02 grudnia 2018

Śmiertelna pułapka- recenzja filmu pt. "Train to Busan"

Hejka!
   Powiedzieć, że po obejrzeniu "Train to Busan" będziecie mieli lęk przed jazdą pociągami byłoby zdecydowanie przesadą, choć w zasadzie może być w tym odrobina prawdy. Film ten bowiem dostarcza  ogromnie silnych emocji oraz bywa niesamowicie realistyczny i sugestywny w swoim przekazie. Początkowo kompletnie nie mogłam się do niego przekonać, gdyż jego tematyka nieszczególnie wpisuje się w moje upodobania. Dopiero gdy na jednej z list z wykazem popularnych filmów znalazłam rekomendację tej produkcji uznałam, że spróbuję dać jej szansę. Okazało się, że dla samych tych emocji było warto. Zapraszam!


źródło: northparktheatre.org

Informacje ogólne
Produkcja: Korea Południowa
Czas trwania: 118 min
Gatunek: thriller, horror, dramat
Rok produkcji: 2016

Seok Woo zarządza funduszami w seulskiej firmie. Mężczyzna mieszka ze swoją córką – Soo An po tym, jak rozwiódł się z żoną. Seok Woo jest bardzo zajęty i nie poświęca zbyt dużo czasu swojej córce. Dzień przed swoimi urodzinami, So An nalega na spotkanie ze swoją matką, mieszkającą w Busan. Seok Woo początkowo niechętny, w końcu się godzi i postanawia odwieźć córkę do matki. Oboje wsiadają do pociągu KTX i ruszają w drogę. Jednak przed wyjazdem z Seulu, do pociągu wsiada pewna dziewczyna. Okazuje się, że jest ona zakażona strasznym wirusem, który zmienia ludzi w zombie. Ów wirus błyskawicznie się rozprzestrzenia, a pasażerowie pociągu muszą walczyć o życie swoje i swoich bliskich.*
   Dość często zdarza mi się podróżować pociągami, i wydaje mi się, że w pewnej mierze właśnie przez to ten film wywarł na mnie takie wrażenie. W trakcie seansu wyobraziłam sobie między innymi, jak mógłby wyglądać taki atak zombie w jednym z polskich pociągów. Wyobraźcie sobie, że jest piękne, piątkowe popołudnie. Wsiadacie na jednej ze stacji do Intercity Matejko w kierunku Przemyśla Głównego. Po jakimś czasie dojeżdżacie do Krakowa Głównego, a tam istna apokalipsa! Przez trujące substancje zawarte w smogu ludzie zaczęli mutować i zamieniać się w krwiożercze zombie! Z Nowej Huty nadciągają tabuny bestii i w momencie, gdy udaje im się dostać na wasz peron, rozpoczyna się jedna wielka masakra. Ludzie są bezbronni wobec tak nieokiełznanej żądzy krwi, więc wkrótce wszyscy padają jego ofiarą. W ostatniej chwili przed odjazdem zombie rzucają się na wasz pociąg, i części z nich udaje się dostać do poszczególnych wagonów. Czy poza szybką śmiercią istnieje jakakolwiek ucieczka z tej matni?


