Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azja. Pokaż wszystkie posty

21 sierpnia 2017

Oko w oko ze śmiercią- recenzja filmu pt."Monster"

Hejka!
   Brutalne filmy akcji, w których gęsto pojawiają się przemoc oraz krew, zdecydowanie nie wpisują się w kanon moich ulubionych gatunków. Dopiero zmęczenie wywołane ciągłym oglądaniem romansów skłoniło mnie do sięgnięcia po tego typu produkcję. Padło na film pt. "Monster". Czy warto było poświęcić mu czas? Zapraszam! 


źródło: Lotte Entertainment

Informacje ogólne
Produkcja: Korea Południowa
Czas trwania: 114 min.
Gatunek: thriller, dramat
Rok produkcji: 2014

   Praca na straganie jest jedynym sposobem na to, aby Bok-Soon mogła zapewnić sobie i swojej młodszej siostrze godny byt. Jednakże wybuchowy charakter i wyjątkowo głośne zachowanie dziewczyny, często utrudniają jej znalezienie potencjalnych klientów. Gdy pewnego wieczoru, do domu bohaterki trafia mała, przerażona dziewczynka o imieniu Na-Ri, losy Bok-Soon i groźnego mordercy - Tae-Soo - powoli zaczynają się zazębiać. Otóż niespodziewana nowa lokatorka, świadek krwawej zbrodni, miała zostać zlikwidowana przez Tae-Soo, lecz ten w ramach swego rodzaju gry, pozwolił jej uciec. Ich "zabawa" ma jednak pewien warunek- każdy, kogo Na-Ri poprosi o pomoc, zginie. Pierwszą ofiarą tej makabrycznej gry, pada młodsza siostra głównej bohaterki. Ogarnięta szałem Bok-Soon postanawia zemścić się na zbrodniarzu i obmyśla plan, jak dostać go w swoje sidła. 
   Główna bohaterka tego filmu stanowi dla mnie nie mały problem, a mianowicie nie potrafię jednoznacznie określić, czy przypadła mi do gustu czy nie. Z jednej strony Bok-Soon to kochająca siostra, która dla swoich najbliższych gotowa jest poświęcić nie tylko cały swój czas, ale również i życie. Jednakże sceny, w których dramatyzuje, zwala niesprawiedliwie winę na innych (SPOILER Główna bohaterka obarczyła winą za śmierć swojej siostry małą Na-Ri. Wiem, że zrobiła to w nerwach, ale dziecku, które już i tak jest mocno wyniszczone psychicznie, nie robi się takich rzeczy. KONIEC SPOILERU) oraz jest agresywna i przesadnie zaborcza, mocno mnie do niej zniechęcały. Ostatecznie nadal waham się w ocenie tej bohaterki, ale z powodu wyjątkowo dramatycznej sytuacji, w jakiej się znalazła, jestem gotowa zapomnieć jej niektóre przewinienia i błędy. 
   W odróżnieniu od Bok-Soon, Tae-Soo od samego początku wzbudzał moje zainteresowanie. Jego postaci nie można odmówić niesamowitej charyzmy i tajemniczości, a dzieje się tak głównie za sprawą niejasnych motywów, jakimi kierował się w poszczególnych momentach. Poza agresją i gniewem, bohater nie zdradzał zbyt często swoich uczuć, przez co trudno było się domyślić, dlaczego postąpił w taki, a nie inny sposób. Jedyną obszerniejszą informacją, jaką widz otrzymuje na jego temat, jest geneza tego, dlaczego zamienił się w bezdusznego potwora. W filmie co jakiś czas ukazane są sceny związane z jego rodziną oraz dzieciństwem i to właśnie w nich należy szukać odpowiedzi. Tae-Soo musiał doznać naprawdę wielu krzywd i cierpienia jako dziecko, skoro jako dorosły stał się psychopatą, który SPOILER dodaje zmielone prochy swoich ofiar do gliny, wypala z niej garnki, a następnie ustawia na półce jako trofeum. Geniusz to wymyślał, naprawdę GENIUSZ! KONIEC SPOILERU


źródło: dramaqueen.pl

   Skoro mowa już o postaciach, warto też wspomnieć o małej Na-Ri, która wykazała się niebywałą, jak na dziesięcioletnie dziecko, odwagą i wolą walki. To zapewne jej trudne dzieciństwo, które nauczyło jej samodzielności oraz wytrwałości, wpłynęło na jej dojrzałą postawę wobec sytuacji, w której przyszło jej się znaleźć. Przyglądając się bliżej tej postaci dochodzę również do wniosku, że to chyba jej obecność nadaje najwięcej dramaturgii całemu filmowi (w końcu wplątanie niewinnego dziecka w krwawą grę brzmi naprawdę okrutnie). 
   Wszystkie pojawiające się w filmie wątki łączą się w całkiem zgrabną, logiczną całość, chociaż co jakiś czas zdarzały się drobne niedociągnięcia. Do wzmocnienia mrocznego wydźwięku fabuły, przyczyniły się w ogromnym stopniu: klimatyczna muzyka (zwłaszcza ta melodia w intrze; aż miałam ciarki!), ciemna kolorystyka oraz świetnie dobrane lokacje jak np. otoczony przez las, samotnie stojący dom lub opustoszała wieś, w której mieszka główna bohaterka.
   "Monster" jest kolejną produkcją, gdzie natknęłam się na obsadzoną w roli głównej bohaterki Kim Go-Eun. Jestem zaskoczona tym, jak przekonująco prezentuje się ona jako każda z ogrywanych przez siebie postaci, i nie inaczej sprawa ma się w przypadku omawianej dziś produkcji. Przyznam Wam jednak, że bardzo dużym sentymentem darzę jej kreację Hong Seol w "Cheese in the Trap", gdzie zagrała spokojną, rozważną młodą kobietę. Po obejrzeniu filmu "Monster" poczułam lekkie rozczarowanie, gdyż o wiele chętniej zobaczyłabym ją właśnie w roli miłej i opanowanej dziewczyny niż dzikuski, która do każdego wyskakuje z pięściami.
   Z Lee Min-Ki, wcielającym się tutaj w postać Tae-Soo, również miałam już kiedyś styczność i podobnie jak w przypadku Kim Go-Eun, jestem zachwycona sposobem jego gry. Swoją drogą, ta dwójka tworzy naprawdę dobraną parę i chętnie zobaczyłabym ich jeszcze kiedyś razem na ekranie. 


źródło: Lotte Entertainment


   Jako alternatywa dla oglądanych przeze mnie filmów, "Monster" bardzo dobrze spełnił swoją rolę dostarczając mi całą masę emocji i trzymając w napięciu aż do samego końca. Co jest też również moim zdaniem ważne, film poza mrożącą krew w żyłach akcją, sięga swoją tematyką o wiele głębiej ukazując, jak poszczególni ludzie radzą sobie z cierpieniem; jedni nie potrafią wytrzymać presji i staczają się na samo dno, zaś drudzy nie ustają w wysiłkach i walczą o samych siebie i o najbliższych do samego końca. 
   Jeżeli udało mi się zainteresować Was tym filmem, znajdziecie go na TEJ stronie. 

Uwaga!

