01 kwietnia 2019

Podsumowanie filmowe 2018

Hejka!
   Pod względem obejrzanych przeze mnie filmów, rok 2018 był zdecydowanie wyjątkowy. Na samym jego początku powzięłam bowiem postanowienie, że postaram się obejrzeć minimum jeden film każdego tygodnia, co daje ich łącznie 52 na rok. Inspirowałam się przy tym istniejącą już serią wydarzeń- 52 Book Challenge PL. Systematyczność nie należy do moich mocnych stron, więc gdyby nie festiwal filmowy Netia Off Camera oraz liczne wieczory filmowe z przyjaciółmi, nie udałoby mi się zakończyć tego wyzwania sukcesem. Na całe szczęście moja lista doczekała się aż 63 tytułów (z czego jeden jest serialem; uznałam, że mimo wszystko go tutaj wliczę), co jak na mnie należy uznać za spore osiągnięcie (to zabrzmiało potwornie samokrytycznie, ale właśnie tak miało być). Dziś, kiedy 2019 rok liczy sobie już kilka miesięcy, chciałabym opowiedzieć Wam co nieco o obejrzanych przeze mnie produkcjach. Wyłoniłam spośród nich 3 najlepsze oraz 3 najgorsze tytuły, a do tego dochodzą jeszcze "nagrody specjalne" w kilku ważnych dla mnie kategoriach. Zapraszam!

Lista obejrzanych filmów

1."Grease" (1978)
2."Powiernik królowej" (2017)
3."Pięćdziesiąt twarzy Greya" (2015)
4."Niekończąca się opowieść" (1984)
5."Źródło młodości" (2002)
6."Dzień świstaka" (1993)
7."Kształt wody" (2017)
8."Teoria wszystkiego" (2014)
9."Baby Driver" (2017)
10."Pamiętnik" (2004)
11. "Czarna Pantera" (2018)
12."Frantz" (2016)
13."Dzikie róże" (2017)
14."Barbara" (2012)
15."Ptaki śpiewają w Kigali" (2017)
16."Człowiek z magicznym pudełkiem" (2017)
17."Gotowi na wszystko. Exterminator" (2017)
18. "Między światami" (2014)
19. "Ghost in the shell" (2017)
20. "Deadpool" (2016)
21. "Truman Show" (1998)
22. "Iniemamocni 2" (2018)
23. "Młodzi gniewni" (1995)
24. "Scott Pilgrim kontra świat" (2010)
25. "American Beauty" (1999)
26. "Tristan i Izolda" (2006)
27. "Mroczne umysły" (2018)
28. "Split" (2016)
29. "Chłopiec w pasiastej piżamie" (2008)
30. "Thor: Mroczny świat" (2013)
31. "Doctor Strange" (2016)
32. "Avengers" (2012)
33. "Thor" (2011)
34. "Thor: Ragnarok" (2017)
35. "Kapitan Ameryka: Pierwsze Starcie" (2011)
36. "Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz (2014)
37. "Avengers: Czas Ultrona" (2015)
38. "Narratage" (2017)
39. "Vanishing time" (2016)
40. "Daytime Shooting Star" (2017)
41. "Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów (2016)
42. "Spiderman: Homecoming" (2017)
43. "Asterix i Obelix: Misja Kleopatra" (2002)
44. "Strażnicy Galaktyki" (2014)
45."Avengers: Wojna bez granic" (2018)
46. "Perfect Blue" (1998)
47. "Przez ścianę" (2016)
48. "The Princess and the Matchmaker" (2018)
49. "Efekt motyla" (2004)
50. "Millenium Actress" (2001)
51. "Train to Busan" (2016)
52. "Dziewczyny z St. Trinian" (2007)
53. "Iron Man" (2008)
54. "Długo i szczęśliwie" (1998)
55. "Socialphobia" (2014)
56. "Pulp Fiction" (1994)
57. "Wolny dzień Ferrisa Buellera" (1986)
58. "Awatar: Legenda Aanga" (2005-2008) - wszystkie 3 sezony
59. "Rize" (2005)
60. "Narzeczona dla księcia" (1987)
61. "Pole strachu" (2013)
62. "Zaklęci w czasie" (2009)
63. "Merida Waleczna" (2012)

   Część z tych filmów opisałam pokrótce w postach z serii "Filmowe Trio", których ukazało się zaledwie dwa. Planuję kontynuować ten cykl w obecnym roku, choć domyślam się, że częstotliwość ich ukazywania się, będzie dość podobna, jak w 2018. Cóż, zawsze warto mieć jakieś postanowienia! 
   Teraz czas na wyłonienie spośród tej listy 3 najlepszych oraz 3 najgorszych filmów! Niech rozpoczną się igrzyska! 

