzie zaczęli mutować i zamieniać się w krwiożercze zombie! Z Nowej Huty nadciągają tabuny bestii i w momencie, gdy udaje im się dostać na wasz peron, rozpoczyna się jedna wielka masakra. Ludzie są bezbronni wobec tak nieokiełznanej żądzy krwi, więc wkrótce wszyscy padają jego ofiarą. W ostatniej chwili przed odjazdem zombie rzucają się na wasz pociąg, i części z nich udaje się dostać do poszczególnych wagonów. Czy poza szybką śmiercią istnieje jakakolwiek ucieczka z tej matni?


źródło: www.monkeysfightingrobots.co

   Serdecznie przepraszam, jeśli tym opisem zniszczyłam wam ten film, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać od komentarza. Zastanawiam mnie jednak, czy przeżywałabym ten film równie mocno, gdybym nie miała żadnych doświadczeń związanych z jazdą pociągami? Wszystko to, co dotyczy podróży bardzo pozytywnie mi się kojarzy, dlatego na samą myśl, że w jej trakcie miałaby wydarzyć się jakaś tragedia- i to jeszcze, kurczę, takiego pokroju! - jest dla mnie nie do pomyślenia. Wracając do tematu, myślę, że "Train do Busan" jak najbardziej wstrząsnąłby mną podczas seansu, gdyż napięcie, jakim przeładowany jest ten film, zrobiłoby wrażenie na większości widzów. W każdej ze scen budowane było ono powoli i stopniowo, co tylko wzmagało we mnie poczucie strachu oraz niepewności; cała w nerwach oczekiwałam, co się wydarzy dalej. Raz na jakiś czas pojawiały się sceny o lżejszym charakterze, w trakcie których mogłam choć na chwilę odetchnąć z ulgą, lecz zaraz po nich znów miał miejsce kolejny emocjonalny roller coaster.
   Oderwanie się od akcji jest w przypadku tej produkcji czymś niemalże niemożliwym, do czego przyczynia się praktycznie cała kompozycja dzieła; każdy poszczególny element jest nastawiony na skupienie jak największej uwagi widza. Dramatyczna muzyka, dynamiczna praca kamery, różnorodna fabuła oraz wielość postaci, z którymi można się utożsamić sprawiają, że łatwo wczuć się w klimat tej historii.
   Jak na film o tak znakomitej obsadzie - wśród której znajduje się między innymi Gong Yoo, odtwórca głównej roli w dramie pt. "Goblin" - oraz doskonale dobranej muzyce liczyłam, że efekty specjalne również będą prezentowały podobny poziom. Przeliczyłam się. Efekty specjalne w tym filmie wyglądają zaskakująco tanio i nieprofesjonalnie, co jest dla mnie kompletnym zaskoczeniem. W większości widzianych przeze mnie produkcji koreańskich wszelkie CGI prezentują się dobrze i estetycznie, ale nie tutaj. Szczególnie mam tu na myśli sceny z niszczonymi pociągami, wybuchami i atakującymi zombie. Tak nawiasem mówiąc, o ile charakteryzacja zombiaków była bogata w detale jak np. nabrzmiałe żyły na twarzy i na pozostałych częściach ciała, co prezentowało się naprawdę fachowo, o tyle sceny, w których np. wyskakują przez okna i rzucają się na pociąg stanowią całkowite przeciwieństwo profesjonalizmu. Czy oni kręcili te sceny lodówką, czy jak? Bo po prostu nie widzę innego wytłumaczenia.


źródło: newsweek.com

   Przebieg fabuły prezentuje się płynnie, zachowany jest również logiczny ciąg wydarzeń, choć miałabym pewne wątpliwości co do kilku scen, gdzie moim zdaniem dość mocno ponaciągano pewne fakty. W momencie, gdy zombie chcą dostać się do wagonu, gdzie znajdują się główni bohaterowie, wszyscy przytrzymują drzwi, byleby tylko te bestie nie dostały się do środka. Szybko okazuje się, że one nie potrafią obsługiwać się drzwiami, przez co nie udaje im się wejść do środka, a bohaterowie pozostają bezpieczni. Wszystko super, twórcy wpadli na sprytny pomysł, jak za każdym razem wyratować postacie z opresji, tylko że... Tylko, że to jest potwornie naciągane! By wejść do wagonu, wystarczyłoby tylko pociągnąć lekko za małą wajchę w bok, co w przypadku całej zgrai zombie machającej na wszystkie strony swoimi łapskami nie byłoby wcale takie trudne! W tym momencie, już na samym początku filmu, wszyscy główni bohaterowie zginęliby tragiczną śmiercią, więc żeby jakoś popchnąć fabułę do przodu i doprowadzić film do końca, twórcy musieli ponaciągać pewne fakty. Z jednej strony rozumiem ten zabieg, ale z drugiej zastanawiam się, czy nie było na to jakiegoś innego, bardziej logicznego rozwiązania?
    Choć zakończenie wzrusza i potrafi skłonić do łez, nie przestaje mnie irytować to, że pozostawiło we mnie tak ogromny niedosyt informacji na temat całej tej apokalipsy. Chętnie poznałabym również dalsze losy ostatnich ocalałych postaci, ale niestety to też nie jest mi dane. SPOILER Ze wszystkich pasażerów pociągu, jedynie córce głównego bohatera oraz jednej z pasażerek udaje się przeżyć. Po tym jak dostają się do strefy militarnej w Busan akcja nagle się urywa i pojawiają, a na ekranie napisy końcowe. Ale... przecież jest jeszcze tyle rzeczy, które wymagają wyjaśnienia! Czy matce dziewczynki również udało się ocaleć? Jak Korea poradziła sobie ze skażeniem i zombiakami? Tyle pytań, zero odpowiedzi. KONIEC SPOILERU


źródło: filmweb.pl

   Myślę, że osoby o słabych nerwach powinny się trzymać z dala od tego filmu. Ilość zawartej w nim krwi, przemocy oraz niesamowicie intensywnych emocji może się okazać zbyt przytłaczająca. Jeżeli jednak ktoś w was potrzebuje silnych wrażeń oraz całej masy adrenaliny, ten film zdecydowanie was nie zawiedzie!

Ocena dzieła

Fabuła 3,5/5
Bohaterowie 3/5
Wykonanie 3,5/5
Osobiste odczucie 4/5

Ostateczny wynik 7/10

See you
Kamila


* tekst pochodzi ze strony dramaqueen.pl

UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.