   Wraz z tym wpisem, wprowadzam nowy system oceniania recenzowanych przeze mnie tytułów. Czuję, że mój dotychczasowy sposób przyznawania not był niekompetentny i nierzetelny. W związku z tym, postanowiłam wprowadzić pewne ulepszenia, które pozwolą Wam dokładniej określić, czy dany twór kultury zasługuje na Waszą uwagę, czy nie. 
   W nowym systemie oceniania pojawią się cztery kategorie:
- fabuła
-bohaterowie
- wykonanie (muzyka, lokacje, stroje itp.)
- subiektywne odczucie (wbrew pozorom jest to najbardziej potrzebna kategoria, gdyż często daję wysokie noty źle zrobionym filmom, bo np. to było tak złe, że aż miło się tę szmirę oglądało, lub wprost przeciwnie- zaniżam oceny dobrze zrobionym, ale nudzącym mnie filmom; czuję, że ta kategoria pozwoli mi sprawiedliwiej przyznawać noty)
   Przejdźmy więc do rzeczy!

Ocena dzieła

Fabuła 3/5
Bohaterowie 4/5
Wykonanie 4/5
Subiektywne odczucie 3/5

Ostateczny wynik 7/10 

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

06 lipca 2017

"Do mnie z drugiej klasy liceum"- recenzja filmu pt. "Orange"

Hejka! 
   Mam w swojej osobistej biblioteczce kilka mang, do których lubię co jakiś czas powracać. W lipcu zeszłego roku, dołączył do tego zaszczytnego grona kolejny tytuł, a jest nim "Orange" autorstwa Takano Ichigo. O powstałym na bazie tej serii filmie dowiedziałam się już jakiś czas temu, jednakże dopiero teraz znalazłam czas aby go obejrzeć. Czy twórcom udało się oddać niesamowity klimat i magię tej historii? Zapraszam! 


źródło: drakormaksnity.wordpress.com

Informacje ogólne
Produkcja: Japonia
Czas trwania: 139 min.
Gatunek: dramat, romans, fantasy
Rok produkcji: 2015

   Przyszłość wcale nie musi być jedną wielką niewiadomą. Przekonuje się o tym nastoletnia Naho po tym, jak otrzymuje list od o dziesięć lat starszej siebie. Początkowo dziewczyna ma ogromne wątpliwości co do wiarygodności listu, lecz znikają one w momencie, gdy zaczynają się dziać opisane w nim rzeczy. Jedną z nich jest pojawienie się w klasie nowego ucznia - Kakeru Naruse - któremu już pierwszego dnia udaje się zyskać sympatię jej przyjaciół. Sama Naho również bardzo się do niego zbliża i wkrótce zaczyna darzyć go głębszym uczuciem. Jednakże listy z przyszłości nie wróżą im najlepiej. By uniknąć tragicznego losu, dziewczyna musi przełamać swoje słabości i pomóc Kakeru w uporaniu się z jego mroczną przeszłością. Przyjaciele Naho pomagają jej w realizacji planu, lecz nie jest pewne, czy uda im się zdążyć na czas. 
   Jedna z pierwszych rzeczy, o jakiej pomyślałam zaraz po oglądnięciu tego filmu, dotyczy jego scenariusza. Byłam zaskoczona tym, jak sprawnie udało się twórcom zmieścić pięć tomów mangi w nieco ponad dwugodzinnym filmie. Tak jak przypuszczałam na początku- część wątków została pominięta, jednakże mimo wszystko byłam bardzo mile zaskoczona. Scenariusz był dobrze rozplanowany i nie udało mi się w nim dostrzec żadnych większych dziur. Wydaje mi się, że w pewnym stopniu może to być spowodowane tym, iż akcja w mandze toczy się dosyć spokojnym tempem i nie potrzeba było wiele wysiłku, aby powybierać z niej te co lepsze fragmenty. W każdym razie, scenariusz "Orange" stoi na dosyć wysokim poziomie i ewidentnie stanowi jeden z największych plusów tej produkcji. 
   Czymś, za co szczególnie pokochałam całą serię "Orange", jest jej niesamowicie wymowne przesłanie oraz powaga, z jaką traktuje ważne dla młodzieży problemy, a są nimi m.in.: przyjaźń, miłość ale także i kłopoty rodzinne oraz śmierć. Poprzez ukazanie tego, iż można zmienić swoje przeznaczenie, ta historia uczy młodych ludzi, że warto walczyć o samych siebie i o swoich najbliższych. 


źródło: pinterest.com

   Kolejny japoński film- kolejna porażka obsady. Oglądając ekranizacje mang często odnoszę wrażenie, jakby aktorzy próbowali w jak najdokładniejszy sposób oddać cechy charakteru oraz zachowanie danej postaci, a powinno być zupełnie odwrotnie. Przecież wiadome jest, że manga rządzi się zupełnie innymi prawami niż rzeczywistość. W mangach wiele rzeczy jest przejaskrawionych, zbyt mocno podkreślonych i niektórzy aktorzy zamiast delikatnie "wygładzić" ogrywaną przez siebie postać, oni jeszcze bardziej uwydatniają jej poszczególne cechy. Tak między innymi zachowywała się niemal cała obsada w "Orange". Muszę w tym miejscu zwrócić honor Kento Yamazakiemu, filmowemu Kakeru, ponieważ on jako jedyny zagrał w miarę znośnie swoją postać. Co do reszty... Cóż, szkoda mi po prostu słów. Z uroczej i nieco zbyt nieśmiałej Naho wyszła ameba, której trudno jest wydusić choć jedno słowo i to przy niemal każdej konwersacji. Energiczność Suwy została przerysowana do granic możliwości, Hagita stracił swoją charyzmę i cięty humor, a o Azu i Tace wolę już nie wspominać. One zachowywały się niczym dzieci z przedszkola albo podstawówki...Wybaczcie mi ten bulwers, ale nie potrafię wybaczyć aktorom tego, co zrobili z bohaterami tej serii. Po prostu nie potrafię (tym bardziej, że Azu należy do moich ulubionych mangowych bohaterek; no po prostu hańba!). 
żródło: wattpad.com

   Przejdźmy może do nieco przyjemniejszego tematu. Byłam oczarowana dbałością, z jaką został nakręcony ten film. Przepiękne lokacje, pełno zieleni i ciepłych barw w niemal każdym z kadrów oraz staranne ujęcia to coś, co niewątpliwie nadaje uroku 'Orange". Każdy z tych elementów stworzył niesamowitą aurę wokół tej historii, co czuć już w pierwszych minutach filmu. Ktoś bardzo wybredny mógłby jednak uznać te zabiegi za niewystarczające, jednakże w moim odczuciu są one naprawdę zadowalające. 
   Trochę żałuję, że wraz z pięknym montażem, nie szła w parze chwytająca za serce muzyka. Niby była, ale jakby jej nie było. Kompletnie nie zwróciła mojej uwagi i w żaden sposób się nie wyróżniała. Bardzo nie lubię, gdy muzyka skupia na sobie całą moją uwagę, ale gdy całkowicie wtapia się ona w tło, to sama już nie wiem, co gorsze. 