Top 3 najlepszych filmów

Truman Show


źródło: fffmovieposters.com

  Skłaniający do przemyśleń, ale też wpędzający w lekką paranoję- "Truman show" potrafi nieźle namieszać widzowi w głowie. Życie głównego bohatera przypomina sielankę- wspaniały przyjaciel, kochająca żona, wymarzona praca, po prostu żyć nie umierać. Z czasem okazuje się, że żadna z tych rzeczy nie pojawiła się na jego drodze przypadkiem. Co z tego, że Truman jest głównym bohaterem swojego życia, skoro ktoś inny napisał za niego cały scenariusz?
   Autentyczność tej produkcji - o ile mogę się tak wyrazić o całkowicie zmyślonej historii - jest dla mnie porażająca. Wydaje mi się, że to co przydarzyło się Trumanowi, mogłaby mieć miejsce w rzeczywistości, rzecz jasna na o wiele mniejszą skalę, ale wciąż. "Truman Show" wydał mi się niezwykle sugestywny; "Czy naprawdę jesteś panem swojego losu?"- to pytanie do widza wybrzmiewa między wierszami już w pierwszych minutach seansu. 
   
Scott Pilgrim kontra świat


źródło: pinterest.com

   Przed obejrzeniem tego filmu zdarzyło mi się natrafić w internecie na kilka jego fragmentów (między innymi TEN), które swoim absurdalnym humorem i zaskakującymi puentami ogromnie zachęciły mnie do oglądnięcia. Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy już w pierwszych sekundach filmu, to jego komiksowy charakter. Mam przez to na myśli przechodzenie scen po sobie w sposób podobny, jaki ma to miejsce w komiksach, elementy wizualne charakterystyczne dla tego gatunku, przykładowo ogromne litery zawierające onomatopeje, czy chociażby sceny przedstawione w formie komiksowej (które notabene stylem nawiązują do oryginalnej serii). 
   Główny bohater, jakim jest tytułowy Scott Pilgrim, ze względu na swoje egoistyczne zachowanie oraz bezmyślne obchodzenie się z cudzymi uczuciami, nie zaskarbił sobie zbyt wiele sympatii z mojej strony. Na początku poznajemy go jako uroczego, nieporadnego chłopaka, który w nieco wymuszony sposób okazuje sympatię swojej dziewczynie. Wystarcza jednak jeden moment, by oszołomiony pięknem tajemniczej Ramony Scott zupełnie zapomniał, czym jest wierność. Co prawda moja opinia na temat tego bohatera uległa zmianie pod wpływem wydarzeń z końca filmu, ale mimo wszystko jego zachowanie pozostawiło po sobie pewien niesmak. 
   Humor tego filmu jest naprawdę specyficzny i nie każdemu może się spodobać, choć akurat w moje gusta wpasował się wręcz idealnie; przerysowane sytuacje oraz absurdalne rozwiązania dla prostych problemów stanowią esencję "Scotta...". Za co kocham ten film najbardziej? Chyba właśnie za ten niesamowicie niedorzeczny humor. Nie zliczę ile razy wracałam do poszczególnych scen tej produkcji, które za każdym razem bawiły mnie równie mocno, co wcześniej. 

Efekt motyla


źródło: en.wikipedia.org

   Jeden z moich najukochańszych filmów. Żałuję, że nie mogę wymazać jego fabuły z pamięci tylko po to, by ponownie obejrzeć go "pierwszy raz". "Efekt motyla" zawiera dosłownie wszystkie elementy gatunkowe, które kocham najbardziej: romans, podróże w czasie, równoległe wszechświaty oraz mnóstwo ale to mnóstwo akcji. W trakcie oglądania przeżyłam istny emocjonalny rollercoaster; nie było chwili, by nie działo się coś angażującego w całości moją uwagę oraz emocje. W zasadzie nie wiem, co mam Wam powiedzieć więcej. Ten film wywarł na mnie tak ogromne wrażenie, że żadne słowa nie są w stanie opisać mojego zachwytu. Genialna fabuła, świetna gra aktorska, niesamowite zwroty akcji- mogę tak wymieniać bez końca. 

