Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty

09 lipca 2018

Niezbyt anonimowe wyznania

Hejka!
   W końcu powracam po długiej przerwie! Sesję na całe szczęście zdałam, choć niewiele brakowało, a odwiedziłabym mój instytut we wrześniu. Mimo, iż niedawno zaczęły się wakacje, ciężko mi się nimi cieszyć w pełni, gdyż wciąż jeszcze pracuję. Wolność przyjdzie jednak wkrótce, gdyż wraz z końcem lipca moja umowa dobiega końca. 
   Przez ostatnich kilka miesięcy moja styczność z piórem ograniczyła się jedynie do pisania prac zaliczeniowych i sporadycznego zaglądania do dziennika, dlatego jeżeli chodzi o twórcze pisanie, czuję, że zaszedł u mnie pewien regres. By więc nieco rozpisać się przed poważniejszymi postami, które mam w planach na najbliższe miesiące, postanowiłam opublikować dziś coś luźnego, w co nie powinnam włożyć zbyt wiele wysiłku. Przed Wami kilka ciekawych, czy może raczej dziwacznych, historii z mojego życia. Zapraszam!


źródło- pinterest.com

   Spróbujcie sobie przypomnieć, jaki był najdziwniejszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszeliście? Jeżeli już wiecie, to posłuchajcie tego. Był 7.09.2016 roku, Narodowe Czytanie "Quo Vadis". Z racji tego, iż patronem mojego liceum jest Henryk Sienkiewicz, nie mogło na tym wydarzeniu zabraknąć przedstawicieli z mojej szkoły. Szkolna Pani Bibliotekarka, z którą miałam wówczas bardzo częsty kontakt, poprosiła mnie o przeczytanie fragmentu powieści na miejskim rynku w dniu Narodowego Czytania. Nie miałam na ten dzień żadnych poważniejszych planów, więc się zgodziłam. 
   Nadszedł wyczekiwany dzień. Uznałam, iż należy się na niego ubrać dość elegancko, więc wygrzebałam z mojej szafy odświętne ubrania, zrobiłam delikatny makijaż, przez co wyglądałam wyjątkowo schludnie i dojrzale. Gdy zjawiłam się w umówionym miejscu, czekała już tam Pani Bibliotekarka oraz kilkoro nauczycieli i uczniów z mojego liceum. Podeszłam do Pani Bibliotekarki by się z nią przywitać i w momencie gdy mnie zauważyła, powiedziała:
- Kamila, ale ty dziś super wyglądasz! Bardzo galowo, tak jak trzeba.- Na moment zamilkła, gdyż zaczęła uważnie przyglądać się mojej twarzy.- W ogóle wiesz co, ty masz taką bardzo ciekawą urodę. Wyglądasz jak taka... Jak taka chrześcijańska niewolnica! 
   Zamurowało mnie. Chrześcijańska niewolnica? Jak ona na to wpadła? Czyżby klimat "Quo Vadis" wszedł jej za mocno? Obok nas stała jedna z nauczycielek i gdy to usłyszała, zaraz próbowała wytłumaczyć jakoś słowa Pani Bibliotekarki. Chyba pomyślała, że poczułam się przez nie urażona, ale wręcz przeciwnie- bardzo mnie one rozbawiły. Do dzisiaj, gdy mam gorszy humor, przypominam sobie ten komplement, który jak dotychczas jest najdziwniejszym, jaki usłyszałam w życiu. 


źródło- demotywatory.pl

Przepraszam za wszystkie memy i demoty w tym wpisie, ale nie mogłam się powstrzymać XD

   Mój brat ma dziwne skojarzenia. Pewnego razu kupiłam sobie mój ukochany serek camembert i zaraz po powrocie do domu planowałam spałaszować go całego w kuchni. Przyłapał mnie na tym mój młodszy brat, który choć w pierwszym momencie skrzywił się na widok mojego jedzenia, postanowił poprosić mnie o kawałek. Jak tylko wziął ser do ust zrobił dość komiczną minę, po czym skomentował:
- Ale ten ser ma dziwny smak!
   (CIAM CIAM)
   On smakuje jak takie...
   (CIAM CIAM)
   Jak takie stare meble kościelne! Ohyda!
   Aż głupio mi było zapytać, skąd u niego takie doświadczenia kulinarne. Ale cóż, przynajmniej zyskałam pewność, że w razie gdybym schowała kiedyś camemberta do lodówki, mój brat nie ruszy go nawet palcem.


Kadr z serialu pt."Miraculum: Biedronka i Czarny Kot"

Trochę nie na temat, ale po prostu spodobał mi się ten cytat

   Uwielbiam Kraków, choć to miasto, a raczej jego mieszkańcy, często mnie zadziwiają. Spacerowałam plantami w okolicy Placu Szczepańskiego, gdy przystanęłam na chwilę w cieniu by choć odrobinę uciec od palącego słońca. Nagle zza zaułka wychynął jakiś starszy pan, który wysypał na trawę pół worka ziarna dla gołębi. W jednym momencie zleciało się w to miejsce pełno ptaków, które przelatując o mało nie poharatały mi pazurami twarzy. By uchronić się przed kolejnym nalotem postanowiłam kontynuować spacer. Tak się złożyło, że znowu natknęłam się na wcześniej spotkanego pana, tym razem na samym skraju Placu Szczepańskiego. Dokarmiał gołębie przy czym ciągle coś do nich mówił więc pomyślałam, że w zasadzie może być całkiem miły; może był samotny i to zajmowało mu jakoś czas? Zauważył mnie, gdy przechodziłam niedaleko niego, więc posłałam mu lekki uśmiech. Wtedy pomachał do mnie ręką i zawołał:
- Panienko! Niech no tu panienka podejdzie!
   Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Czyżby chciał mi dać trochę ziarna, abym sama dokarmiła ptaki? Przystanęłam obok niego, i wtedy wskazał ręką na krzaki obok nas.
- Niech no panienka spojrzy.
   Patrzę, a tam jakiś gość sra w krzakach... Serio? Byłam w takim szoku, że nie byłam w stanie nic powiedzieć. Oddaliłam się szybko i gdy nieco ochłonęłam zaczęłam się zastanawiać, po jaką cholerę on chciał mi pokazać gościa srającego w krzakach? Czemu??? W zasadzie najważniejszym pytaniem jest, kto normalny robi kupę w samym centrum miasta? Chyba nigdy nie poznam na to odpowiedzi.


źródło- demotywatory.pl

   Ten wpis znacznie odbiega swoim charakterem od jakichkolwiek poprzednich, więc nie zdziwię się, jeżeli niekoniecznie się Wam spodoba. Brzmi on też niesamowicie amatorsko; odnoszę wrażenie, jak gdybym cofnęła się stylem do początków liceum. Yhhh, nie wiedziałam, że jest ze mną aż tak źle! Myślę jednak, że to zawsze jakaś ciekawa odmiana poopowiadać o różnych dziwnych, a nawet mega dziwnych rzeczach, jakie zdarzyły mi się w życiu i w końcu miałam szansę, aby jakkolwiek podreperować mój warsztat.
  Jestem bardzo ciekawa co sądzicie na temat tych trzech historii. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!

See you
Kamila 
UDOSTĘPNIJ TEN POST

28 maja 2018

Krótkie ogłoszenie!