źródło: film "Orange"

   Nie potrafię jednoznacznie określić, czy ten film jest wart polecenia, czy też lepiej omijać go z daleka. Fabuła wraz z montażem znacznie podnoszą jego poziom, jednakże nie można przejść obojętnie obok tak marnego popisu aktorstwa, jakim wykazała się obsada. Jeżeli ten film ma być czyimś pierwszym spotkaniem z "Orange", to zamiast tego radzę sięgnąć po mangę lub zapoznać się z anime. Dla tych jednak, którzy mieli już styczność z tą serią, polecam obejrzeć ten film nawet i z czystej ciekawości. 
   Jeżeli jesteście zainteresowani oglądnięciem tego filmu, znajdziecie go na TEJ stronie. Pamiętajcie jednak o wcześniejszej rejestracji/wcześniejszym zalogowaniu. 


Moja ocena 6,5/10


See you
Kamila

PS Przepraszam Was za kolejną dłuższą przerwę. Tym razem był to zastój twórczy. Przez kilka tygodni nie mogłam sklecić ani jednego zdania... Mam nadzieję, że teraz będzie już lepiej. 
UDOSTĘPNIJ TEN POST

28 maja 2017

Bez żadnych granic- recenzja filmu pt."Tokyo Girl"

Hejka!
   Jako zapalona miłośniczka historii o podróżach w czasie, bardzo chętnie sięgam po przeróżne tytuły z tego gatunku. Jednakże, twórcy niektórych z nich najprawdopodobniej postanowili zerwać ze wszelkimi prawami rządzącymi światem, przez co mamy dzisiaj taki twór jak "Tokyo Girl". Czy pomimo swoich licznych niedociągnięć i innych wad, ten film jest wart oglądnięcia? Zaraz się przekonacie. Zapraszam!


źródło: asianwiki.com

Informacje ogólne
Produkcja: Japonia
Czas trwania: 98 min.
Gatunek: fantasy, dramat, romans
Rok produkcji: 2008

   Ludzki los i ścieżki splatają się ze sobą na różne niepojęte dla nas sposoby, W momencie, kiedy Miho zbiega ze schodów w jednym z tokijskich hoteli, dochodzi do gwałtownego trzęsienia ziemi i telefon, który trzymała wcześniej w ręce, wędruje tunelem czasoprzestrzennym do poprzedniego stulecia. Szczęśliwym znalazcą własności dziewczyny, okazuje się być młody aspirujący pisarz- Tokijiro. Zatroskana nastolatka dzwoni na swój telefon i po jakimś czasie okrywa, iż jej rozmówca pochodzi z 1912 roku. Hiho i Tokijiro coraz częściej nawiązują ze sobą kontakt i w pewnym momencie dostrzegają, iż ich wzajemna fascynacja przerodziła się w znacznie głębsze uczucie. W pewnym momencie dziewczyna dowiaduje się o dacie i okolicznościach śmierci chłopaka. Czy pomimo dzielącego ich dystansu i przeszkód stojących na ich drodze, dziewczynie uda się uratować jej ukochanego?
   To, co przed chwilą przeczytaliście, to była chyba piąta albo szósta wersja opisu fabuły. Ta historia jest tak poplątana, że naprawdę ciężko było mi przedstawić ją w miarę logiczny sposób. Paradoksalnie może to i dobrze, ponieważ w pewien sposób świadczy to o tym, iż jest w niej wiele oryginalnych i nietuzinkowych elementów.


źródło: asianwiki.com

   Na początek chciałabym Wam wytłumaczyć, na jakiej zasadzie możliwe było połączenie telefoniczne pomiędzy 2008 a 1912 rokiem, ponieważ jest to moim zdaniem największy problem w tym filmie. Otóż bohaterowie wcale nie wykorzystywali do tego żadnej specjalistycznej technologi, ani nie prosili kosmitów o pomoc. Jedyne, co było im potrzebne to.... księżyc. Tak, księżyc i wysyłane przez niego magiczne promienie, dzięki którym mogli ze sobą rozmawiać. Z jednej strony brzmi to dla mnie niesamowicie głupio i dziwacznie, ale z drugiej jestem zaskoczona pomysłowością twórców. Myślę, że ich koncepcja była, ogólnie rzecz biorąc, dobra- osoby z dwóch różnych epok odkrywają różnice pomiędzy ich światami i pokonują dzielące ich bariery. Odnoszę jednak wrażenie, że twórcy chcieli za wszelką cenę stworzyć coś oryginalnego, przez co albo odrzucili albo zapomnieli o wszelkiej logice i prawach. Efektem tego jest scenariusz, który wygląda zupełnie jak parodia tego pierwotnego pomysłu.
   Pewnym ciekawym przykładem nielogiczności w tym filmie jest scena, w której główny bohater spaceruje ulicą i rozmawia z Miho przez telefon. O ile w dzisiejszych czasach tego typu widok nie robi na nikim większego wrażenia, o tyle w XX wieku mógłby być dla kogoś niepokojący. Wyobraźcie sobie, że żyjecie w 1912 roku. Spacerujecie sobie po mieście, a tu obok was idzie jakiś gość, co gada do siebie i trzyma przy uchu białe drewno, czy co to kurczę jest. Chłopak rozmawia cały czas: i w parku, i w restauracji i siedząc w tramwaju. Wydaje mi się, że większość osób zareagowałaby w jakikolwiek sposób na takie zachowanie. Jednakże, w tym filmie nic takiego nie zachodzi. Tutaj nikt nie zwrócił na Tokijiro większej uwagi: nikt się nie obejrzał, nikt nie skomentował, po prostu zero reakcji. Niby jest to drobna rzecz, ale moim zdaniem razi i to bardzo.


źródło: film "Tokyo Girl"

Trochę kiczowato to wygląda, sami przyznajcie...

   "Tokyo Girl" to nie tylko miłość i związane z tym perypetie, ale także i dramaty rodzinne. Ojciec głównej bohaterki zmarł, kiedy ta była jeszcze małym dzieckiem, przez co była później wychowywana jedynie przez swoją mamę. Po wielu latach samotności, gdy matka dziewczyny w końcu czuje się na tyle gotowa, by związać się na stałe z kimś nowym, ta kategorycznie jej tego zabrania. Podczas wspólnego spotkania z nowym partnerem matki, Miho zachowuje się jak rozwydrzone dziecko: jest wredna, chowa się przed nimi w toalecie, nie odpowiada na pytania, a jeżeli już, to zwykle podnosi przy tym głos. Gdyby bohaterka była dzieckiem, byłabym jeszcze w stanie zaakceptować to, że ma ona takie podejście do tej sprawy, ale błagam Was, ona jest już nastolatką i ma 16 lat. Wydaje mi się, że osoby w tym wieku już trochę lepiej rozumieją otaczający ich świat i potrafią wczuć się w sytuację innych osób. W tym przypadku, główna bohaterka wykazała się, moim zdaniem, wyjątkowo infantylnym podejściem do całej sprawy, przez co bardzo trudno było mi poczuć do niej jakąkolwiek sympatię. Na szczęście, pod wpływem znacznie dojrzalszego od niej Tokijiro, dziewczyna zmienia swój stosunek do jej sytuacji rodzinnej i akceptuje nowego wybranka swojej mamy.
   Nieco ciekawszy był dla mnie wątek Tokijiro, który postanowił porzucić rodzinny interes i rozpocząć naukę u pewnego szanowanego pisarza. Pomimo nieprzychylności ze strony ojca, Tokijiro realizuje swoje pasje i stara się urzeczywistnić swoje marzenia, czym już na początku zyskał mój szacunek.