Top 3 najgorszych filmów
  
Grease


źródło: allposters.com

   Wiele osób zapewne nie zgodzi się z moim werdyktem, w końcu "Grease" to wyjątkowo znany i lubiany musical, którym zachwycają się pokolenia. Do mnie jednak kompletnie nie przemówił prezentowany w nim świński, często nawet niesmaczny, humor, nie wspominając już o naprawdę paskudnym obrazie ówczesnej amerykańskiej młodzieży. Naprawdę? Seks, imprezy i wyścigi to jedyne, co mieli w głowach? Młodość rządzi się swoimi prawami, ale błagam...  Jedynym powodem, dla którego nie przestałam oglądać tego filmu, była chęć posiadania własnej opinii na jego temat. Ponadto, "Grease" zajmuje dość szczególne miejsce we współczesnej popkulturze, co ostatecznie skłoniło mnie do zapoznania się w całości z tym filmem (wcześniej widziałam go jedynie we fragmentach). Włączyłam, zobaczyłam, nadrobiłam- jedyna satysfakcja jaką poczułam po obejrzeniu. 
   Absolutnie nienawidzę zakończenia tego filmu! Nie chcę przesadzać, ale w pewien sposób wydaje mi się ono szkodliwe... SPOILER Główna bohaterka, by spodobać się swojej sympatii oraz wpasować się w swoje nowe najbliższe otoczenie, dokonuje całkowitej metamorfozy i z uroczej, niewinnej licealistki zmienia się w istną seksbombę. Chłopak był nią już wcześniej zauroczony, więc nie rozumiem, skąd ta nagła potrzeba zmiany? Nie wydaje mi się też, by wypływała ona z wnętrza bohaterki; podyktowana była raczej silnym naciskiem ze strony jej rówieśniczek. Czy film młodzieżowy nie powinien raczej pokazywać, że pomimo odmienności powinno się akceptować siebie takim jakim się jest, a nie poddawać się bezwiednie wpływowi otoczenia? KONIEC SPOILERU 

Pole strachu


źródło: filmweb.pl

   Matko jedyna, co za dziadostwo! Obejrzałam ten film z koleżanką w ramach naszych "Wieczorów z beznadziejnymi filmami", ale nie spodziewałam się, że będzie to aż tak złe. A mówiąc "aż tak złe", mam na myśli nudne, szablonowe i kompletnie nie wciągające. Owszem, wiedziałam, że to będzie zły film, ale liczyłam, że będzie zły w inny sposób, a mianowicie że będzie zabawny i głupawy. Miałam nadzieję obejrzeć horror o żenująco słabych dialogach, bezsensownej akcji i fatalnej grze aktorskiej; czekałam na godnego następcę mojego ukochanego "The Room", ale jak widać nikt nie jest w stanie dorównać geniuszowi reżyserskiemu Tommy'emu Wiseau. Mój mistrz jest po prostu niezastąpiony, i tyle! 
   Niby wyskakiwał zza krzaków ten plakatowy strach na wróble, niby co chwila pojawiały się jakieś jump scare'y, niby były ucieczki i pościgi, ale to wszystko było takie... nudne... Serio, w pewnym momencie nie miałam już siły gapić się na ekran i przysnęłam w połowie filmu. Do czego to doszło, że ciężko jest znaleźć jakieś dobre gulity pleasure na nudny wieczór?


źródło: tumblr.com


Ptaki śpiewają w Kigali


źródło: filmweb.pl


   Absolutny gniot tego roku! Po reżyserach spodziewałam się naprawdę wiele, gdyż zachwycili mnie swoim innym filmem- "Papuszą". Film miałam okazję zobaczyć podczas festiwalu Netia Off Camera, co w pewien sposób przekonało mnie, że ten film na pewno mile mnie zaskoczy. Skoro znalazł się w programie tak dużego festiwalu musi być dobry, prawda? Cóż, film rzeczywiście mnie zaskoczył, tyle że w zupełnie inny sposób. Powiedzcie mi, czy półminutowe ujęcia lecących ptaków mogą nadać artystycznego wyrazu dziełu? Gdyby skrócić je o połowę mogłoby tak być, ale w momencie, gdy tego typu przerywniki pojawiają się dość często, a sama akcja ma naprawdę ślimacze tempo, czy to ma jakiś sens? Dodam tylko, że te ujęcia nie dotyczyły wyłącznie lecących ptaków, ale też na przykład: poruszających się jeszcze, rozszarpanych wnętrzności, sępów walczących o padlinę, jakichś obrzydliwości w słoikach w laboratorium. Długo by wymieniać!
   Przez te swoje dłużyzny oraz okropnych głównych bohaterów, ten film przypomina mi odrobinę zrecenzowane przeze mnie "Narratage". W zasadzie obydwie te produkcje są bliźniaczo podobne do siebie, gdyż poprzez beznadziejne zabiegi artystyczne i aktorskie, a na dokładkę spartaczony scenariusz pogrzebały doszczętnie genialne historie, które od samego początku zasługiwały na o wiele lepsze wykonanie.  