Hejka!
   Rzadko pojawiające się wpisy są już chlebem powszednim tego bloga, lecz ostatnia przerwa trwa na tyle długo, że należą się Wam pewne wyjaśnienia. Otóż nadchodzi sesja i czeka mnie mnóstwo egzaminów, na które muszę się przygotować. Nie jest to jedyny powód mojej dłuższej nieobecności, gdyż od jakiegoś czasu pracuję. Obydwie te rzeczy pochłaniają mnóstwo mojej energii, przez co nie mam potem siły opublikować czegokolwiek na blogu. Nie ukrywam, brakuje mi pisania i mam nadzieję, że po sesji w końcu znajdę na to czas. Niestety, póki co tylko nauka, nauka, a potem jeszcze praca (i usilne próby zadbania o relacje z bliskimi). 
   Przepraszam Was za tak długą ciszę i proszę, abyście byli cierpliwi. 


Źródło: touch.pixiv.net 

See you
Kamila
PS Trzymajcie za mnie kciuki! 

UDOSTĘPNIJ TEN POST

19 lutego 2018

Kulturoznawstwo międzynarodowe UJ - pierwszy semestr

Hejka!
   Sesja zimowa już jakiś czas za mną. Z racji tego, że udało mi się zdać wszystkie egzaminy w pierwszym terminie, mam całe dwa tygodnie ferii dla siebie! Skoro więc w końcu znalazłam więcej czasu na nadrobienie zaległości we wpisach na blogu, postanowiłam spełnić daną Wam w poprzednim poście obietnicę i scharakteryzować przebieg pierwszego semestru moich studiów. Zapraszam! 

 Skąd pomysł na post?

   Wybierając się na kulturoznawstwo międzynarodowe nie byłam do końca pewna, z czym wiąże się ten kierunek oraz co mnie może na nim spotkać. Na internecie - poza stroną Instytutu Studiów Międzykulturowych i innych jednostek UJ - nie znalazłam żadnych rzetelnych informacji na temat przebiegu tych studiów, co wprawiło mnie w niemałą konsternację. Wszelkie konwersacje dotyczące kulturoznawstwa, na jakie natknęłam się na studenckich forach, albo pochodziły sprzed dziesięciu lat, albo ograniczały się do komentarzy typu: "po kulturoznawstwie czeka cię świetlana przyszłość w McDonaldzie" lub "e tam, lepiej iść na coś innego"; innymi słowy- totalny chaos i zupełna dezinformacja. Jakiś czas temu przypomniałam sobie o owym problemie i uznałam, że moje doświadczenia związane z poprzednim semestrem mogłyby pomóc komuś, kto jest/będzie w podobnej sytuacji, co ja. Zainspirowana swoimi przeżyciami - oraz wpisami Mirabell o jej studiach na Uniwersytecie Gdańskim - postanowiłam stworzyć ten oto post. Liczę, że choć odrobinę pomoże on przyszłym studentom UJ lub być może zachęci kogoś do podjęcia nauki na kulturoznawstwie.

Lista przedmiotów

   W tym semestrze miałam łącznie sześć regularnych przedmiotów, nie wliczając w to wf, oraz musiałam odbyć szkolenie uniwersyteckie i szkolenie bhp.

   Lista przedmiotów na semestr zimowy:
- filozofia (wykład i ćwiczenia) - opowieści studenckie mojej mamy oraz jej niechęć do tego przedmiotu sprawiły, że byłam przygotowana na najgorszą katorgę na zajęciach z filozofii, ale okazało się, że nie było wcale tak źle. Nasz wykładowca był bardzo konkretny w kwestii materiału i wszystko co opowiadał było zwięzłe, sensowne i zrozumiałe. Jednakże, wystarczyła zaledwie sekunda braku skupienia i momentalnie traciło się cały wątek. Nie ukrywam, był to jeden z najbardziej wymagających wykładów, ale będę go miło wspominać ze względu na naszego wykładowcę. Ćwiczenia wymagały z kolei przygotowania się z wybranego przez wykładowcę tekstu filozoficznego np. fragmentu "Uczty" Platona, który następnie omawialiśmy wspólnie na zajęciach. 
- współczesna literatura światowa (wykład i ćwiczenia) - głównymi tematami naszych zajęć były najpopularniejsze nurty we współczesnej literaturze światowej, czyli m.in. teatr absurdu, realizm magiczny oraz postmodernizm, któremu poświęciliśmy szczególnie dużo uwagi. Omówiliśmy pokrótce twórczości mnóstwa autorów, z czego najwięcej było tych pochodzących z Japonii i Rosji. Moim ulubionym wykładem był zdecydowanie ten, o zeszłorocznym laureacie literackiej Nagrody Nobla - Kazuo Ishiguro. Ćwiczenia wyglądały zupełnie tak samo jak te z filozofii. 
- wstęp do nauk o kulturze (wykład i ćwiczenia) - najważniejszy przedmiot w całym tym semestrze, który - na moje własne nieszczęście - akurat dla mnie okazał się najgorszym ze wszystkich. Podczas wykładów bardzo często rozpraszałam się i zupełnie traciłam kontakt z rzeczywistością, przez co moje notatki były niekompletne i w wielu miejscach dziurawe. Wiele z wykładów dotyczyło wyjątkowo oczywistych i ogólnie wiadomych spraw jak np. relacje pomiędzy mężczyznami a kobietami, przez co uznałam, że nawet nie warto zaprzątać sobie głowy notowaniem. To był błąd. Ucząc się na egzamin z tego przedmiotu przeżywałam jeden wielki dramat, ale mimo wszystko jakoś udało mi się go zaliczyć. 
   Tematyka wykładów krążyła wokół definicji kultury i cywilizacji, powiązań w rodzinie, ciała biologicznego i kulturowego, kultury i natury oraz samego kulturoznawstwa i studiów kulturowych. Wykład, który najbardziej zapadł mi w pamięć to ten o... kanibalizmie. Czy ktoś z obecnych tutaj czytelników miałby ochotę dowiedzieć się czegoś o kanibalizmie medycznym i kulturowym? Jak tak, to akurat mam z tego całkiem niezłe notatki! Jeszcze co do ćwiczeń- miały one formę luźnych konwersatoriów, które dotyczyły zagadnień poruszanych w trakcie wykładów. 
- dzieje obyczajów (wykład) - bardzo sympatyczny kurs prowadzony przez bardzo sympatycznego wykładowcę. Przedmiot ten obejmuje swoją tematyką kwestie rodziny, małżeństwa, kobiety oraz dziecka na przestrzeni dziejów, od I w.n.e. aż po wiek XX. Kulturowo nie wychodziliśmy poza Europę, w której skupiliśmy się szczególnie na Włoszech, Wielkiej Brytanii oraz Francji. Najciekawszymi dla mnie wykładami były te o roli rodziny w XIX i XX wieku oraz o dobrym smaku, rozumianym zarówno jako gust kulinarny ale i godne zachowanie. 
- religie świata (wykład) - zaraz obok filozofii, jeden z najbardziej wymagających dla mnie wykładów. Omówiliśmy częściowo kilka największych religii, z czego całkowicie pominęliśmy chrześcijaństwo (najprawdopodobniej założeniem kursu było poznanie obcych dla nas religii, gdyż z chrześcijaństwem, jako religią dominującą w Polsce, mamy ciągłą styczność). Zapamiętanie tych wszystkich świętych pism danych religii to była istna katorga... Mimo wszystko, udało mi się jakkolwiek poszerzyć moje horyzonty i dowiedzieć wielu nowych rzeczy.
   W ramach zaliczenia przedmiotu byliśmy zobowiązani wybrać jeden z tekstów naukowych, dotyczący danej religii, a następnie streścić go na egzaminie. Spośród ich dość sporej puli, jaką zaproponował nam wykładowca, postanowiłam omówić tekst Adiny Zemanek, o wybranych aspektach kobiecości w Konfucjanizmie. Wybrałam ten tekst ze względu na moje zainteresowanie Azją oraz patrzyłam również na fakt, że miałam już pewną wiedzę w tym temacie dzięki książkom Lisy See, które namiętnie czytałam w liceum.
- historia kina światowego (wykład) - początkowo nie przepadałam zbytnio za tym przedmiotem lecz jeden z ostatnich wykładów przekonał mnie, że jednak warto było na niego uczęszczać. Chodzi mi w tym momencie o wykład poświęcony kinu gangsterskiemu. Cóż, filmy z tego gatunku nigdy nie należały do moich ulubionych, a niekiedy wręcz unikałam ich na wszelkie możliwe sposoby, gdyż zupełnie nie wpasowywały się w kanon moich upodobań. Jednakże w trakcie wykładu, podczas którego wykładowca dość szczegółowo omówił historię powstania owego gatunku i przedstawił jego najbardziej charakterystyczne cechy, jakimś cudem nabrałam ochoty na obejrzenie filmu gangsterskiego. Jeszcze tego nie zrobiłam, ale póki mam ferie, koniecznie muszę to nadrobić!