źródło: asianwiki.com

   Oprawa i wykonanie tego filmu stoją na miernym poziomie. Gra aktorska niczym mnie nie zachwyciła, a czasami wręcz bawiło mnie to, w jak nieudolny sposób poszczególni aktorzy próbowali odegrać swoje role (szczególnie Kazuma Sano wcielający się w postać Tokijiro; doceniam go za usilne starania, ale mimo wszystko nie poradził sobie zbyt dobrze). Również montaż wzbudził we mnie mieszane uczucia. Zerknijcie do góry na kadr ze świecącym księżycem. Wygląda to mało profesjonalnie, moim zdaniem. Jedyny zabieg, który mnie pozytywnie zaskoczył, to podkreślenie różnicy pomiędzy współczesnością a przeszłością za pomocą kolorów. Kiedy kamera podąża za Miho, wszystkie kolory wokół niej są żywe i nasycone, a gdy przenosimy się do 1912, nabierają one brązowawych i szarawych odcieni. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej na ten temat, odsyłam Was do TEGO filmiku. 


źródło: film "Tokyo Girl"

   Pomimo wielu niejasności i bzdurnych niedociągnięć, "Tokyo Girl" jest w pewien sposób warte uwagi i można przy tym filmie miło spędzić swój wolny czas. Nie brakuje tutaj fantazji i klimatu, a z czasem niektóre głupie elementy stają się tak chore, że aż śmieszne. Tematyka oraz problemy jakie porusza są mimo wszystko dosyć oryginalne, a podczas oglądania można się niejednokrotnie wzruszyć, szczególnie na sam koniec. Swoją drogą zakończenie jest najbardziej zaskakującym elementem w całym tym filmie. SPOILER Przez cały czas wydawało mi się, że "Tokyo Girl" to ten typ produkcji, gdzie wszystko ma się ułożyć pozytywnie: bohaterowie nigdy się nie rozstają, ich miłość kwitnie i każdy akceptuje ich uczucie. Niestety, ale jest zupełnie inaczej- Miho nie udaje się uratować Tokijiro i chłopak umiera tonąc w jeziorze... Powiem Wam, że kompletnie się tego nie spodziewałam i ogromnie mną to wstrząsnęło. Dlatego przed oglądaniem przyszykujcie sobie paczkę chusteczek, tak na wszelki wypadek.  KONIEC SPOILERU. 

Moja ocena 6/10

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

16 maja 2017

Moje ulubione żeńskie postaci z anime

Hejka!
   Przepraszam was za tak długą ciszę z mojej strony. Cały ostatni miesiąc poświęciłam maturze, dlatego nie miałam nawet energii by sprawdzić, co się dzieje w blogosferze. Wszystkie pisemne egzaminy mam już za sobą, pozostały mi jedynie te ustne. 
   Pragnę kontynuować dziś mój ostatni WPIS i przedstawić wam listę moich ulubionych żeńskich postaci z anime. Zapraszam! 

Makoto Kino/Sailor Jupiter
"Sailor Moon"


   Gdy byłam w pierwszej klasie gimnazjum i namiętnie oglądałam "Sailor Moon" na TV4, często marzyłam o tym, by któregoś dnia stać się tak silną jak Sailor Jupiter. Ta "siła" może mieć tutaj wiele znaczeń. Pierwszym z nich jest to, iż Makoto była bardzo sprawna fizycznie, a drugim, że potrafiła samodzielnie poradzić sobie z każdym problemem. Ponadto, bardzo lubiłam jej moc władania piorunami, była naprawdę efektowna (jednakże to Burning Mandala Sailor Mars jest moim ulubionym atakiem). 

Shuuko Murao
"Ao Haru Ride"


   Początkowo nie zwróciłam na Shuuko większej uwagi, ponieważ była ona bardzo wycofana, cicha i niezbyt sympatyczna dla osób ze swojego otoczenia. Po tym, jak zaprzyjaźniła się z główną bohaterką i pokazała swoją wrażliwszą stronę, poczułam do niej mnóstwo sympatii. Zaczęłam rozumieć jej problemy związane z przystosowaniem się do nowego otoczenia i bardzo przeżywałam jej sprawy sercowe, Swoją drogą, jej wątek miłosny wydawał mi się o wiele ciekawszy od tego głównego. SPOILER Shuuko zakochała się w swoim nauczycielu z liceum. KONIEC SPOILERU

Najayra
"Hanasakeru Seishounen"


   Bardzo enigmatyczna i zagmatwana osobowość. Z jednej strony Najayra jest zimną i wyrachowaną egoistką, a z drugiej gdy kogoś kocha, potrafi mu poświęcić całą swoją uwagę i energię. Szczerze mówiąc, sama nie wiem, co mam o niej sądzić; do samego końca anime nie potrafiłam stwierdzić, czy stoi ona całkowicie po stronie zła, czy w rzeczywistości jest pozytywną bohaterką. Chyba właśnie to, że nie jest tak jednoznacznie określona sprawia, że bardzo polubiłam jej postać. 

Sachiko Fujinuma
"Boku Dake ga Inai Machi"


   Jedną z moich ulubionych cech w bohaterach jest przenikliwość. To właśnie nią odznacza się Sachiko, matka głównego bohatera "Boku Dake ga Inai Machi". Zawsze zadziwiała mnie jej spostrzegawczość i szybkie łączenie ze sobą faktów. Zaimponowała mi również jej ogromna miłość, jaką darzyła syna, a także to, jak gorąco go wspierała. Gdy ten postanowił pomóc dręczonej przez matkę Kayo, Sachiko bardzo zaangażowała się w tę sprawę. 

Azusa Murasaka
"Orange"


   Uwielbiam Azusę za jej cięty humor. Sceny, w których drażni się ze swoim przyjacielem - Higatą - zawsze poprawiają mi humor. Swoją drogą, Azusa posiada moim zdaniem najbardziej charyzmatyczną osobowość ze wszystkich bohaterów "Orange": jest ironiczna i nieco złośliwa, ale przy tym ma w sobie dużo ciepła i nigdy nie zapomina o najbliższych. 

Suu
"Shugo Chara"


   Jedna z najbardziej uroczych postaci jaką znam! Suu jest trzecią charą (chara to coś w rodzaju duszka opiekuńczego, który rodzi się z naszych marzeń) głównej bohaterki - Amu - i zarówno swoim wyglądem jak i zachowaniem odzwierciedla to, kim chciałaby być jej pani. Suu posiada prostą i łatwą do rozszyfrowania osobowość- jest typem idealnej gospodyni, która nigdy nie odmówi niczego swoim gościom i jednym z jej głównych celów w życiu, jest niesienie pomocy innym. Wydaje mi się, że gdybym miała mieć swoją własną charę, to byłaby ona bardzo podobna do Suu. 