Najlepszy zapomniany film

Źródło młodości


źródło: amazon.com

   Urocza, sentymentalna produkcja. Główna bohaterka, chcąc choć na krótką chwilę wyrwać się spod kurateli rodziców, wyrusza na przechadzkę po pobliskim gęstym lesie. Tam natrafia na małe źródełko, od którego niespodziewanie odciąga ją tajemniczy chłopak. Ostrzega on ją przed niebezpieczeństwem, jakie może spotkać dziewczynę po wypiciu tej wody po czym zabiera ją ze sobą do jego domu. Tam bohaterka poznaje rodzinę Tucków, która wkrótce zdradza jej swój sekret, a jest nim wieczna młodość. 
   Ogromnie żałuję, że ten film cieszy się praktycznie znikomym zainteresowaniem. Fabuła zachwyciła mnie swoim ciepłem, sielankową atmosferą i słodkim, przeuroczym romansem. Kilka elementów akcji wzbudza moje wątpliwości (jeden z wątków został niedostatecznie rozwinięty), ale są to na tyle drobne błędy, że nie wpływają one znacznie na całokształt filmu. Akcja może niejednokrotnie zaskoczyć widza, zaś zakończenie, mimo że pozostawia po sobie duży niedosyt, zostaje przez to na dłużej w głowie. 


Największe zaskoczenie

Gotowi na wszystko. Exterminator


źródło: filmweb.pl

   Obejrzałam ten film w ramach festiwalu filmowego Netia Off Camera. Miałam wówczas mnóstwo wolnego czasu do zagospodarowania, oraz chciałam skorzystać z przywileju darmowych seansów jako wolontariusz. Na tamten dzień jedynym interesującym dla mnie filmem był właśnie "Gotowi na wszystko. Exterminator". Jego tytuł odstraszał mnie od samego początku, ale uznałam, że może warto dać tej produkcji szansę. Zwiastun obiecywał wiele dobrego, lecz będąc uprzedzoną do polskich komedii romantycznych, wiedziałam, że może się okazać inaczej, niż zapowiadano. Żadna z moich obaw się jednak nie sprawdziła; "Gotowi na wszystko..." okazał się znakomitą komedią z oryginalnymi postaciami, ciekawą fabułą i całkiem znośnymi wątkami romantycznymi (choć mimo wszystko te i tak stanowiły najsłabszy element produkcji). 

Największe rozczarowanie


Deadpool


źródło: walmart.com

   Moja opinia na temat tego filmu należy raczej do tych z kategorii "niepopularnych". Słysząc mnóstwo dobrego o "Deadpoolu", a szczególnie o jego ciętym humorze, oraz widząc jego niesłabnącą popularność, postanowiłam nie zwlekać dalej z oglądaniem. To był błąd. Humor zaprezentowany w "Deadpoolu", o którym tak głośno i z sympatią wypowiadały się masy, wydał mi się dziecinny, obleśny oraz wyjątkowo żałosny. Fabuła nie zaprezentowała nic nowego, bohaterowie byli całkiem ok, choć nie udało mi się szczególnie przywiązać do któregokolwiek z nich, ale ten humor to istny gwóźdź do trumny; właśnie przez niego moja opinia na temat tego filmu jest tak niepochlebna.
   Już dawno nie miałam styczności z czymś tak przereklamowanym. Nie powiedziałabym, że jestem osobą pozbawioną poczucia humoru, po prostu zawarte w "Deadpoolu" żarty zupełnie do mnie nie przemawiają. Za drugą część serii nawet nie zamierzam się zabierać. Chyba tylko przegrany zakład sprawi, że ją obejrzę.


źródło: pinterest.com

   Wyżej przedstawiona lista, mimo że dość liczna, wciąż jest w moim odczuciu trochę wybrakowana, jeżeli chodzi o kultowe dzieła kinematografii. Planuję zmienić to w obecnym 2019 roku, co na obecną chwilę idzie mi dość opornie. Na szczęście mam jeszcze dość czasu do wykorzystania, więc nie ma co się martwić. Jednak nie samym ambitnym kinem człowiek żyje i warto od czasu do czasu zafundować sobie seans czegoś lżejszego.
   Moja lista "Must watch!" powiększa się z tygodnia na tydzień, więc nigdy nie brakuje mi pomysłów, co obejrzeć w wolnym czasie. Chętnie dodam do niej także zaproponowane przez Was tytuły, więc nie zapomnijcie wymienić ich w komentarzach.
   Które filmy, jakie obejrzeliście zeszłego roku, zrobiły na Was największe wrażenie? Piszcie!