źródło: www.monkeysfightingrobots.co

   Serdecznie przepraszam, jeśli tym opisem zniszczyłam wam ten film, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać od komentarza. Zastanawiam mnie jednak, czy przeżywałabym ten film równie mocno, gdybym nie miała żadnych doświadczeń związanych z jazdą pociągami? Wszystko to, co dotyczy podróży bardzo pozytywnie mi się kojarzy, dlatego na samą myśl, że w jej trakcie miałaby wydarzyć się jakaś tragedia- i to jeszcze, kurczę, takiego pokroju! - jest dla mnie nie do pomyślenia. Wracając do tematu, myślę, że "Train do Busan" jak najbardziej wstrząsnąłby mną podczas seansu, gdyż napięcie, jakim przeładowany jest ten film, zrobiłoby wrażenie na większości widzów. W każdej ze scen budowane było ono powoli i stopniowo, co tylko wzmagało we mnie poczucie strachu oraz niepewności; cała w nerwach oczekiwałam, co się wydarzy dalej. Raz na jakiś czas pojawiały się sceny o lżejszym charakterze, w trakcie których mogłam choć na chwilę odetchnąć z ulgą, lecz zaraz po nich znów miał miejsce kolejny emocjonalny roller coaster.
   Oderwanie się od akcji jest w przypadku tej produkcji czymś niemalże niemożliwym, do czego przyczynia się praktycznie cała kompozycja dzieła; każdy poszczególny element jest nastawiony na skupienie jak największej uwagi widza. Dramatyczna muzyka, dynamiczna praca kamery, różnorodna fabuła oraz wielość postaci, z którymi można się utożsamić sprawiają, że łatwo wczuć się w klimat tej historii.
   Jak na film o tak znakomitej obsadzie - wśród której znajduje się między innymi Gong Yoo, odtwórca głównej roli w dramie pt. "Goblin" - oraz doskonale dobranej muzyce liczyłam, że efekty specjalne również będą prezentowały podobny poziom. Przeliczyłam się. Efekty specjalne w tym filmie wyglądają zaskakująco tanio i nieprofesjonalnie, co jest dla mnie kompletnym zaskoczeniem. W większości widzianych przeze mnie produkcji koreańskich wszelkie CGI prezentują się dobrze i estetycznie, ale nie tutaj. Szczególnie mam tu na myśli sceny z niszczonymi pociągami, wybuchami i atakującymi zombie. Tak nawiasem mówiąc, o ile charakteryzacja zombiaków była bogata w detale jak np. nabrzmiałe żyły na twarzy i na pozostałych częściach ciała, co prezentowało się naprawdę fachowo, o tyle sceny, w których np. wyskakują przez okna i rzucają się na pociąg stanowią całkowite przeciwieństwo profesjonalizmu. Czy oni kręcili te sceny lodówką, czy jak? Bo po prostu nie widzę innego wytłumaczenia.


źródło: newsweek.com

   Przebieg fabuły prezentuje się płynnie, zachowany jest również logiczny ciąg wydarzeń, choć miałabym pewne wątpliwości co do kilku scen, gdzie moim zdaniem dość mocno ponaciągano pewne fakty. W momencie, gdy zombie chcą dostać się do wagonu, gdzie znajdują się główni bohaterowie, wszyscy przytrzymują drzwi, byleby tylko te bestie nie dostały się do środka. Szybko okazuje się, że one nie potrafią obsługiwać się drzwiami, przez co nie udaje im się wejść do środka, a bohaterowie pozostają bezpieczni. Wszystko super, twórcy wpadli na sprytny pomysł, jak za każdym razem wyratować postacie z opresji, tylko że... Tylko, że to jest potwornie naciągane! By wejść do wagonu, wystarczyłoby tylko pociągnąć lekko za małą wajchę w bok, co w przypadku całej zgrai zombie machającej na wszystkie strony swoimi łapskami nie byłoby wcale takie trudne! W tym momencie, już na samym początku filmu, wszyscy główni bohaterowie zginęliby tragiczną śmiercią, więc żeby jakoś popchnąć fabułę do przodu i doprowadzić film do końca, twórcy musieli ponaciągać pewne fakty. Z jednej strony rozumiem ten zabieg, ale z drugiej zastanawiam się, czy nie było na to jakiegoś innego, bardziej logicznego rozwiązania?
    Choć zakończenie wzrusza i potrafi skłonić do łez, nie przestaje mnie irytować to, że pozostawiło we mnie tak ogromny niedosyt informacji na temat całej tej apokalipsy. Chętnie poznałabym również dalsze losy ostatnich ocalałych postaci, ale niestety to też nie jest mi dane. SPOILER Ze wszystkich pasażerów pociągu, jedynie córce głównego bohatera oraz jednej z pasażerek udaje się przeżyć. Po tym jak dostają się do strefy militarnej w Busan akcja nagle się urywa i pojawiają, a na ekranie napisy końcowe. Ale... przecież jest jeszcze tyle rzeczy, które wymagają wyjaśnienia! Czy matce dziewczynki również udało się ocaleć? Jak Korea poradziła sobie ze skażeniem i zombiakami? Tyle pytań, zero odpowiedzi. KONIEC SPOILERU


źródło: filmweb.pl

   Myślę, że osoby o słabych nerwach powinny się trzymać z dala od tego filmu. Ilość zawartej w nim krwi, przemocy oraz niesamowicie intensywnych emocji może się okazać zbyt przytłaczająca. Jeżeli jednak ktoś w was potrzebuje silnych wrażeń oraz całej masy adrenaliny, ten film zdecydowanie was nie zawiedzie!