Maka Albarn
"Soul Eater"


   Maka jest dla mnie idealnym przykładem tego, jak powinny prezentować się bohaterki anime z gatunku shounen. Odwaga, waleczność oraz spryt są tym, co powinno je wyróżniać na tle innych, tak jak w przypadku Maki. Podoba mi się zdjęcie, które wybrałam do tego opisu. Ukazuje dokładnie to, o czym wcześniej pisałam: waleczna i odważna. 

Lain Iwakura
"Serial Experiments Lain"


   Lain to tajemnicza i zamknięta w sobie dziewczyna. Realna rzeczywistość jest dla niej niczym sen, dlatego dopiero w sieci potrafi odnaleźć spokój i korzystać z życia. Nierozumiana i nieakceptowana przez otoczenie, zatraca się w wirtualnym świecie jeszcze bardziej i dzieje się to do momentu, aż nie zleje się on całkowicie z tym realnym. 
   Już w kilku innych wpisach dotyczących anime podkreślałam, iż Lain jest jedną z moich najukochańszych bohaterek. Dzieje się to głównie z powodu, iż jej charakter wciąż pozostaje dla mnie nie lada zagadką. Jaka ona była naprawdę? Która z jej osobowości - realna czy wirtualna - była tą prawdziwą? Aż mam ochotę sięgnąć po to anime kolejny raz.

Youko Nakajima
"Juuni Kokki"


   Dynamika i rozwój są czymś, co uwielbiam w tej postaci. Niespodziewane wydarzenia, do jakich doszło w życiu Youko zmusiły dziewczynę do tego, aby dogłębnie przemyślała swoje postępowanie  i dokonała decyzji, w jakim kierunku powinna podążać. Jej wybory nie zawsze okazują się trafne, ale dzięki stopniowemu pokonywaniu swoich słabości, Youko przeobraża się z cichej i nieśmiałej uczennicy w rozważną, waleczną kobietę. 
   Moim zdaniem, historia życia Youko może zainspirować tych, którzy nie mają wiary we własne możliwości i boją się ryzykować. Mimo, iż jest ona tylko fikcyjną postacią, a jej historia nie mogłaby mieć miejsca w rzeczywistości, jej postawa dała mi dużo do myślenia i bardzo zachęciła mnie do pracy nad moim własnym charakterem. Uważam, że warto poświęcić temu anime więcej uwagi.

Bishamon
"Noragami"


   Postanowiłam umieścić Bishamon na szczycie dzisiejszej listy, ponieważ jest to bohaterka, z którą najbardziej się utożsamiam. Nie jestem może tak odważna i silna jak ona, ale mnie również czasami bardzo trudno przed czymś powstrzymać i niełatwo przychodzi mi zapomnienie cudzych win. Gdy popełnię jakiś błąd, staram się - podobnie jak Bishamon - do niego przyznać i go naprawić. 
   Z dzisiejszego i poprzedniego wpisu wynika, iż Kazuma i Bishamon są parą moich ulubionych bohaterów z anime. Co najlepsze, oboje są bohaterami tej samej serii i są w niej partnerami w walce i przyjaciółmi. Jako parę również bardzo ich lubię, jednakże czuję pewien niedosyt. SPOILER Tak jak pisałam ostatnio, bardzo gorąco liczę na to, iż kiedyś wyniknie z ich znajomości coś więcej. Oni naprawdę idealnie do siebie pasują! KONIEC SPOILERU


Bardzo melancholijny i uroczy ten obrazek <3

   Z dumą oświadczam, iż mój blog kończy dzisiaj równe dwa lata! Jestem naprawdę szczęśliwa, że prowadzę go już tak długo. Przez ten czas przeżył on mnóstwo wzlotów i upadków, ale mimo wszystko nadal on istnieje i mogę się dzięki niemu rozwijać. 
   Muszę Wam przyznać, że ten blog stał się naprawdę istotną częścią mojego życia. Dzięki niemu mogę popracować nad moimi umiejętnościami związanymi z pisaniem (widzę dosyć sporą różnicę pomiędzy pierwszymi a ostatnimi postami), dzielić się z Wami różnymi ciekawymi rzeczami i dowiadywać się czegoś od Was. Udało mi się poznać mnóstwo ciekawych osób i blogów oraz zdobyć grono zaufanych czytelników. W tym miejscu chciałabym przeprosić ich za to, że tak późno odpowiadam na ich komentarze. Postaram się w przyszłości robić to sprawniej. 
   Tegoroczny egzamin maturalny trochę utrudnił mi regularne pisanie, ale planuję nadrobić chociaż część zaległości przez nadchodzące wakacje. Mam w planach zrobić wpis z różnymi plastycznymi rzeczami (czyli kontynuacja zeszłorocznego "Szału tworzenia"), kilka recenzji i coś książkowego (na razie to tajemnica :D). 
   Dziękuję wszystkim za odwiedzanie mojego bloga! Mam nadzieję, że znaleźliście tutaj coś, co was zaciekawiło, co później oglądnęliście lub przeczytaliście. Nawet jeżeli ta strona nie ma stricte określonej tematyki (jest to bardziej zlepek moich zainteresowań) to cieszę się, że taki mały zakątek Internetu istnieje i w każdej chwili można do niego zaglądnąć. 

See you
Kamila

PS Myślałam nad zrobieniem osobnej zakładki u góry, gdzie znajdowałyby się linki do polecanych przeze mnie gier point and click (tych internetowych). Co o tym sądzicie? 
UDOSTĘPNIJ TEN POST

15 kwietnia 2017

Moje ulubione męskie postaci z anime

Hejka!
   W niemal każdym z obejrzanych przeze mnie anime natknęłam się na postaci, które z różnych względów zwróciły moją uwagę. W dzisiejszym wpisie, chciałabym skupić się na ich męskiej części i wymienić tych, którzy najbardziej zapadli mi w pamięć oraz wywarli na mnie jak najlepsze wrażenie. Zapraszam!

Mello
"Death Note"


   Mello to szalony i nieokiełznany geniusz. Zawsze żałowałam, że spychano go na drugi plan i nie doceniano w pełni jego umiejętności. Momentami nie koniecznie popierałam jego brawurowe i niebezpieczne metody, jakimi chciał dojść do do złapania Kiry, ale i tak po cichu mu kibicowałam. 

Yoshiki
"Corpse Party: Tortured Souls"


   Brakuje mi tak dobrze wykreowanych postaci jak n.p. Yoshiki. Nie jest on idealny, co jest świetnie zobrazowane poprzez jego zachowanie, kiedy znajduje się w nawiedzonej szkole. Momentami dawał się za bardzo ponieść emocjom oraz tracił wiarę w siebie, ale na jego miejscu zapewne większość z nas zachowałaby się podobnie.  Do tego, pomimo, iż często z trudem potrafił przełamać swój strach, uparcie starał się ocalić swoją najbliższą przyjaciółkę - Ayumi - przed śmiercią. SPOILER Uwielbiam jego wątek romantyczny z Ayumi. On się przy niej tak słodko zawstydzał <3 KONIEC SPOILERU

Touma
"Ao Haru Ride"


   Touma posiada bardzo ciepły i przyjazny charakter. Cenię w nim jego szczerość, naturalność oraz odwagę. W niektórych momentach, Touma wydawał się być nieco zaborczy i zazdrosny, ale na tle jego całokształtu, te wady nie mają moim zdaniem większego znaczenia. SPOILER Żałuję, że Touma został odrzucony przez główną bohaterkę. Co prawda lubię główną parę, ale i tak bardzo mi go szkoda. Oby autorka zrobiła kiedyś one-shota, w którym Touma wreszcie odnajduje prawdziwą miłość. KONIEC SPOILERU 

Satoru
"Boku dake ga Inai Machi"


   Satoru zaimponował mi swoją odwagą i wytrwałością. Pomimo świadomości, iż morderca jest o krok od niego, nie zamierzał odpuścić i uparcie dążył do ocalenia tych, którzy mieli zostać ofiarami. Mała ciekawostka- pod pewnym względem przypominam Satoru z charakteru, a mianowicie czasami zdarza mi się powiedzieć o kilka słów za dużo. Wydaje mi się, że przez to polubiłam go jeszcze bardziej. 