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

02 grudnia 2018

Śmiertelna pułapka- recenzja filmu pt. "Train to Busan"

Hejka!
   Powiedzieć, że po obejrzeniu "Train to Busan" będziecie mieli lęk przed jazdą pociągami byłoby zdecydowanie przesadą, choć w zasadzie może być w tym odrobina prawdy. Film ten bowiem dostarcza  ogromnie silnych emocji oraz bywa niesamowicie realistyczny i sugestywny w swoim przekazie. Początkowo kompletnie nie mogłam się do niego przekonać, gdyż jego tematyka nieszczególnie wpisuje się w moje upodobania. Dopiero gdy na jednej z list z wykazem popularnych filmów znalazłam rekomendację tej produkcji uznałam, że spróbuję dać jej szansę. Okazało się, że dla samych tych emocji było warto. Zapraszam!


źródło: northparktheatre.org

Informacje ogólne
Produkcja: Korea Południowa
Czas trwania: 118 min
Gatunek: thriller, horror, dramat
Rok produkcji: 2016

Seok Woo zarządza funduszami w seulskiej firmie. Mężczyzna mieszka ze swoją córką – Soo An po tym, jak rozwiódł się z żoną. Seok Woo jest bardzo zajęty i nie poświęca zbyt dużo czasu swojej córce. Dzień przed swoimi urodzinami, So An nalega na spotkanie ze swoją matką, mieszkającą w Busan. Seok Woo początkowo niechętny, w końcu się godzi i postanawia odwieźć córkę do matki. Oboje wsiadają do pociągu KTX i ruszają w drogę. Jednak przed wyjazdem z Seulu, do pociągu wsiada pewna dziewczyna. Okazuje się, że jest ona zakażona strasznym wirusem, który zmienia ludzi w zombie. Ów wirus błyskawicznie się rozprzestrzenia, a pasażerowie pociągu muszą walczyć o życie swoje i swoich bliskich.*
   Dość często zdarza mi się podróżować pociągami, i wydaje mi się, że w pewnej mierze właśnie przez to ten film wywarł na mnie takie wrażenie. W trakcie seansu wyobraziłam sobie między innymi, jak mógłby wyglądać taki atak zombie w jednym z polskich pociągów. Wyobraźcie sobie, że jest piękne, piątkowe popołudnie. Wsiadacie na jednej ze stacji do Intercity Matejko w kierunku Przemyśla Głównego. Po jakimś czasie dojeżdżacie do Krakowa Głównego, a tam istna apokalipsa! Przez trujące substancje zawarte w smogu ludzie zaczęli mutować i zamieniać się w krwiożercze zombie! Z Nowej Huty nadciągają tabuny bestii i w momencie, gdy udaje im się dostać na wasz peron, rozpoczyna się jedna wielka masakra. Ludzie są bezbronni wobec tak nieokiełznanej żądzy krwi, więc wkrótce wszyscy padają jego ofiarą. W ostatniej chwili przed odjazdem zombie rzucają się na wasz pociąg, i części z nich udaje się dostać do poszczególnych wagonów. Czy poza szybką śmiercią istnieje jakakolwiek ucieczka z tej matni?


źródło: www.monkeysfightingrobots.co

   Serdecznie przepraszam, jeśli tym opisem zniszczyłam wam ten film, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać od komentarza. Zastanawiam mnie jednak, czy przeżywałabym ten film równie mocno, gdybym nie miała żadnych doświadczeń związanych z jazdą pociągami? Wszystko to, co dotyczy podróży bardzo pozytywnie mi się kojarzy, dlatego na samą myśl, że w jej trakcie miałaby wydarzyć się jakaś tragedia- i to jeszcze, kurczę, takiego pokroju! - jest dla mnie nie do pomyślenia. Wracając do tematu, myślę, że "Train do Busan" jak najbardziej wstrząsnąłby mną podczas seansu, gdyż napięcie, jakim przeładowany jest ten film, zrobiłoby wrażenie na większości widzów. W każdej ze scen budowane było ono powoli i stopniowo, co tylko wzmagało we mnie poczucie strachu oraz niepewności; cała w nerwach oczekiwałam, co się wydarzy dalej. Raz na jakiś czas pojawiały się sceny o lżejszym charakterze, w trakcie których mogłam choć na chwilę odetchnąć z ulgą, lecz zaraz po nich znów miał miejsce kolejny emocjonalny roller coaster.
   Oderwanie się od akcji jest w przypadku tej produkcji czymś niemalże niemożliwym, do czego przyczynia się praktycznie cała kompozycja dzieła; każdy poszczególny element jest nastawiony na skupienie jak największej uwagi widza. Dramatyczna muzyka, dynamiczna praca kamery, różnorodna fabuła oraz wielość postaci, z którymi można się utożsamić sprawiają, że łatwo wczuć się w klimat tej historii.
   Jak na film o tak znakomitej obsadzie - wśród której znajduje się między innymi Gong Yoo, odtwórca głównej roli w dramie pt. "Goblin" - oraz doskonale dobranej muzyce liczyłam, że efekty specjalne również będą prezentowały podobny poziom. Przeliczyłam się. Efekty specjalne w tym filmie wyglądają zaskakująco tanio i nieprofesjonalnie, co jest dla mnie kompletnym zaskoczeniem. W większości widzianych przeze mnie produkcji koreańskich wszelkie CGI prezentują się dobrze i estetycznie, ale nie tutaj. Szczególnie mam tu na myśli sceny z niszczonymi pociągami, wybuchami i atakującymi zombie. Tak nawiasem mówiąc, o ile charakteryzacja zombiaków była bogata w detale jak np. nabrzmiałe żyły na twarzy i na pozostałych częściach ciała, co prezentowało się naprawdę fachowo, o tyle sceny, w których np. wyskakują przez okna i rzucają się na pociąg stanowią całkowite przeciwieństwo profesjonalizmu. Czy oni kręcili te sceny lodówką, czy jak? Bo po prostu nie widzę innego wytłumaczenia.