Ocena dzieła

Fabuła 3,5/5
Bohaterowie 3/5
Wykonanie 3,5/5
Osobiste odczucie 4/5

Ostateczny wynik 7/10

See you
Kamila


* tekst pochodzi ze strony dramaqueen.pl

UDOSTĘPNIJ TEN POST

04 listopada 2018

Tysiące twarzy, jedna dusza- recenzja filmu pt. "The Beauty Inside"

Hejka!
   Czasami zajmuje mi bardzo dużo czasu, aby przekonać się do obejrzenia jakiegoś filmu. Przeważnie wynika to z faktu, że w kolejce czekają na mnie inne, ciekawsze produkcje od tej, którą na dany moment brałam pod uwagę. W przypadku "The Beauty Inside" było całkiem podobnie, lecz miałam też pewne obawy, czy film nie okaże się przypadkiem mocno przereklamowany. Pomimo masy pozytywnych opinii wciąż nie opuszczał mnie lekki sceptycyzm, lecz w końcu postanowiłam obejrzeć ten film. Tym razem moje wątpliwości okazały się bezpodstawne, zaś opinie internautów jak najbardziej zasłużone. Zapraszam!
źródło: ahjummamshies.com

Informacje ogólne
Produkcja: Korea Południowa
Czas trwania: 127 min.
Gatunek: dramat, romans, fantasy
Rok produkcji: 2015

   Woo Jin jest projektantem mebli, który każdego dnia budzi się w innym ciele. Czasami jest mężczyzną, czasami kobietą, zdarza mu się też być starszą panią. Mimo tego w środku pozostaje tą samą osobą. Woo Jin zakochuje się w Yi Soo, która odwzajemnia jego uczucie, nie zważając na to, że codziennie będzie się spotykała z innym mężczyzną. Czy uda im się pokonać przeciwności losu?*
   Muszę przyznać, że nieco zmylił mnie opis fabuły. Czytając go byłam przekonana - tylko błagam, nie śmiejcie się - że dusza głównego bohatera wędruje codziennie z jednego ciała do drugiego, i dlatego za każdym on razem wygląda inaczej. Pomyślałam wówczas: "Matko! To skoro on znajdował się przez jeden dzień w cudzym ciele, co się wówczas działo z duszą tej osoby? Była uśpiona, czy co? Jeny, co za poroniona historia!". Cóż, owe dziwne nieporozumienie było kolejnym powodem, zaraz obok tych wspomnianych na wstępnie, dla którego miesiącami zwlekałam z obejrzeniem tego filmu. Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego właściwie zinterpretowałam opis fabuły w taki, a nie inny sposób. Wydaje mi się, że może mieć to związek z faktem, że natrafiłam na ten film w momencie, w którym świeżo zakończyłam oglądanie dramy pt. "Goblin". Sporo w niej było wątków związanych z reinkarnacją i wędrówką duszy, więc podświadomie wydało mi się, że fabuła "The Beauty Inside" może mieć podobny charakter. Dla jasności- główny bohater nie przejmuje cudzych ciał; z nocy na noc całkowicie zmienia się jego aparycja, i nie ma to nic wspólnego z wędrowaniem czyjejkolwiek duszy. Patrząc jednak na koreańską kulturę i wierzenia, tego typu historia mogłaby jak najbardziej powstać (nie zdziwiłabym się, gdyby już taka istniała).
   Moja dość pokrętna logika czasem mnie zadziwia. Zastanawia mnie jednak, czy ktoś z Was zrozumiał opis tego filmu w podobny sposób? Piszcie w komentarzach!