Riken
"Otome Youkai Zakuro"


   Postać Rikena przewinęła się jakiś czas temu w Babeczkowej wyliczance. Początkowo miałam o nim podobne zdanie, jak jedna z bohaterek- nieco przerażała mnie jego groźna mina oraz ciągłe milczenie. Nie minęło jednak dużo czasu, jak się okazało, że Riken jest w rzeczywistości bardzo spokojnym i serdecznym człowiekiem. Nie ukrywam, lubię ten typ ludzi. Nawet jeżeli czasami trudno mi się z nimi dogadać, bardzo odpowiada mi ich towarzystwo. 

Li Ren oraz Hak
"Hanasakeru Seishounen" i "Akatsuki no Yona"



   Oboje tych bohaterów ma ze sobą bardzo wiele wspólnego, więc postanowiłam zestawić ich obok siebie na dzisiejszej liście. Zarówno Li Ren, jak i Hak posiadają wybitne zdolności jeżeli chodzi o przywództwo, walkę różnymi rodzajami broni oraz obmyślanie strategii. Ponadto, oboje są całkowicie oddani najbliższym im osobom i nie boją się zaryzykować dla nich życia. Można odnieść wrażenie, iż ich charaktery są przesadnie wyidealizowane (sama czasami tak czułam), ale mimo to, mają oni naprawdę ogromny potencjał, który na całe szczęście nie został zmarnowany. No i tak już na marginesie, podczas oglądania wprost nie można oderwać od nich wzroku... 

Fakir
"Princess Tutu"


   Przyznam, że dopiero po pewnym czasie, polubiłam postać Fakira. Na samym początku zachowywał się jak skończony buc; nie mogłam znieść jego aroganckiego zachowania wobec głównej bohaterki. Z czasem jednak, gdy zaczął odsłaniać swoje smutne i wrażliwe oblicze oraz gdy dowiedziałam się prawdy o jego życiu, poczułam do niego ogromną sympatię. SPOILER Fakir posiada chyba jedną z najciekawszych nadnaturalnych mocy. Spisane przez niego słowa stają się prawdą. Z taką mocą może on dosłownie wszystko! KONIEC SPOILERU

Obi
"Akagami no Shirayukihime"


   Obi bije moim zdaniem na głowę postać Zena, który jest głównym bohaterem anime "Akagami no Shirayukihime". Obi jest czarujący, zagadkowy, nadaje on wielu scenom ciekawy charakter oraz jest zdecydowanie najbarwniejszą postacią całej serii. Jego przeszłość nie jest do końca pewna, co dodaje mu jeszcze więcej tajemniczości i uroku. Wyjątkowość Obiego wynika nie tylko z jego niesamowitej sprawności fizycznej i wytrwałości w walce, ale i z jego ironicznego humoru oraz ciętości umysłu. 

Sesshomaru
"InuYasha"


   Jedna z najważniejszych dla mnie postaci. Jego historia pokazuje, że każdy, nawet największy potwór, jest w stanie zmienić się na lepsze. Sesshomaru pełni początkowo funkcję czarnego charakteru w tym anime. Jego głównym celem jest odebranie jego bratu - tytułowemu InuYashy - miecza, który pozwoli mu zwiększyć jego moc. W wyniku pewnych zdarzeń i napotkanych na jego drodze osób, charakter Sesshomaru stopniowo łagodnieje. Wewnętrzna przemiana nie zabiła w nim jednak tego, za co kocham go najbardziej, czyli tajemniczości i tej odrobiny niepokojącego chłodu. 

Kazuma
"Noragami"


   Mój obecny faworyt. Uwielbiam jego charakter pod każdym względem: jest wierny i oddany, przyjacielski, pracowity oraz zawsze znajdzie rozwiązanie, nawet w najbardziej dramatycznej sytuacji. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie pojawi się kolejny sezon "Noragami", gdyż nie mogę się doczekać, aby znowu zobaczyć Kazumę na ekranie. SPOILER Gorąco liczę na to, że on i Bishamon wyznają sobie kiedyś uczucia. Świetnie dogadują się jako przyjaciele i partnerzy w walce, więc nie wątpię, że odnaleźliby wspólny język również jako para. KONIEC SPOILERU


   Czy znacie któregoś z wyżej wymienionych bohaterów? Czy wśród nich znajduje się wasz ulubiony? Czekam na wasze komentarze!

See you
Kamila

PS Jeszcze nigdy, w żadnym wpisie na moim blogu, nie pojawiło się aż tyle spoilerów. Przepraszam, ale po prostu musiałam XD
UDOSTĘPNIJ TEN POST

26 marca 2017

Potęga przeznaczenia- recenzja dramy pt."Goblin"

Hejka!
   W swoim dotychczasowym życiu udało mi się natknąć na wiele interesujących oraz wartych uwagi tytułów. Jednakże, zaledwie kilka z nich pokochałam od pierwszego wejrzenia i z ogromnym zaangażowaniem śledziłam dalsze losy ich bohaterów. Jednym z takowych jest drama o nazwie "Goblin". Zapraszam!


Informacje ogólne
Produkcja: Korea Południowa
Ilość odcinków: 16
Gatunek: romans, fantasy, dramat
Czas emisji: 02.12.2016-21.01.2017 