Fakultety

   Poza regularnymi przedmiotami, miałam dodatkowo wybrać dla siebie dwa dowolne fakultety.

   Moja lista fakultetów na semestr zimowy:
- kulturotwórcza rola mitu (wykład) - jeżeli miałabym być szczera, to zapisując się na ów fakultet spodziewałam się czegoś zupełnie innego od tego, co zastałam na zajęciach. Chyba liczyłam na bardzo lekki wykład, na którym poruszane by były głównie kwestie panteonów przeróżnych mitologii. W zasadzie panteony niby były, ale nie w takiej formie, jakiej oczekiwałam. Jak sama nazwa przedmiotu wskazuje, w trakcie kursu skupiliśmy się na wpływie przeróżnych mitów na kulturę, ale również omówiliśmy różnicę pomiędzy mitami a naukowymi faktami, sporo czasu poświęciliśmy mitom kosmogonicznym oraz poruszyliśmy kwestię mitów współczesnych. 
   W ramach zaliczenia przedmiotu, mieliśmy napisać wypracowanie na wybrany przez nas temat, a jakiś czas później "obronić" swoją pracę przed całą grupą. Uznałam, że dobrze będzie wybrać coś z kręgu moich zainteresowań, więc skoro tak się złożyło, że jestem ogromną fanką romansów, postanowiłam sięgnąć po mit Amora i Psyche i poświęcić mu całe moje wypracowanie. Wygrzebałam w czytelni Biblioteki Jagiellońskiej egzemplarz "Bajki o Amorze i Psyche" z 1911 roku, który posłużył mi za swego rodzaju bazę. Co do samej treści wypracowania, skupiłam się w nim na symbolice, jaka pojawia się w micie, oraz na jej szerokim wykorzystaniu przez różnej maści artystów. Na sam koniec poruszyłam również kwestię wywodzących się z mitu toposów i motywów, których można doszukać się większości baśni i popularnych współcześnie romansów. Muszę przyznać, że wyszło mi to dość zgrabnie! 
- kod Biblii (wykład) - fakultet prowadzony przez tego samego wykładowcę, z którym miałam religie świata oraz wyżej omawiany przedmiot. Wbrew oczekiwaniom większości, kurs wcale nie dotyczył doszukiwania się w Biblii tajemnych informacji i znaków (było to wspomniane, ale bardziej w ramach ciekawostki), lecz w dużej mierze poruszał kwestię jej wpływu na kulturę; trochę taka "kulturotwórcza rola Biblii". Rozmawialiśmy na temat motywów biblijnych w sztuce, kultury żydowskiej w kontekście Starego Testamentu oraz dość szczegółowo omówiliśmy strukturę Biblii, w tym kilka wybranych przez wykładowcę ksiąg. 
   Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką dowiedziałam się w trakcie tego kursu jest to, że Tora to wcale nie jest Stary Testament! Ja przez cały ten czas żyłam w przekonaniu, że jest inaczej; myślałam, że Tora = Stary Testament. Tora jest to zaledwie pięć ksiąg Starego Testamentu (Księga Rodzaju, Wyjścia, Kapłańska, Powtórzonego Prawa i Liczb). Stary Testament nie nosi nazwy Tora, lecz Tanach. Słowo Tanach jest to skrót od nazw trzech zbiorów ksiąg, z jakich składa się Stary Testament, a są to: Tora (Prawo), Newiim (Prorocy, czyli pisma prorockie), Ketuwim (Pisma, czyli pozostałe księgi). Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to było spore zaskoczenie, dowiedzieć się czegoś takiego. Dajcie mi koniecznie znać, czy też byliście przekonani o tym, że Tora to inaczej Sary Testament! 

Dodatkowe informacje

   W tej części chciałabym zawrzeć choć garść informacji, która może być korzystna dla osób zainteresowanych studiowaniem kulturoznawstwa międzynarodowego na UJ. Pierwsza i chyba najważniejsza rzecz- nie spodziewajcie się, że będziecie mieć zajęcia w centrum Krakowa. Instytut Studiów Międzykulturowych, który oferuje wcześniej wspomniany kierunek, mieści się przy ulicy Gronostajowej w dzielnicy Dębniki, która oddalona jest od centrum miasta o jakieś pół godziny. Żeby było ciekawiej, niemal wszystkie akademiki UJ mieszczą się w dzielnicy Krowodrza, czyli dosłownie pół godziny drogi od Kampusu. Szybki transport komunikacją miejską jest możliwy, ale często trzeba kombinować z przesiadkami. Dlatego, aby jak najbardziej zmniejszyć koszty dojazdu, polecam zainwestować w miejską kartę semestralną, która jest możliwa do kupienia w specjalnych punktach MPK za okazaniem legitymacji studenckiej. Koszt takiej karty wynosi nieco ponad 180 zł, ale jest ważna przez najbliższe pięć miesięcy, więc przy częstych przesiadkach jest to bardzo opłacalna inwestycja.
   Dla tych, którzy mieli już jakąkolwiek styczność ze studiami, dziurawy i skomplikowany plan zajęć nie jest niczym dziwnym, ale dla kogoś, kto dopiero rozpoczyna swoją przygodę na uczelni, może to być naprawdę irytująca i niezrozumiała rzecz. Otóż w wielu przypadkach trudno o dzień, w którym zajęcia zaczynałyby się rano i następowałyby po sobie bez żadnych dłuższych przerw. Często bywa tak, że zajęcia odbywają się w godzinach wieczornych, albo są rano, a po kilkugodzinnej przerwie jest jeszcze jeden wykład wieczorem. Bądźcie przygotowani na takie ekscesy, co niestety na studiach jest w zupełności normą. Piszę niestety, gdyż często taki układ dnia bardzo psuł mi wszelkie inne plany.
   Rejestracja na fakultety to istna walka na śmierć i życie. Jeszcze 20 minut przed rozpoczęciem tury czyha się przez cały czas na USOSie, i co jakiś czas odświeża się stronę. Gdy nastaje wielkie otwarcie, wszyscy rzucają się jak dzicy na ich upatrzone fakultety i nierzadko bywa tak, że już po pierwszej minucie rejestracji wszystkie miejsca na danych kursach są permanentnie zajęte. Dlatego bądźcie czujni! Nie śpijcie, tylko odświeżajcie USOS! A jeszcze co do samego tego systemu, przez pierwsze miesiące był on dla mnie istną czarną magią, ale po jakimś czasie udało mi się ogarnąć. Podobnie jest z Biblioteką Jagiellońską- potrzeba mi było kilku prób, żebym jakkolwiek pojęła sposób jej funkcjonowania. Także jeżeli będziecie mieć z nimi problem to nie martwcie się- to nie jest takie trudne do ogarnięcia, jak się wydaje.