źródło: newsweek.com

   Przebieg fabuły prezentuje się płynnie, zachowany jest również logiczny ciąg wydarzeń, choć miałabym pewne wątpliwości co do kilku scen, gdzie moim zdaniem dość mocno ponaciągano pewne fakty. W momencie, gdy zombie chcą dostać się do wagonu, gdzie znajdują się główni bohaterowie, wszyscy przytrzymują drzwi, byleby tylko te bestie nie dostały się do środka. Szybko okazuje się, że one nie potrafią obsługiwać się drzwiami, przez co nie udaje im się wejść do środka, a bohaterowie pozostają bezpieczni. Wszystko super, twórcy wpadli na sprytny pomysł, jak za każdym razem wyratować postacie z opresji, tylko że... Tylko, że to jest potwornie naciągane! By wejść do wagonu, wystarczyłoby tylko pociągnąć lekko za małą wajchę w bok, co w przypadku całej zgrai zombie machającej na wszystkie strony swoimi łapskami nie byłoby wcale takie trudne! W tym momencie, już na samym początku filmu, wszyscy główni bohaterowie zginęliby tragiczną śmiercią, więc żeby jakoś popchnąć fabułę do przodu i doprowadzić film do końca, twórcy musieli ponaciągać pewne fakty. Z jednej strony rozumiem ten zabieg, ale z drugiej zastanawiam się, czy nie było na to jakiegoś innego, bardziej logicznego rozwiązania?
    Choć zakończenie wzrusza i potrafi skłonić do łez, nie przestaje mnie irytować to, że pozostawiło we mnie tak ogromny niedosyt informacji na temat całej tej apokalipsy. Chętnie poznałabym również dalsze losy ostatnich ocalałych postaci, ale niestety to też nie jest mi dane. SPOILER Ze wszystkich pasażerów pociągu, jedynie córce głównego bohatera oraz jednej z pasażerek udaje się przeżyć. Po tym jak dostają się do strefy militarnej w Busan akcja nagle się urywa i pojawiają, a na ekranie napisy końcowe. Ale... przecież jest jeszcze tyle rzeczy, które wymagają wyjaśnienia! Czy matce dziewczynki również udało się ocaleć? Jak Korea poradziła sobie ze skażeniem i zombiakami? Tyle pytań, zero odpowiedzi. KONIEC SPOILERU


źródło: filmweb.pl

   Myślę, że osoby o słabych nerwach powinny się trzymać z dala od tego filmu. Ilość zawartej w nim krwi, przemocy oraz niesamowicie intensywnych emocji może się okazać zbyt przytłaczająca. Jeżeli jednak ktoś w was potrzebuje silnych wrażeń oraz całej masy adrenaliny, ten film zdecydowanie was nie zawiedzie!