   Kim Shin - jeden z największych wojowników swoich czasów - zostaje bezpodstawnie oskarżony o zdradę, a następnie skazany na śmierć. Jednakże bogowie mają wobec niego zupełnie inne plany; za ich sprawą, Kim powraca do życia i zostaje obdarzony nadnaturalnymi zdolnościami oraz nieśmiertelnością. Od tamtego momentu, nosi on miano Goblina. Mimo, iż nadprzyrodzona moc daje mu wiele możliwości, Kim z każdym stuleciem coraz bardziej zaczyna odczuwać jej ciężar. Jedyną osobą, która jest w stanie go od niej wyzwolić, jest Panna Młoda Goblina. Czyżby to napotkana w XXI-wieku nastolatka o imieniu Ji Eun Tak miała odegrać w jego życiu właśnie tę rolę? 
   Równolegle do tych wydarzeń, toczy się wątek Ponurego Żniwiarza, który w wyniku zabawnej pomyłki, staje się współlokatorem Goblina. Gdy pewnego dnia, Żniwiarz napotyka na swojej drodze piękną i tajemniczą Sunny, budzą się w nim uczucia, które wstrząsają do głębi jego światem. Czy ktoś, kto jest wysłannikiem śmierci i nie posiada ani przeszłości ani imienia, zasługuje na miłość? 
   Brakowało mi takiej historii. Naprawdę, dawno nie natknęłam się na tak genialne połączenie romansu i fantasy. Jak już wspomniałam na początku, pokochałam tę dramę od pierwszego wejrzenia i z ogromnym zniecierpliwieniem czekałam na każdy kolejny jej odcinek. Mimo, iż ostatni raz miałam z nią styczność około dwa miesiące temu, wciąż jestem pod jej ogromnym wrażeniem. Z tego też względu czuję, że uporządkowanie związanych z nią myśli będzie dla mnie nie lada wyzwaniem (nie mówiąc już o w miarę obiektywnej opinii). Tak naprawdę ta recenzja mogłaby się zamykać w jednym zdaniu, które by brzmiało: "Ludzie, ta drama jest genialna!", ale uznałam, że jednak wypada powiedzieć o każdym z jej elementów choć kilka słów. 


Ponury Żniwiarz i Goblin

   Nie mam większych zastrzeżeń, jeżeli chodzi o fabułę. Każdy bohater lub wątek pojawiał się na ekranie w określonym celu i wszystkie poszczególne elementy miały ze sobą bardzo ścisły związek. Oczywiście zdarzały się też postaci, których wątki urywały się po dosyć krótkim czasie i nie wywarły one większego wpływu na dalszy bieg wydarzeń, ale nawet one były w pewien sposób istotne. SPOILER Trochę żałuję, że Tae-Hee - przyjaciel z dzieciństwa i pierwsza miłość Ji Eun Tak - tak rzadko pojawiał się w tej dramie. Zniknął po zaledwie dwóch odcinkach, nie pamiętam już w zasadzie dlaczego. Szkoda, bo mógłby jeszcze bardziej namieszać w relacji pomiędzy głównymi bohaterami. KONIEC SPOILERU
   Podczas oglądania pierwszych odcinków tej dramy, miałam pewne trudności z przywiązaniem się do Kim Shina i Ji Eun Tak. Nie chodzi mi tutaj o to, że zostali oni wykreowani w nijaki sposób (w zasadzie to jest ostatnia rzecz, jaką można o nich powiedzieć), tylko nieco denerwowały mnie niektóre cechy ich charakterów. Ich upartość i te wzajemne złośliwości, których nie odpuszczali sobie przy nawet najmniejszych okazjach, pojawiały się moim zdaniem zbyt często. Na początku bardzo rzucało mi się to w oczy, ale po pewnym czasie przestało mnie to irytować, a wręcz przeciwnie- zaczęło bawić.


   Momentami odnosiłam wrażenie, jak gdyby motywy bohaterów nie były do końca jasne. Możliwe, że się mylę, ale to uczucie towarzyszyło mi szczególnie w momentach, kiedy była mowa o zmarłej siostrze Kim Shina. SPOILER Nie potrafiłam i do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego pomimo groźby, że zostanie zabita, ten uparcie szedł dalej by stanąć twarzą w twarz z królem. Rozumiem, że pragnął sprawiedliwości, ale z tego co wiem, to siostra była najważniejszą osobą w jego życiu, więc dlaczego dał jej tak łatwo zginąć? Nie rozumiem też, dlaczego Ji Eun Tak nie chciała zdradzić, że widzi miecz wbity w pierś głównego bohatera. Ona później wytłumaczyła, dlaczego tak postąpiła, ale te jej wymówki wydają mi się być nieco naciągane. KONIEC SPOILERU
   Moim ulubionym bohaterem, i to od samego początku, był Ponury Żniwiarz. Jak dla mnie, wszystko było w nim idealne. Zarówno jego powierzchowność, na którą składają się mroczny strój i wiecznie ponura mina, jak również jego nieco ironiczny humor i charyzma sprawiają, że jest bardzo oryginalną i wyróżniającą się na tle innych postacią. W dodatku, jego wątek romantyczny podobał mi się o wiele bardziej od tego głównego, co mogę przyznać bez chwili zastanowienia. 
   Żaden z pierwszo ani drugoplanowych bohaterów "Goblina" nie jest szary; każdy ma w sobie coś charakterystycznego i większość z nich posiada bardzo rozbudowaną osobowość. Szczególną uwagę warto zwrócić na Kim Shina, którego osobiste rozważania, niekiedy przepełnione smutkiem i obawami, nadały wielu scenom bardzo melancholijny wydźwięk. 


   Oryginalna tematyka jest zapewne głównym powodem, dla którego tak bardzo pokochałam "Goblina". Szczególnie zainteresowała kwestia reinkarnacji, która co pewien czas przewija się w każdym z odcinków. Pozostałe elementy, zwłaszcza te fantastyczne, również zostały ciekawie przedstawione, a są nimi przykładowo umiejętność kontaktowania się ze zmarłymi, czy nieśmiertelność. Pokazano nie tylko, jakie korzyści wynikają z ich posiadania, ale także i fakt, iż mogą one stanowić ogromne brzemię dla ich posiadacza.
   W żadnej innej dramie nie natknęłam się na tak klimatyczne piosenki, jak w tej. Jedna z nich - "Never Far Away" - szczególnie przypadła mi do gustu. Udało mi się znaleźć poszerzoną wersję tego utworu o tytule "Round and round". Chciałabym się również podzielić z wami utworami z tła, ale tak jak w przypadku dramy "W- Two Worlds" bardzo ciężko mi je gdziekolwiek znaleźć.


   Wszelkie wady, które udało mi się w tej dramie znaleźć, nie znaczą moim zdaniem wiele w odniesieniu do jej całokształtu. "Goblin" oszałamia widza formą i pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenie, które nie znika nawet po długim czasie. Czy warto poświęcić temu tytułowi swój czas? Jak najbardziej!
   Jeżeli udało mi się zachęcić was do oglądania, koniecznie zaglądnijcie na  stronę, gdzie znajdziecie wszystkie odcinki tej dramy. 

Moja ocena 9,5/10


See you
Kamila
PS Dziękuję za pomoc w recenzji mojej przyjaciółce Natalii! 
UDOSTĘPNIJ TEN POST

17 lutego 2017

Podsumowanie dramowe 2016

Hejka!
   Powracam do blogosfery po dłuższej nieobecności. Studniówkowe szaleństwo już za mną, jednakże teraz czeka mnie powtarzanie materiału z przedmiotów, które zdaję na maturze. Jeżeli jeszcze kiedyś zdarzy mi się zniknąć na dłużej niż dwa tygodnie, to najprawdopodobniej płaczę właśnie nad arkuszami z matmy!
   W ostatnim wpisie obiecałam, że podzielę się z wami moją listą obejrzanych dram w 2016 roku. Co prawda czas na wszelakiego rodzaju podsumowania minął już kilka tygodni temu, ale postanowiłam dotrzymać obietnicy. Zapraszam!