Jedna z sal wykładowych na Kampusie 600-lecia, gdzie mam zajęcia

   Póki co jestem bardzo zadowolona z mojego kierunku studiów i liczę, że uda mi się pozostać na nim tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Następny semestr już za niedługo, a wraz z nim zupełnie inne przedmioty i nowy - jeszcze bardziej podziurawiony - plan zajęć. Trzymajcie za mnie kciuki!
   Zdaję sobie sprawę, że relacja z pierwszego semestru to niewystarczające źródło informacji na temat danego kierunku studiów, dlatego podejdźcie do tego posta z lekkim dystansem. Mimo wszystko chcę choć częściowo zapełnić tę wielką internetową dziurę, która aż zionie od braku jakichkolwiek relacji na temat kulturoznawstwa na UJ.

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

31 grudnia 2017

I love 80s music!

Hejka!
   Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Oczywiście nie mam przez to na myśli, że uważam się za jakiegoś wielkiego znawcę lub kogoś na kształt muzycznego konesera, bowiem bardzo mi do tego daleko. Trzeba jednak przyznać, że miałam już styczność z twórczością wielu różnorakich artystów i wysłuchałam naprawdę pokaźnej liczby utworów. Nie ważne jednak, czy w danym momencie życia interesowałam się Black Eyed Peas, czy szalałam za piosenkami Muse'u, zawsze znalazłam czas na poświęcenie uwagi muzyce z lat 80. W dzisiejszym - bardzo nostalgicznym - poście, przedstawię Wam kilka moich ulubionych utworów z tamtego okresu oraz opowiem co nieco o wspomnieniach, jakie z nimi wiążę. Nie zwlekając dłużej, zapraszam Was na wspólną podróż w czasie. Jesteście gotowi?

Phil Collins - Another Day In Paradise
oraz
Real Life - Send Me An Angel



   Jako dziecko uwielbiałam odkrywać nowe miejsca do zabawy w obrębie mojego domu, więc gdy znudziły mi się już sypialnia, salon i cała reszta pomieszczeń, postanowiłam zajrzeć do auta mojego taty. Po pozwoleniu ze strony rodziców i po dokładnym poinstruowaniu, co mi wolno ruszać a co nie, kilkuletnia ja zaczęła w pełni cieszyć się swoim nowym miejscem zabaw. Każdego lata, kiedy upał nie pozwalał spędzać zbyt dużo czasu na zewnątrz, podkradałam klucze do chłodnego, zaciemnionego garażu, gdzie czekał już na mnie nasz samochód. Jako, że byłam bardzo ciekawskim dzieckiem, obowiązkowo musiałam przeszukać wszystkie schowki, jakie tylko udało mi się w nim znaleźć. W jednym z takowych natrafiłam na dość pokaźną kolekcję płyt CD, która należała do mojego taty. Na każdej z nich znajdowała się składanka z lubianymi przez niego utworami, z czego większość pochodziła z lat 80. Dosyć szybko udało mi się ogarnąć obsługę zamontowanego w aucie radia i wkrótce zaczęłam spędzać niemal całe popołudnia na słuchaniu muzyki. "Another Day In Paradise" oraz "Send Me An Angel" zapadły mi z tych wszystkich utworów najdłużej w pamięci. Dzisiaj, kiedy ich słucham, zastanawiam się, dlaczego właściwie one? Przecież, to nie są radosne piosenki, których lubią słuchać siedmioletnie dzieci. W zasadzie, gdy przyglądam się teraz mojemu dzieciństwu to jestem w stanie powiedzieć, że zawsze ciągnęło mnie do tego typu smętnych, melancholijnych piosenek. 
   Gorące letnie popołudnia, które spędzałam samotnie na słuchaniu muzyki w aucie taty - i na udawaniu, że jestem królową polskich szos - były moim pierwszym bliższym spotkaniem z muzyką z lat 80. Ile to już lat... 

Radiorama - Aliens
oraz
Alphaville - Jerusalem





   Przez pierwsze lata szkoły podstawowej starałam się jak najskrzętniej odkładać każdy zdobyty grosz, dzięki czemu na początku IV klasy w mojej skarbonce znajdowało się blisko 300 zł (nie doliczam tutaj pieniędzy z Komunii, bowiem zostały już wykorzystane). Tata zasugerował mi, że za taką kwotę mogłabym kupić sobie małą wieżę stereo do mojego pokoju, co uznałam za bardzo dobry pomysł. Postanowiłam więc go poprosić - bo znał się na tym lepiej ode mnie - aby wybrał dla mnie któryś z modeli. Przekazałam mu uzbierane przez siebie pieniądze i wkrótce doczekałam się pięknej, czarnej wieży stereo z Sony. By przetestować jak wczytuje ona płyty, tata przyniósł kilka swoich składanek, które zostawił mi potem do osobistego użytku. Wiele ze zgranych przez niego piosenek słyszałam pierwszy raz w życiu, jak na przykład "Aliens" Radioramy oraz "Jerusalem" Alphaville, które od pierwszych sekund zainteresowały mnie swoimi brzmieniami. Choć obydwa te utwory wywoływały we mnie zupełnie inne uczucia (przy "Aliens" miałam ochotę tańczyć i skakać po całym pokoju, zaś "Jerusalem" bardzo mnie uspokajało, a czasami nawet skłaniało do łez), czułam, że w pewien sposób one do mnie pasują.

Mike Oldfield ft. Maggie Reilly - Moonlight Shadow 


   Początkiem gimnazjum niemal zupełnie przestałam słuchać piosenek z lat 80. Płyty od taty zawieruszyły się gdzieś w odmętach mojej sypialni, przestałam używać wieży na długie miesiące i całkowicie pochłonęło mnie moje nowe hobby. Jedyną piosenką z lat 80, jakiej słuchałam końcem 2011, było "Moonlight Shadow" w wykonaniu Maggie Reily. Słuchałam tej piosenki przez całe Boże Narodzenie, dlatego jak tylko ją słyszę, momentalnie przypomina mi się rodzinna Wigilia i czuję atmosferę tamtych dni. Czysta magia. 

Modern Talking - Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love)


   W marcu 2012 roku, w przypływie ogromnej nostalgii, uznałam, iż czas odnaleźć zagubione płyty, które przed kilku laty postanowił oddać mi tata. W tym celu przeszukałam dosłownie cały mój pokój, lecz jak się później okazało, były one w zupełnie innym miejscu. Znalazłam je bowiem w pudełku z nieużywanymi CD, gdzie jak dotąd nigdy nie zdarzyło mi się zaglądnąć. Po odsłuchaniu znalezionych składanek zdziwiłam się, jak wiele znajdujących się na nich piosenek przypadło mi do gustu; zdziwiło mnie to, gdyż wcześniej je pomijałam i nie zwracałam na nie większej uwagi. W ten oto sposób zakochałam się w "Atlantis Is Calling" oraz kilku innych piosenkach  zespołu Modern Talking. 

Fleetwood Mac - Little Lies



   Wakacje 2012- czas, który wspominam zawsze z ogromną nostalgią. Kiedy tylko nastawał wieczór, otwierałam okno na oścież by poczuć chłodny zapach letniego powietrza. Zaświecałam później małą lampkę nocną stojącą na biurku i w tej niezwykłej atmosferze potrafiłam słuchać "Little Lies" całymi wieczorami. Podczas gdy laptop odtwarzał tę piosenkę na nowo, ja leżałam rozmarzona na łóżku i planowałam, jakby tutaj spędzić kolejne dni wakacji. 