Ocena dzieła

Fabuła 3,5/5
Bohaterowie 3/5
Wykonanie 3,5/5
Osobiste odczucie 4/5

Ostateczny wynik 7/10

See you
Kamila


* tekst pochodzi ze strony dramaqueen.pl

UDOSTĘPNIJ TEN POST

04 listopada 2018

Tysiące twarzy, jedna dusza- recenzja filmu pt. "The Beauty Inside"

Hejka!
   Czasami zajmuje mi bardzo dużo czasu, aby przekonać się do obejrzenia jakiegoś filmu. Przeważnie wynika to z faktu, że w kolejce czekają na mnie inne, ciekawsze produkcje od tej, którą na dany moment brałam pod uwagę. W przypadku "The Beauty Inside" było całkiem podobnie, lecz miałam też pewne obawy, czy film nie okaże się przypadkiem mocno przereklamowany. Pomimo masy pozytywnych opinii wciąż nie opuszczał mnie lekki sceptycyzm, lecz w końcu postanowiłam obejrzeć ten film. Tym razem moje wątpliwości okazały się bezpodstawne, zaś opinie internautów jak najbardziej zasłużone. Zapraszam!
źródło: ahjummamshies.com

Informacje ogólne
Produkcja: Korea Południowa
Czas trwania: 127 min.
Gatunek: dramat, romans, fantasy
Rok produkcji: 2015

   Woo Jin jest projektantem mebli, który każdego dnia budzi się w innym ciele. Czasami jest mężczyzną, czasami kobietą, zdarza mu się też być starszą panią. Mimo tego w środku pozostaje tą samą osobą. Woo Jin zakochuje się w Yi Soo, która odwzajemnia jego uczucie, nie zważając na to, że codziennie będzie się spotykała z innym mężczyzną. Czy uda im się pokonać przeciwności losu?*
   Muszę przyznać, że nieco zmylił mnie opis fabuły. Czytając go byłam przekonana - tylko błagam, nie śmiejcie się - że dusza głównego bohatera wędruje codziennie z jednego ciała do drugiego, i dlatego za każdym on razem wygląda inaczej. Pomyślałam wówczas: "Matko! To skoro on znajdował się przez jeden dzień w cudzym ciele, co się wówczas działo z duszą tej osoby? Była uśpiona, czy co? Jeny, co za poroniona historia!". Cóż, owe dziwne nieporozumienie było kolejnym powodem, zaraz obok tych wspomnianych na wstępnie, dla którego miesiącami zwlekałam z obejrzeniem tego filmu. Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego właściwie zinterpretowałam opis fabuły w taki, a nie inny sposób. Wydaje mi się, że może mieć to związek z faktem, że natrafiłam na ten film w momencie, w którym świeżo zakończyłam oglądanie dramy pt. "Goblin". Sporo w niej było wątków związanych z reinkarnacją i wędrówką duszy, więc podświadomie wydało mi się, że fabuła "The Beauty Inside" może mieć podobny charakter. Dla jasności- główny bohater nie przejmuje cudzych ciał; z nocy na noc całkowicie zmienia się jego aparycja, i nie ma to nic wspólnego z wędrowaniem czyjejkolwiek duszy. Patrząc jednak na koreańską kulturę i wierzenia, tego typu historia mogłaby jak najbardziej powstać (nie zdziwiłabym się, gdyby już taka istniała).
   Moja dość pokrętna logika czasem mnie zadziwia. Zastanawia mnie jednak, czy ktoś z Was zrozumiał opis tego filmu w podobny sposób? Piszcie w komentarzach!


źródło: prosperitypan.gq

   Ciało niewątpliwie stanowi ogromny element naszej tożsamości. Każdego dnia widzimy swoje odbicie w lustrze, możemy wówczas uważnie przyglądnąć się poszczególnym jego częściom, zaś przeglądając zdjęcia obserwujemy, jak zmieniał się nasz wygląd na przestrzeni lat. Mimo, że często dostrzegamy i ubolewamy nad jego licznymi niedoskonałościami, nasze ciało jest dla nas czymś stałym i znajomym. Jesteśmy zwłaszcza przyzwyczajeni, a może nawet przywiązani, do swojej twarzy, więc raczej ciężko nam sobie wyobrazić, że każdego dnia miałaby ona wyglądać zupełnie inaczej. Jednak właśnie z takim problemem zmaga się główny bohater. W filmie ukazane są zarówno jego wewnętrzne zmagania w związku z tym przypadkiem, ale w większej mierze trudności w nawiązywaniu nowych znajomości.
   Poza mamą i przyjacielem z młodości, w życiu Woo Jina nie ma żadnych innych bliskich osób. W zasadzie nie ważne, jak zaawansowana jest znajomość, codzienna zmiana wyglądu stanowi barierę, którą bardzo trudno jest przełamać (nie wspominając już o tym, że takie przypadki nie mają po prostu racji bytu!). Wystarczy spojrzeć na związek Woo Jina i Yi Soo. Na samym początku przypomina on słodką sielankę, lecz z czasem każde z nich zaczyna dręczyć coraz więcej wątpliwości, szczególnie Yi Soo. Choć bohaterka ma świadomość, że następnego ranka obudzi się obok tego samego mężczyzny, poczucie obcości związane z jego przemianą zaczyna stopniowo ją przytłaczać. Jak przywiązać się do człowieka, który jednego dnia ma ciało mężczyzny, a następnego wygląda jak dziesięcioletni chłopiec? Dość abstrakcyjna, choć zastanawiająca kwestia.
   Uwielbiam filmy, które skłaniają do przemyśleń, i "The Beauty Inside" jest właśnie jednym z nich.  Podjęta w nim problematyka tożsamości szczególnie rzuciła mi się w oczy, z czego kwestia przywiązania do ciała wydała mi się najbardziej zastanawiająca. Film przedstawia ten konkretny wątek w wyjątkowo subtelny sposób, co jest dość oczywiste- główny motyw stanowi przecież miłość pomimo wszelkich barier (co odrobinę przypomina mi historię z "Pięknej i Bestii"). Twórcy zadbali  o to, aby temu oraz każdemu innemu elementowi fabuły poświęcono należytą ilość czasu, przez co całość jest składna i brak w niej jakichkolwiek dziur lub zapychaczy. Akcja toczy się w płynny sposób i mimo, że nie owocuje w niesamowicie dramatyczne zwroty akcji, i tak potrafi utrzymać widza w ciągłym napięciu.