Lista obejrzanych dram w 2016 roku

"Kinkyori Renai"- Film
"Splash Splash Love"- Special Drama
"Heaven's Postman"- Film
"Secret Love: Coffee with an Angel"- Special Drama
"Kurosaki-kun..."- Drama
"Rockin' on Heaven's Door"- Film
"Wonderful Nightmare"- Film
"Strobe Edge"- Film
"Cheese in the Trap"- Drama
"Another"- Film
"Shoot Me in the Heart"- Film
"The Silenced"- Film
"Real"- Film
"W- Two Worlds"- Drama
"Moonlight Drawn by Clouds"- Drama
"A Werewolf Boy"- Film
"Voice"- Film

   Łącznie 17 tytułów (co prawda niewiele, ale pierwsze koty za płoty), z czego większość udało mi się zrecenzować (zerknij na zakładki u góry). 
   Teraz czas na wyróżnienie kilku dram w wybranych przeze mnie kategoriach.

Najlepsza bohaterka


   Uwielbiam główną bohaterkę ze "Splash Splash Love"- Dan Bi- w którą wcieliła się Kim Seul Gi. Oglądając tę dramę wczułam się w jej postać całą sobą i bardzo szybko się do niej przywiązałam. Pokochałam ją za naturalność, poczucie humoru oraz za niebywałą wytrwałość. Mam nadzieję, że nadchodząca drama "Queen of Ring" z Kim Seul Gi w roli głównej mnie nie zawiedzie, gdyż jej gra bardzo przypadła mi do gustu i chętnie zobaczyłabym ją w innych produkcjach.

Najlepszy bohater


  Bohater niesamowicie dynamiczny, pchający fabułę do przodu i który zawsze potrafił mnie czymś zaskoczyć. "Moonlight Drawn by Clouds" wiele zyskało dzięki postaci Kim Yoon Sunga i dlatego żałuję, że nie pojawiał się on częściej na ekranie. SPOILER Trochę żałuję, że nie zaznał szczęśliwej miłości za życia. I w ogóle dlaczego on musiał zginąć? Dlaczego akurat mój ulubiony bohater tej dramy musiał umrzeć? Życie jest takie nie fair... KONIEC SPOILERU 

Najgorsza bohaterka


   W tej kategorii nagrodę zdobywa Mei Misaki, jedna z głównych postaci ekranizacji mangi pt."Another". Szczerze, dawno nie widziałam tak marnie zagranej postaci. Nie było w niej ani krzty charyzmy czy aury tajemnicy i brakowało mi także tego uczucia niepokoju, które powinno towarzyszyć widzowi za każdym razem, kiedy tylko Mei pojawiała się na ekranie. Twórcy zmarnowali potencjał tej postaci. W zasadzie to zmarnowali też potencjał całej historii, ale o tym poczytacie sobie w mojej recenzji. 
Najgorszy bohater


   Bardzo lubię męskie postacie tsundere, ale ten tutaj gościu przesadzał, i to ostro! "Kurosaki-kun..." jest jedną z najgorszych dram, jaką widziałam w ubiegłym roku i w bardzo dużym stopniu przyczyniła się do tego postać tytułowego Kurosakiego. Facet traktował główną bohaterkę jak służącą, chociaż niby był w niej zakochany. Swoim zachowaniem przypominał mi trochę dziecko z podstawówki: żeby dziewczyna nie dostrzegła jego uczuć, będzie dla niej złośliwy jak diabli i upokorzy ją przy każdej możliwej okazji. Cóż, mam nadzieję, że nigdy nie natrafię na kogoś, o podobnym usposobieniu... 

Najlepiej wykreowani bohaterowie


   Miejsce jak najbardziej zasłużone. Każda z postaci "Cheese in the Trap" - i nie ważne czy negatywna czy nie - jest skonstruowana z niebywałą dokładnością i odznacza się jedynym w swoim rodzaju charakterem. Żaden z bohaterów nie pozostawał mi obojętny podczas oglądania, co w moim przypadku zdarza się dosyć rzadko. Z tego też względu, serdecznie zachęcam was do jej oglądnięcia. Być może wam też uda się odnaleźć w niektórych bohaterach samych siebie? 

Największe zaskoczenie


   Aby dostrzec potencjał drzemiący w tym filmie, musiałam go obejrzeć dwa razy. Za pierwszym, byłam ogromnie rozczarowana; liczyłam na zdecydowanie więcej. Jednakże kiedy zabrałam się za niego drugi raz, w końcu poczułam ten niesamowity klimat, jakim była przesiąknięta ta historia. Zawód zamienił się w zadowolenie i dziś "The Silenced" jest jednym z milej wspominanych przeze mnie filmów. 

Największe rozczarowanie


   Tego tytułu nie znajdziecie na mojej liście, gdyż nie oglądnęłam go do końca. Kiedy przeczytałam opis fabuły "Dancing Queen", pomyślałam: "O, komedia. Dawno nie oglądałam komedii! Jeszcze fabułę ma bardzo ciekawą, może być fajnie!". Cóż, jednak nie było. Odpadłam już w pierwszych minutach filmu. Kilka żałosnych żartów przekonało mnie, że jednak powinnam poszukać czegoś innego do oglądnięcia. Może później te żarty stały się nieco znośniejsze, ale nie mam ochoty, by się o tym przekonać. Po prostu- nie. 

Najlepsze kostiumy i lokacje


   Kostiumy postaci z dram historycznych są piękne i potrafią oszołomić swym bogactwem niejednego widza, jednakże to nie one zachwyciły mnie w ubiegłym roku najbardziej, lecz te użyte w filmie "The Silenced". Uwielbiam klimat lat 30 XX wieku- muzyka, kultura, fryzury, makijaże, ale także i eleganckie ciuchy. Stroje w tym filmie zostały doskonale uszyte i zauroczyły mnie swą elegancją. 
   W "The Silenced" znajduje się także wiele opuszczonych lub oddalonych od ludzi miejsc, które nadają uroku filmowi i dodają mu odrobinę aury mroku i tajemnicy. Zważając na to, że jest on horrorem, trzeba to uznać za ogromny plus. 

Najlepsza muzyka


  Uwielbiam piosenki z tej dramy, jednakże zdecydowanie bardziej preferuję te, w wersji instrumentalnej. Melodia z tła także zwróciła moją uwagę, jednakże za każdym razem kiedy mam ochotę jej posłuchać, to ciężko mi ją znaleźć na YT. Z tego co pamiętam, to te piosenki były kilkukrotnie usuwane z powodu praw autorskich. Pamiętam, jak dodałam link do jednej z nich do mojej recenzji "W..." i po jakimś czasie zniknęła ona z YT. Przed chwilą sprawdzałam i udało mi się znaleźć tylko część tych piosenek. Szkoda, że nie ma wśród nich tej, którą dodałam do recenzji.
   Oto kilka moich ulubionych utworów z soundtracka "W- Two Worlds":







Piękna kolorystyka!

   Ile dram obejrzeliście w ubiegłym roku? Do której z nich najczęściej powracacie myślami? Piszcze w komentarzach :D

See you
Kamila
PS Powoli kończę oglądać "Goblina" i jak tylko dobrnę to ostatniego odcinka, to postaram się znaleźć odrobinę czasu na napisanie recenzji. 
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.