Men Without Hats - Safety Dance


   Jest to chyba jedyna prawdziwie radosna piosenka w dzisiejszym zestawieniu... Po raz pierwszy natknęłam się na nią w jednym z montaży Pewdiepie'a, gdy byłam w ostatniej klasie gimnazjum. Wtedy słuchałam tego utworu raczej sporadycznie, lecz teraz robię to niemal codziennie. Nie ma dla mnie lepszej piosenki na poprawę humoru (no, jest jeszcze "Y.M.C.A.", ale przez to że pochodzi z lat 70, nie załapała się do dzisiejszej listy). Gdy tylko mam ochotę tańczyć lub śpiewać, zawsze w pierwszej kolejności słucham "Safety Dance"; żadna inna melodia nie dodaje mi tyle energii, co właśnie ta. 
   PS Teledysk "Safety Dance" to jest jakiś kosmos. Sami się przekonajcie! 

Bronski Beat - Smalltown Boy



   W pewien sposób identyfikuję się z tytułowym "chłopakiem z małego miasta". Sama pochodzę z niewielkiej miejscowości i przez całe liceum czułam, że życie na wsi jest kompletnie nie dla mnie. Zero perspektyw dla osób z moimi zainteresowaniami, a do tego nuda... Po prostu prawie nic ciekawego się tutaj  nie dzieje. Czasami są jakieś koncerty kapel podwórkowych, dożynki, odpusty, ale to tyle. Dla mnie to zdecydowanie za mało; ja muszę czuć, że miejsce gdzie mieszkam, przez cały czas tętni życiem. 
   Może i smalltown boy i ja nie przeżywamy dokładnie takich samych rozterek, ale bardzo rozumiem jego potrzebę wyrwania się z domu. Tak się jakoś złożyło, że odkryłam tę piosenkę niedługo przed rozpoczęciem studiów, czyli w momencie, kiedy miałam przenieść się z rodzinnej miejscowości do zupełnie innego miejsca. W końcu spełniło się moje marzenie- będę mieszkać w dużym mieście, gdzie jest od groma wszelakich możliwości! Dlatego w formie pewnego "hołdu", za każdym razem jak jadę tam autobusem lub pociągiem, zawsze słucham właśnie tego utworu. 

A Flock Of Seagulls - I Ran



   Piosenka, która przypomina mi ostatnie wydarzenia z mojego życia. Słuchałam jej szczególnie często w okresie krakowskich Targów Bożonarodzeniowych, dlatego już jej pierwsze takty przypominają mi chwilę, w której jechałam tramwajem na Plac Wszystkich Świętych i z ekscytacją myślałam o nadchodzących koncertach i o zapalaniu choinki na Rynku. 
   Ten utwór ma coś w sobie. Jego melodia, tekst oraz całe wykonanie zachwycają mnie swoją dbałością oraz ogromną ilością emocji, jakie można odczuć w trakcie słuchania. Co więcej, jest to jedna z niewielu piosenek, której gitarowe solo wprawiają mnie w istny muzyczny trans; tak, solówki to po prostu arcydzieło. Uzależniłam się od "I Ran". Ta piosenka jest tak genialna, że nie da się przejść obok niej obojętnie. 


źródło: https://christmas-new-year-quotes.com

   Tym oto muzycznym postem żegnamy 2017 rok! Mam nadzieję, że wszystkie te miesiące były dla was łaskawe i zaowocowały w wiele ciekawych oraz ważnych dla Was wydarzeń. W moim przypadku był to dosyć burzliwy i męczący okres, gdyż w moim życiu nastąpiło mnóstwo poważnych zmian. Udało mi się zdać maturę, dostałam się na upragnioną uczelnię, przeniosłam się do akademika oraz poznałam całą masę nowych ludzi. Opłacało się jednak przez to wszystko przechodzić, gdyż dzisiaj widzę, ile cennego doświadczenia dała mi każda z tych prób. 
   Życzę wszystkim, aby nadchodzący 2018 rok przyniósł Wam przede wszystkim inspirację do twórczego działania. Rozwijajcie swoje pasje i charaktery lecz uważajcie, aby nie zabłądzić w pogoni za Waszymi pragnieniami. Tego samego życzę i sobie- wesołego, kreatywnego Nowego Roku!

See you
Kamila

PS1 Czy również lubicie słuchać którejś z wymienionych wyżej piosenek? Piszcie 💖
PS2 Jeżeli podobnie jak ja lubicie utwory z dawnych lat, zapraszam Was do zapoznania się z moją playlistą na YT. Jest na niej na razie 80 utworów, jednakże stale poszerzam ją o kolejne piosenki.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

04 września 2017

Liebster Blog Award #3

Hejka!
   Jakiś czas temu znalazłam na blogu pisarki iluzji pytania do Tagu Liebster Blog Award i uznałam, że bardzo chętnie na nie odpowiem. Zapraszam!

Czy trudno jest poznawać ludzi?


źródło: colorel11.tumblr.com

   Wydaje mi się, że tak. Często potrzeba sporo odwagi by się przełamać i zrobić ten pierwszy krok. Do tego trzeba mieć na uwadze liczne rozczarowania, a także i to, że nie każdy w pełni zaakceptuje naszą osobę. To wszystko jest bardzo oczywiste, ale gdy zależy komuś na poznaniu nowych ludzi, łatwo o tym zapomnieć.

Czy jest chwila, którą chciałabyś przeżyć jeszcze raz?


źródło: soupsane.tumblr.com

   Bardzo chciałabym cofnąć się do czerwca zeszłego roku, kiedy to pojechałam do Niemiec w ramach szkolnej wymiany. Drugiego dnia pobytu, wybraliśmy się całą grupą do parku rozrywki Phantasialand, gdzie spędziliśmy niemal cały dzień. Mimo to, że co chwila padało i byłam przemoczona do suchej nitki, nigdy nie bawiłam się tak dobrze i nigdzie nie spędziłam tak ciekawie wolnego czasu. Z tego wszystkiego najmilej wspominam jazdę kolejką, gdzie wszędzie otaczała nas woda i wagon robił co chwilę dzikie skręty w różne strony. To było niesamowite przeżycie!
   Chętnie cofnęłabym się również do któregoś z naszych wspólnych wypadów z moją najlepszą przyjaciółką, do rodzinnej Wigilii z 2011 roku (mam do niej szczególny sentyment) i do dnia, którego dostałam moją świnkę morską - Malinkę (już świętej pamięci, niestety). 

Jakie jest najpiękniejsze miejsce, jakie dano Ci szansę ujrzeć?


źródło: elf-love.blogspot.com

  Podczas licznych wycieczek i spacerów, udało mi się dotrzeć do wielu cudownych i barwnych miejsc, jednakże to właśnie te zapuszczone i zapomniane, wywołują we mnie najwięcej emocji i najchętniej wracam do nich myślami. Nie potrafię wybrać, które z nich jest dla mnie najpiękniejsze, więc opowiem Wam o jednym z nich. Jako pierwszy nasuwa mi się na myśl mój stary "bar", który pełni teraz funkcję składzika na drewno.
   Kiedy byłam dzieckiem, uwielbiałam spędzać wakacje z moimi kuzynami i zawsze mieliśmy całą masę pomysłów, jak zapełnić sobie czas. Pewnego dnia, kiedy przyjechali do mnie w odwiedziny, zaproponowałam im zabawę w bar. Na podwórku koło szopy, znajdowała się mała zadaszona wnęka z różnymi rupieciami, którą rodzice pozwolili nam zagospodarować na czas naszej zabawy. Przynieśliśmy tam z piwnicy mnóstwo starych garnków i plastikowych opakowań, które posłużyły nam za naczynia. Mój tata przeniósł nam tam starą komodę, która pełniła potem funkcję lady, a ze starego kartonu po stole pingpongowym, zrobiliśmy ścianę. Może i wszędzie walały się stare graty i pełno było pyłu, ale dla nas - a szczególnie dla mnie - to miejsce było wyjątkowe, może nawet piękne?
   Wiem, że się rozpisałam, i to w dodatku odrobinę nie na temat, ale właśnie tak chciałam odpowiedzieć na to pytanie. To miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie i dlatego postanowiłam je tutaj wyróżnić. 