źródło: prosperitypan.gq

   Ciało niewątpliwie stanowi ogromny element naszej tożsamości. Każdego dnia widzimy swoje odbicie w lustrze, możemy wówczas uważnie przyglądnąć się poszczególnym jego częściom, zaś przeglądając zdjęcia obserwujemy, jak zmieniał się nasz wygląd na przestrzeni lat. Mimo, że często dostrzegamy i ubolewamy nad jego licznymi niedoskonałościami, nasze ciało jest dla nas czymś stałym i znajomym. Jesteśmy zwłaszcza przyzwyczajeni, a może nawet przywiązani, do swojej twarzy, więc raczej ciężko nam sobie wyobrazić, że każdego dnia miałaby ona wyglądać zupełnie inaczej. Jednak właśnie z takim problemem zmaga się główny bohater. W filmie ukazane są zarówno jego wewnętrzne zmagania w związku z tym przypadkiem, ale w większej mierze trudności w nawiązywaniu nowych znajomości.
   Poza mamą i przyjacielem z młodości, w życiu Woo Jina nie ma żadnych innych bliskich osób. W zasadzie nie ważne, jak zaawansowana jest znajomość, codzienna zmiana wyglądu stanowi barierę, którą bardzo trudno jest przełamać (nie wspominając już o tym, że takie przypadki nie mają po prostu racji bytu!). Wystarczy spojrzeć na związek Woo Jina i Yi Soo. Na samym początku przypomina on słodką sielankę, lecz z czasem każde z nich zaczyna dręczyć coraz więcej wątpliwości, szczególnie Yi Soo. Choć bohaterka ma świadomość, że następnego ranka obudzi się obok tego samego mężczyzny, poczucie obcości związane z jego przemianą zaczyna stopniowo ją przytłaczać. Jak przywiązać się do człowieka, który jednego dnia ma ciało mężczyzny, a następnego wygląda jak dziesięcioletni chłopiec? Dość abstrakcyjna, choć zastanawiająca kwestia.
   Uwielbiam filmy, które skłaniają do przemyśleń, i "The Beauty Inside" jest właśnie jednym z nich.  Podjęta w nim problematyka tożsamości szczególnie rzuciła mi się w oczy, z czego kwestia przywiązania do ciała wydała mi się najbardziej zastanawiająca. Film przedstawia ten konkretny wątek w wyjątkowo subtelny sposób, co jest dość oczywiste- główny motyw stanowi przecież miłość pomimo wszelkich barier (co odrobinę przypomina mi historię z "Pięknej i Bestii"). Twórcy zadbali  o to, aby temu oraz każdemu innemu elementowi fabuły poświęcono należytą ilość czasu, przez co całość jest składna i brak w niej jakichkolwiek dziur lub zapychaczy. Akcja toczy się w płynny sposób i mimo, że nie owocuje w niesamowicie dramatyczne zwroty akcji, i tak potrafi utrzymać widza w ciągłym napięciu.


źródło: akpopworld.wordpress.com

   Przez to, że wygląd głównego bohatera każdego dnia ulega diametralnej zmianie, siłą rzeczy film wymagał posiadania wyjątkowo licznej obsady. Pośród niej natrafimy na wiele znanych i utalentowanych sław, jak np. Lee Dong-Wook, który w "Goblinie" wcielił się w postać Mrocznego Kosiarza. Nie mogłabym również nie wspomnieć o Han Hyo-Joo, znanej m.in. z dramy "W- Two Worlds". Muszę przyznać, że w roli Yi Soo wydała mi się o wiele bardziej przekonująca, niż jako główna bohaterka "W...". Czułam, że ona doskonale rozumie rozterki odgrywanej przez nią postaci, i dostrzegłam u niej wrażliwość, której nie zauważyłam w "W...". Oby trafiło jej się więcej podobnych ról.
   Klimat tego filmu jest iście baśniowy. Największy wpływ ma na to muzyka, która wprost urzeka i wzrusza swoim radosnym brzmieniem; nie sposób nie wsłuchać się nawet w te melodie, które grają wyłącznie w tle. Najbardziej wpadła mi w ucho piosenka, która pojawiła się na napisach końcowych, i choć odstaje ona nieco od pozostałych utworów z Soundtracku, i tak wpasowuje się w ogólną atmosferę całej produkcji.
   Samo otoczenie, w którym znajdują się główni bohaterowie odgrywa ogromną rolę w budowaniu nastroju. Salon z meblami, gdzie pracuje Yi Soo oraz warsztat Woo Jina wydają się niesamowicie ciepłe i przytulne, a przyczyniają się do tego delikatne oświetlenie oraz ciepła kolorystyka wokół. Jak widać niewiele trzeba, by poczuć magię.


   Nie jest niczym dziwnym, że za taki kunszt "The Beauty Inside" zostało wielokrotnie nominowane i nagrodzone w kilku różnych azjatyckich festiwalach filmowych. Jedną spośród nagród była miedzy innymi ta za najlepszy debiut reżyserski, która powędrowała wprost do rąk Baika. Co jest ciekawe, oryginalny pomysł na fabułę nie wziął się ani od niego, ani do scenarzysty. Scenariusz filmu "The Beauty Inside" bazuje bowiem na internetowym mini-serialu wyprodukowanym przez Intela i Toshibę, którego reżyserem jest Drake Doremus. Jak dla mnie jest to spore zaskoczenie. Bazujący nie znaczy wcale, że gorszy, gdyż zawsze da się przedstawić daną historię lepiej.