źródło: akpopworld.wordpress.com

   Przez to, że wygląd głównego bohatera każdego dnia ulega diametralnej zmianie, siłą rzeczy film wymagał posiadania wyjątkowo licznej obsady. Pośród niej natrafimy na wiele znanych i utalentowanych sław, jak np. Lee Dong-Wook, który w "Goblinie" wcielił się w postać Mrocznego Kosiarza. Nie mogłabym również nie wspomnieć o Han Hyo-Joo, znanej m.in. z dramy "W- Two Worlds". Muszę przyznać, że w roli Yi Soo wydała mi się o wiele bardziej przekonująca, niż jako główna bohaterka "W...". Czułam, że ona doskonale rozumie rozterki odgrywanej przez nią postaci, i dostrzegłam u niej wrażliwość, której nie zauważyłam w "W...". Oby trafiło jej się więcej podobnych ról.
   Klimat tego filmu jest iście baśniowy. Największy wpływ ma na to muzyka, która wprost urzeka i wzrusza swoim radosnym brzmieniem; nie sposób nie wsłuchać się nawet w te melodie, które grają wyłącznie w tle. Najbardziej wpadła mi w ucho piosenka, która pojawiła się na napisach końcowych, i choć odstaje ona nieco od pozostałych utworów z Soundtracku, i tak wpasowuje się w ogólną atmosferę całej produkcji.
   Samo otoczenie, w którym znajdują się główni bohaterowie odgrywa ogromną rolę w budowaniu nastroju. Salon z meblami, gdzie pracuje Yi Soo oraz warsztat Woo Jina wydają się niesamowicie ciepłe i przytulne, a przyczyniają się do tego delikatne oświetlenie oraz ciepła kolorystyka wokół. Jak widać niewiele trzeba, by poczuć magię.


   Nie jest niczym dziwnym, że za taki kunszt "The Beauty Inside" zostało wielokrotnie nominowane i nagrodzone w kilku różnych azjatyckich festiwalach filmowych. Jedną spośród nagród była miedzy innymi ta za najlepszy debiut reżyserski, która powędrowała wprost do rąk Baika. Co jest ciekawe, oryginalny pomysł na fabułę nie wziął się ani od niego, ani do scenarzysty. Scenariusz filmu "The Beauty Inside" bazuje bowiem na internetowym mini-serialu wyprodukowanym przez Intela i Toshibę, którego reżyserem jest Drake Doremus. Jak dla mnie jest to spore zaskoczenie. Bazujący nie znaczy wcale, że gorszy, gdyż zawsze da się przedstawić daną historię lepiej.


   Czasem warto się przełamać i sięgnąć po film, który przez dłuższy czas wzbudzał nasze wątpliwości. "The Beauty Inside" było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem, głównie dlatego, że nie spodziewałam się po tym filmie tak niesamowitej, bajowej atmosfery. Historia pary głównych bohaterów wciąga, a do tego porusza i skłania do przemyśleń. Naprawdę, nie warto było zwlekać z oglądaniem. 
   Film znajdziecie na TEJ stronie.

Ocena dzieła

Fabuła 5/5
Bohaterowie 4/5
Wykonanie 4/5
Osobiste odczucie 4/5

Ostateczny wynik 8,5/10

See you
Kamila

* opis pochodzi ze strony dramaqueen.pl
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.