Jaką umiejętność ostatnio nabyłaś?


źródło: pixiv.net

   Nie wiem, czy można to nazwać umiejętnością, ale ostatnio stałam się bardziej świadoma tego, co jem. Moje problemy zdrowotne zmusiły mnie do całkowitego odstawienia produktów z konserwantami lub innymi sztucznymi składnikami, a co za tym idzie, stałam się ostrożniejsza podczas robienia zakupów. Zanim dodam jakiś produkt do koszyka, koniecznie sprawdzam wcześniej jego skład. Pochłania to dosyć sporo mojego czasu, ale przynajmniej nie kupuję czegoś, co może wywołać u mnie niepożądaną reakcję. Udaje mi się również powstrzymywać od jedzenia szkodliwych dla mnie rzeczy, jak np. lody i chipsy, co wcześniej przychodziło mi z ogromnym trudem. Oczywiście, zdarza mi się czasem skubnąć odrobinkę tego i tamtego, ale są to naprawdę minimalne ilości. 

Czy miłość można wyrazić tylko za pomocą słów "Kocham Cię"?


źródło: pinterest.com

   Oczywiście, że nie. Miłość to nie tylko słowa, ale przede wszystkim gesty. Swoje uczucie można wyrazić tym, że zawsze jest się gotowym wysłuchać, wesprzeć i pomóc, gdy ta druga osoba jest w potrzebie. Miłość to wierność, zrozumienie i spokojne trwanie przy sobie każdego dnia. Często nie potrzeba żadnego słowa, aby ją wyrazić, chociaż czasami nawet i takie ciche "Kocham Cię" jest potrzebne. 

Jaka jest twoja reakcja na stres?


źródło: pinterest.com

   Kiedy czuję się zestresowana, staję się dosyć nerwowa i bierna. Wygląda to tak, że leżę/siedzę w jednym miejscu i nie potrafię wykrzesać z siebie energii, aby cokolwiek zrobić, a wewnątrz jestem kompletnie ściśnięta i spanikowana. Najbardziej stresująca jest dla mnie presja czasu. Kompletnie tracę wtedy zdolność logicznego myślenia i w mojej głowie panuje jeden wielki chaos. Mam wtedy ochotę zacząć biegać w kółko i krzyczeć na cały głos. Yyyh, jak ja tego nie lubię! 

Ile kilometrów pokonałaś idąc?


źródło: pinterest.com

   Jeżeli chodzi tutaj o jakiś rekord, to chyba pokonałam go spacerując po Pieninach (myślałam, że mi nogi wysiądą po drodze) i idąc nad Morskie Oko. W obydwu przypadkach nie wiem konkretnie, ile to było kilometrów, ale każda z tych tras była dla mnie mordercza. Tak to jest, jak ma się słabą kondycję...

Słowa, które najbardziej Ci utkwiły w pamięci, to...

źródło: s-media-cache-ak0.pinimg.com

   Jest wiele cytatów, które motywują mnie do działania i utkwiły mi w pamięci na długo, lecz żaden nie dał mi tak dużo do myślenia jak: "Kochaj siebie, a będziesz kochaną". Nie wiem, czyja to maksyma, ale zobaczyłam ją pierwszy raz kilka lat temu na naklejkach z kawy Mokate Cappuccino XD Jakoś uderzyło mnie to, że zawsze znajdowałam naklejkę akurat z tą myślą. Nie będę ukrywać, mam problem z samooceną, i to dlatego te słowa wywarły na mnie tak duże wrażenie. 
   Bardzo wiele znaczą dla mnie też słowa moich najbliższych. Szczególnie utkwił mi w pamięci pewien zimowy wieczór, którego to moja najlepsza przyjaciółka powiedziała mi z pełnym przekonaniem, że byłabym bardzo dobrą pisarką. Ufam jej słowom i mam nadzieję, że kiedyś rzeczywiście uda mi się zabłysnąć jako autorce.

Jaki jest najlepszy sposób na pocieszenie kogoś?


źródło: duitang.com

   Myślę, że wystarczy powiedzieć: "Pamiętaj: jestem z Tobą!". To jedno zdanie znaczy naprawdę wiele, a już szczególnie wtedy, gdy brakuje słów na skomentowanie czyjejś krzywdy. 

Książka/film/serial/cokolwiek z dzieł, co miało wpływ na Twoje życie, to...


źródło: asuka111.deviantart.com

   Nie zamierzam w tym miejscu wybierać wyłącznie jednego tytułu, gdyż wyrządziłabym tym sporą krzywdę pozostałym tworom kultury, które w jakimkolwiek stopniu wpłynęły na moje życie. Zamiast tego, pozwolę sobie wyróżnić kilka tych, które najprędzej nasunęły mi się na myśl i pokrótce opiszę, do jakich zmian udało im się przyczynić:
  • "Tokyo Mew Mew"- anime, od którego zaczęła się moja przygoda z byciem Otaku
  • "Ocalona aby mówić"- ta historia dała mi wiele do myślenia i pokazała, że zawsze warto wybaczyć
  • "Mały Książę"- w przedstawieniu szkolnym, o tym samym tytule, grałam geografa i dzięki wspomnieniom związanym z tą sztuką, pokochałam teatr
  • "InuYasha"- dzięki temu anime zbliżyłam się do kilku osób, z którymi dzisiaj utrzymuję bardzo bliski kontakt
  • "Bliss"- Muse- piosenka, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia; dzięki niej, jestem dziś ogromną fanką zespołu Muse i namiętnie słucham rockowej muzyki

Jakie osoby miały największy wpływ na Twój charakter?


żródło: soupsane.tumblr.com

   Myślę, że to moi rodzice i najbliżsi przyjaciele, mieli - i wciąż mają - najwięcej do czynienia w tej kwestii. Rodzice od samego początku uczyli mnie, co jest dobre a co złe, dbali o mój rozwój pod każdym możliwym kątem i nigdy nie odmawiali mi pomocy. Oni stworzyli dla mnie fundamenty, na których zaczęłam potem budować moje dalsze życie. 
   Gdy stałam się nieco starsza i zaczęłam poważniej podchodzić do przyjaźni i związków, dzięki licznym rozmowom, wspólnym przygodom, ale też i kłótniom, udało mi się lepiej poznać samą siebie i ukształtować poglądy na wiele rożnych spraw. Cieszę się, że udało mi się natknąć na tych wszystkich ludzi na mojej drodze, gdyż rozmowa z każdym z nich dała mi jakieś doświadczenie, może i nie zawsze pozytywne, ale każde ma dla mnie duże znaczenie. 

Moje pytania

1. Co sądzisz o swoim charakterze pisma?
2. Z którą postacią fikcyjną identyfikujesz się najbardziej?
3. Jakie są Twoje doświadczenia związane z łamaniem bariery językowej?
4. Która lektura szkolna jest Twoją znienawidzoną?
5. W jakim miejscu najchętniej spędzasz wolny czas?
6. Jakie było Twoje hobby, gdy byłeś/łaś dzieckiem?
7. Czy kolekcjonujesz jakieś przedmioty?
8. Z którą Twoją wadą starasz się najbardziej walczyć?
9. Czy podoba Ci się Twoje własne imię?
10. Z którego osiągnięcia jesteś szczególnie dumny/a?
11. Twoje muzyczne guilty pleasure, to... 