   Czasem warto się przełamać i sięgnąć po film, który przez dłuższy czas wzbudzał nasze wątpliwości. "The Beauty Inside" było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem, głównie dlatego, że nie spodziewałam się po tym filmie tak niesamowitej, bajowej atmosfery. Historia pary głównych bohaterów wciąga, a do tego porusza i skłania do przemyśleń. Naprawdę, nie warto było zwlekać z oglądaniem. 
   Film znajdziecie na TEJ stronie.

Ocena dzieła

Fabuła 5/5
Bohaterowie 4/5
Wykonanie 4/5
Osobiste odczucie 4/5

Ostateczny wynik 8,5/10

See you
Kamila

* opis pochodzi ze strony dramaqueen.pl
UDOSTĘPNIJ TEN POST

27 października 2018

Za głosem serca- recenzja filmu pt."Daytime Shooting Star"

Hejka!
   Zekranizowanie kilkunastotomowej mangi w zaledwie jednym filmie może nie być najlepszym pomysłem, zwłaszcza gdy chce się zmieścić w nim jak najwięcej wydarzeń; mimo usilnych starań część wątków na pewno przepadnie, a inne nie doczekają się dalszego rozwinięcia. Mimo to wielu twórcom udaje się stworzyć naprawdę przyjemne i udane ekranizacje mang, z których warto wyróżnić "Strobe Edge" czy "Bokura ga Ita". Z radością ogłaszam, że film "Daytime Shooting Star" również można zaliczyć do tego grona! Co jednak za tym przemawia? Zapraszam do czytania!


źródło: imdb.com

Informacje ogólne
Produkcja: Japonia
Czas trwania: 119 min
Gatunek: romans, okruchy życia
Rok produkcji: 2017

   Rodzice Suzume Yosano z powodów zawodowych przeprowadzają się do Bangladeszu, jednakże nie zabierają dziewczyny ze sobą. Zostawiają ją pod opieką mieszkającego w Tokio wujka, Yukichiego. W drodze do jego domu Suzume gubi się i trafia na dziwnego mężczyznę, który wyciąga do niej pomocną dłoń. Kiedy zaczyna uczęszczać do nowej szkoły, okazuje się, że jest on nie kim innym, jak wychowawcą jej klasy – Satsukim Shishio. Pierwszy rok nauki w tokijskiej szkole średniej przyniesie dziewczynie wiele emocji oraz przygód.*

    Bardziej niż logiczny ciąg zdarzeń, fabuła przypomina miks przypadkowo wyciętych fragmentów z mangi. Wiąże się to ze zjawiskiem, o którym wspomniałam we wstępie recenzji- twórcy starali się zebrać jak największą ilość ciekawych i ważnych wydarzeń, by później zmieścić je w dość ograniczonym czasowo materiale. Nie twierdzę jednak, że zrobili to w nieudolny sposób; akcja przebiega bardzo płynnie, choć mimo wszystko w scenariusz wkradło się sporo dziur. Jedną z nich jest kwestia rodziny kolegi z klasy Suzume- Mamury; ten wątek miał moim zdaniem potencjał i żałuję, że został on zaledwie lekko "dotknięty" (czytaj: poświęcono mu dosłownie jedno zdanie). By przekonać się, w jaki sposób i czy w ogóle zostanie on dalej poprowadzony musiałabym sięgnąć po mangę. Czy "Daytime Shooting Star" do tego zachęca? Odpowiedź brzmi: tak, i to jak najbardziej! Niezwykła lekkość, jaką ma w sobie ten film, jest tu moim zdaniem kluczowym kryterium. Pełno w nim humoru, radosnej muzyki oraz nie brakuje też licznych ujęć barwnych, sielankowych krajobrazów. Po obejrzeniu tej produkcji mam ogromną ochotę zabrać się za oryginał, przy czym zastanawia mnie, do jakiego stopnia różnią się one od siebie. Liczę, że tylko nieznacznie. 