   Nominuję do Tagu wszystkich tych, którzy mają na niego ochotę. Jestem szczególnie ciekawa co do Waszych odpowiedzi na to ostatnie pytanie... 

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

03 sierpnia 2017

Przesyłka od Ranalcusa

Hejka!
   W dzisiejszym, nieco luźniejszym, poście, opowiem Wam, co znalazłam w paczce od Ranalcusa z bloga Fejwsi Figure Collection. Zapraszam!


   Na początku chciałabym zaprezentować Wam figurkę jednego z bohaterów anime pt."Youkai Watch"- Tomnyana. Każdy element tego małego cudeńka składałam i oklejałam własnoręcznie, a znajdująca się w opakowaniu ilustrowana instrukcja, bardzo ułatwiła mi pracę. Gdybyście mieli kiedyś do czynienia z podobnymi rzeczami, uważajcie przy naklejkach! Nie mam za bardzo precyzji w rękach, więc aby przykleić je choć odrobinę równo, musiałam co chwilę coś poprawiać. Moje usilne starania przyniosły odwrotny efekt- klej przestał trzymać się plastiku i naklejki zaczęły od niego brzydko odstawać. Mimo tej dość nieprzyjemnej wpadki, jestem zadowolona z ostatecznego efektu. Postawiłam Tomnyana na mojej półeczce z mangami, gdzie pięknie się teraz prezentuje, a problemy z naklejkami można z łatwością załatwić przy pomocy super-glue.


   Oprawa tego kompletu zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Oprócz samego DVD z filmem "Bleach: Memories of Nobody", znajdują się w nim także dwie inne płyty. Jedna zawiera komentarze do filmu, zaś druga trailery. Ponadto, do kompletu dołączone zostały również kolekcjonerskie karty z nadrukowanymi na nie postaciami oraz książeczka z informacjami o powstawaniu filmu (zapomniałam ją umieścić w kadrze). 



   Do mojej kolekcji płyt dołączyły także inne DVD. Są to kolejno: OVA z serii "Sayonara Zetstubou Sensei" (niestety, ale nie udało mi się znaleźć informacji, która jest to część) oraz pierwszy odcinek "Nany" i "Saint Oniisan". Trochę żałuję, że żadna z nich nie posiada choćby angielskich napisów (podobnie jest z Bleachem), ale mimo to, całkiem nieźle bawiłam się podczas oglądania. Cały czas uważnie wsłuchiwałam się w kwestie wypowiadane przez bohaterów lub narratora i o dziwo, udało mi się zrozumieć w wielu momentach, o czym była wtedy mowa. Czyli lata oglądania anime nie poszły na marne! 


   Poza płytami DVD, znalazłam też w paczce kilka mini-CD, a na nich piosenki z anime z lat 90. Najbardziej cieszą mnie te utwory, które śpiewa Megumi Hayashibara. Bardzo lubię jej wokal, ale przede wszystkim mam ogromny sentyment do "Slayersów" gdzie podkłada ona głos głównej bohaterce. Nigdy nie zapomnę czasów, kiedy oglądałam tę serię... 


   Nie miałam wcześniej styczności z anime "Steel angel kurumi" ale z tego co czytałam, może być ono dosyć ciekawe. Co do plakatu- już upatrzyłam dla niego miejsce na ścianie, i jak tylko skończę mały remont mojej sypialni, zaraz go tam przykleję. 


   Jako swoistą wisienkę na torcie, pragnę zaprezentować wam doujinshi "Fake 3" autorstwa Peace Makera oraz przepięknego artbooka z rysunkami You Shiina (jako bonus dołączono do niego widniejący wyżej plakat). Jest to pierwszy raz, kiedy mam styczność z tymi twórcami, z czego You Shiina zainteresował mnie swoimi pracami o wiele bardziej. Jak tylko skończyłam przeglądać artbooka, od razu zaglądnęłam do internetu w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji na temat jego twórczości. Niestety, ale nie udało mi się znaleźć zbyt wiele. Szczerze mówiąc, nie udało mi się nawet doczytać, czy rzeczywiście jest to mężczyzna... Ale dla ułatwienia sprawy, załóżmy że nim jest. 


   Nie będę owijać w bawełnę- zakochałam się w rysunkach You od pierwszego wejrzenia. Jego prace mają wszystko to, co przykuwa moją uwagę, a są to: delikatna kreska w stylu shoujo, tematyka fantasy oraz częste użycie pastelowych barw. Wszystkie te elementy dają niesamowity efekt, od którego wprost nie jestem w stanie oderwać wzroku. Tak naprawdę nie ma żadnej potrzeby, abym się tutaj dalej rozpisywała, bo całą moją opinię na temat tego artbooka mogę zmieścić wyłącznie w jednym słowie- cudo. Żałuję jedynie, że You Shiina jest kompletnie zapomnianym artystą, a jego twórczość nie jest zbyt szeroko znana i dostępna. 


   Doujinshi od Peace Makera nie zrobiło na mnie co prawda tak ogromnego wrażenia jak wcześniej wspomniany artbook, ale i tutaj udało mi się znaleźć kilka perełek, na których miło jest zawiesić oko na dłużej. Wyżej przedstawione rysunki znajdują się na samym końcu tomiku i autor narysował je ze zdecydowanie większą starannością niż samo doujinshi. Mimo wszystko, jego styl również przypadł mi do gustu i możliwe, że będę powracać co jakiś czas do jego prac. 


źródło: ramenparados.com

   Który z tych przedmiotów zainteresował Was najbardziej? Czy lubicie kolekcjonować podobne rzeczy? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach! 

See you
Kamila

PS Jak mijają Wam wakacje?  
UDOSTĘPNIJ TEN POST

18 lipca 2017

Blogowanie- moje przemyślenia

Hejka!
   Zainspirowana podobnymi wpisami z wielu różnych stron uznałam, iż czas abym i ja napisała słówko na temat swoich doświadczeń związanych z prowadzeniem bloga. Bez zbędnego gadania, zapraszam!

Początki


źródło: alotofarts.beon.ru

   Cofnijmy się w czasie do 2011 roku, bowiem to właśnie wtedy założyłam mojego pierwszego bloga. Prowadziłam go w identyczny sposób co swój dziennik, czyli opisywałam w nim ostatnie wydarzenia z mojego życia. W tym momencie dochodzę do wniosku, że ten blog nie był mi w żaden sposób potrzebny. Zastanawia mnie też, dlaczego właściwie postanowiłam go uruchomić? W każdym razie, jego wygląd wydał mi się po pewnym czasie niezbyt zadowalający, a że nie potrafiłam go zmienić (miałam wtedy zaledwie 13 lat, wybaczcie mi tamtą niekompetencję) założyłam kolejnego bloga. Swoją tematyką nawiązywał do tego poprzedniego, ale i on poszedł wkrótce w odstawkę.
   Trzecia klasa gimnazjum, trzeci blog. W pierwotnym zamyśle, miałam publikować na nim wyłącznie opowiadania mojego autorstwa, ale szybko okazało się, że nie szły mi one najlepiej. Żeby więc nie mieć wyrzutów sumienia, że kolejny blog stoi odłogiem, wrzucałam na niego recenzje anime, mang oraz gier point and click. Po miesiącu braku aktywności z mojej strony, skasowałam go.
   Czwarty blog- założony na początku liceum- był dla mnie bardzo poważnym przedsięwzięciem, gdyż zamieszczałam na nim fragmenty powieści fantasy (moja przyjaciółka - Natalia - współtworzyła ze mną fabułę, lecz w pewnym momencie ta historia została powierzona mojej pieczy). W pewnym momencie, w okolicach listopada 2014 roku, nagłośniona została sprawa Agaty Romaniuk. Dziewczyna ukradła tekst fanfiction z bloga pewnej studentki, przerobiła go, a następnie wydała w formie książki (więcej informacji na ten temat znajdziecie TUTAJ). Przeraziła mnie ta sytuacja i by uniknąć podobnych nieprzyjemności, usunęłam bloga. Kilka miesięcy później, porzuciłam też pisaną przez siebie historię i postanowiłam już nigdy więcej do niej nie wracać.