źródło: aminoapps.com

   Fabuła "Daytime Shooting Star" prezentuje się momentami boleśnie schematycznie. Główna bohaterka to urocza fajtłapa o złotym sercu, która już pierwszego dnia w nowej szkole zwraca na siebie uwagę najprzystojniejszego chłopaka w klasie- Mamury. Oprócz niego, o serce bohaterki stara się też inny mężczyzna - w tym konkretnym przypadku jest to jej wychowawca - zaś sama zainteresowana nie może się zdecydować pomiędzy jednym a drugim. Oczywiście w pewnym momencie musi się pojawić na horyzoncie zazdrosna o jednego z nich dziewczyna - tutaj jest to zakochana w Mamurze Yuyuko. Zazdrośnica stara się odsunąć główną bohaterkę od swojego ukochanego, lecz gdy zostaje przez niego odrzucona przelewa wszystkie swoje frustracje na heroinę. Dochodzi do konfrontacji, po której zazdrośnica zmienia się niespodziewanie o 180°, a niedługo potem główna bohaterka odnajduje w niej swoją nową najlepszą przyjaciółkę. Jakiś czas później staje się też jasne, komu nasza heroina pragnie oddać swoje serce... Cóż, przytaczając owy schemat streściłam Wam równocześnie cały film!
   Od samego początku zdawałam sobie sprawę, że mam do czynienia ze zwykłym szkolnym shoujo, dlatego nie miałam co do tego filmu jakichś szczególnie wygórowanych oczekiwań. Może Was to nieco zdziwi - a już zwłaszcza po zapoznaniu się z treścią poprzedniego akapitu - ale kompletnie nie miałam z tym problemu. Shoujo jest jednym z moich najukochańszych gatunków i w wielu przypadkach wybaczam mu jego schematyczność; w tym przypadku również byłam gotowa przymknąć oko na pewne oczywistości. Jednakże zakończenie "Daytime Shooting Star" było dla mnie ogromnym zaskakoczeniem! SPOILER Byłam święcie przekonana, że Suzume ostatecznie zejdzie się z Shishio. Przecież w jednej z ostatnich scen wystawiła Mamurę, by zobaczyć się z tym drugim w szpitalu. A tu zonk! Suzume wybrała Mamurę! Po jej wyznaniu czułam się kompletnie skołowana, gdyż w trakcie seansu nie udało mi się dostrzec jakiejś większej zmiany w jej uczuciach. Możliwe, że w oparciu o przedstawione w filmie wydarzenia sama miałam je wywnioskować, lub po prostu twórcy (i mam tu na myśli zarówno scenarzystę, jak i autorkę oryginału) wpadli na pomysł, aby w ostatnich minutach filmu zrobić zaskakujący plot twist. Wydaje mi się, że ta pierwsza wersja jest bardziej prawdopodobna. KONIEC SPOILERU


źródło: blackandyellowotakugamers.com

   Nieporadność stanowi jedną z najbardziej charakterystycznych cech Suzume. O ile na samym początku jej niezdarne zachowanie  było całkiem urocze, o tyle w pewnym momencie zaczęło mnie denerwować. Muszę też przyznać, że momentami kompletnie nie rozumiałam jej postępowania. W trakcie szkolnego obozu Yuyuka okłamuje, a później celowo posyła Suzume w głąb lasu, by móc spędzić czas sam na sam z Mamurą. Gdybym była na miejscu głównej bohaterki z trudem wybaczyłabym Yuyuce tak egoistyczne postępowanie, a po tym wszystkim nie miałabym najmniejszego zamiaru się z nią zaprzyjaźnić. Bo przecież samotna wędrówka przez gęsty las, gdzie nie wiadomo jak znaleźć wyjście, jest taka zabawna, prawda? A tak na serio, cała ta akcja mogła mieć naprawdę tragiczny finał. Czy Suzume nie zdawała sobie z tego sprawy w momencie, gdy zataiła przed innymi prawdę na temat winy Yuyuki? Dobre, wybaczające serce niewątpliwie stanowi ogromną wartość, lecz wszystko ma swoje granice. Przyjaźń z kimś tak nieobliczalnym i zazdrosnym mogłaby być w prawdziwym życiu wyjątkowo toksyczna. 


źródło: aminoapps.com

   W poszukiwaniu lekkiego, słodkiego romansu, warto pochylić się nad “Daytime Shooting Star”, które niewątpliwie potrafi zaangażować widza w seans. Produkcja ta nie jest wolna od różnego rodzaju wad, lecz da się na nie przymknąć oko. Pomimo swojej schematyczności, film nieraz potrafi pozytywnie zaskoczyć, oraz pozostawia po sobie naprawdę dobre wrażenie. 
   Film dostępny jest na TEJ stronie.
   
Ocena dzieła

Fabuła 3/5
Bohaterowie 3/5
Wykonanie 4/5
Osobiste odczucie 4/5

Ostateczny wynik 7/10

See you
Kamila

*opis pochodzi ze strony dramaqueen.pl

UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.