Dlaczego założyłam obecnego bloga?


źródło: pinterest.com

   Rezygnacja z powieści stanowiła dla mnie bardzo trudny krok. Przerażający był dla mnie też wówczas fakt, że te wszystkie miesiące ciężkiej pracy i usilnych starań mogłyby pójść na marne. By więc nie zaniedbać swojego talentu i doszlifować go z różnych stron, postanowiłam założyć Welcome to my little big world. Początkowo był to blog stricte książkowy, ale wkrótce poszerzyłam jego tematykę o inne moje zainteresowania. Aktualnie liczy on sobie już ponad dwa lata i mam nadzieję, że nie zrezygnuję z niego tak łatwo jak z pozostałych blogów.
   Jest jeszcze inni istotny powód, dla którego się dzisiaj tu znajduję. Otóż jestem bardzo rozczarowana tym, że poza rozprawkami i esejami, nie ćwiczyliśmy na języku polskim w liceum żadnych innych form literackich (dodam tylko, że byłam w klasie humanistycznej). Bardzo zależało mi na tym, aby je choć trochę poznać, więc w ramach samodzielnej nauki, publikuję je tutaj na blogu. 

  Wady i zalety prowadzenia bloga


źródło: pinterest.com

   Welcome to my little big world jest dla mnie ogromną szansą na rozwój. Tutaj mogę dopracować swój styl, poćwiczyć pisanie recenzji, ale także i przełamać lenistwo oraz pokazać samej sobie, że potrafię się zmobilizować i napisać coś ciekawego. 
   Korzyści płynące z prowadzenia bloga są dla mnie widoczne już dziś, ale muszę też zwrócić uwagę na pewien znaczący problem, na jaki natykam się za każdym razem, gdy mam coś opublikować. Otóż wszystkie posty pochłaniają mnóstwo mojego czasu i energii. Pisanie nie przychodzi mi niekiedy zbyt łatwo, więc aby zamieszczane przeze mnie teksty brzmiały choć odrobinę przyzwoicie, muszę im poświęcić bardzo dużo uwagi. Czasami bywa tak, że jedną głupią recenzję, mogę pisać wiele, wiele godzin... Mogłabym dać sobie odrobinę więcej luzu, ale wtedy nie miałabym tego poczucia, że dobrze wykonałam swoją pracę. Wiem, że sama sobie tym szkodzę, ale nie zamierzam zmienić moich przyzwyczajeń w tej kwestii.

Jakie korzyści czerpię z blogowania?


źródło: pinterest.com 

  Z moich doświadczeń wynika, iż blogowanie daje przede wszystkim poczucie spełnienia. Oczywiście bardzo istotne jest również to, że w trakcie mojej dwuletniej działalności tutaj, udało mi się poznać mnóstwo ciekawych osób, a także dowiedzieć się o istnieniu wielu wartych uwagi tytułów. Musicie jednak wiedzieć, że nie to jest dla mnie najważniejsze. Za każdym razem, kiedy uda mi się zamieścić jakiegoś posta, odczuwam ogromną satysfakcję i dumę. Dumę, bo nie poddałam się lenistwu i pokonałam wewnętrzne bariery, by zbliżyć się o krok do upragnionego celu. Z tego też względu uważam, że prowadzenie bloga jest to doskonały trening na wytrwałość i systematyczność. Nie będę ukrywać, mam z tym niemałe problemy, ale powoli zaczynam wychodzić na prostą. 
   Dzięki pisaniu bloga, mój styl uległ znacznej poprawie. Kiedy porównuję wpisy z 2015 i 2017 roku, widzę pomiędzy nimi ogromną różnicę. Jeżeli mi nie wierzycie, poszperajcie trochę w archiwach bloga. Swoją drogą, na początku liceum miałam dosyć ciekawą manierę. By zrozumieć o co mi chodzi, muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo emocjonalną osobą i wiele moich wypowiedzi jest wprost przesyconych uczuciami. Kiedy się tego słucha, brzmi to całkiem znośnie, ale zapisane na papierze/ekranie wygląda wręcz komicznie. Pamiętam, jak w pierwszej liceum mój profesor od j.polskiego powiedział mi: " Kamila, ty chyba powinnaś pić melisę przed pisaniem, bo wszędzie dajesz wykrzykniki i tak dziwnie budujesz zdania...". Teraz widzę, że miał rację. Widzę to również wtedy, gdy umieram z zażenowania podczas czytania moich starych wpisów... 

Moje porady


źródło: s-media-cache-ak0.pinimg.com

   Nie byłam, nie jestem i zapewne nigdy nie będę ekspertem w dziedzinie blogowania, jednakże jest kilka kwestii, którymi chciałabym się podzielić z osobami planującymi założenie bloga oraz z mniej doświadczonymi twórcami. Po pierwsze- pisz na interesujące Cię tematy. Nie widzę najmniejszego sensu w zakładaniu strony internetowej, jeżeli masz na niej publikować treści, z którymi się nie utożsamiasz. Nawet jeżeli jej popularna tematyka ma Ci przynieść wiele wyświetleń i obserwatorów, nie jest to wystarczający powód dla tak niedorzecznego postępowania (chyba, że jest to blog powstały na potrzeby jakiegoś projektu szkolnego lub coś w tym rodzaju, wtedy jest się usprawiedliwionym). 
   Po drugie- zeszyty i wszelakiego rodzaju notatniki są bardzo przydatne, jeżeli chcesz swobodnie rozplanować kolejny wpis lub po prostu uporządkować myśli. Przed publikacją każdego z postów, zapisuję je najpierw na brudno w zeszycie (czasami w całości, ale najczęściej tylko sam początek) i podczas przepisywania na bloga, poprawiam co niektóre zdania. Taki sposób pracy bardzo mi odpowiada. 
   Po trzecie- pisz dla siebie, nie dla innych. Twórz swojego bloga w taki sposób, abyś to Ty był/była z niego zadowolony/a. Przed publikacją każdego posta nie zastanawiaj się w nieskończoność, czy spodoba się on Twoim czytelnikom i czy ich odzew będzie odpowiednio duży. On ma się podobać przede wszystkim Tobie. Zdaję sobie sprawę, że jest to dosyć oczywista uwaga, ale w pogoni za akceptacją i popularnością, bardzo łatwo jest o tym zapomnieć.


Moje brudnopisy z tekstami na bloga

   Jakie są Wasze doświadczenia związane z prowadzeniem bloga? Czy również macie jakieś porady, którymi chcielibyście się podzielić? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach!

See you
Kamila

UDOSTĘPNIJ TEN POST

09 kwietnia 2017

Wiosenny Tag Książkowy

Hejka!
   W dzisiejszym wpisie chciałabym wykonać Tag, który zrobiła jakiś czas temu u siebie Aoi Akuma. Jego tytuł to "Wiosenny Tag Książkowy". Na moim blogu bardzo rzadko pojawiają się jakiekolwiek Tagi, jednakże ten bardzo zwrócił moją uwagę. Jest to za sprawą faktu, iż wiosna jest moją najulubieńszą ze wszystkich pór roku i chciałabym to zaakcentować w wyraźny sposób. Uznałam też, że mój blog potrzebuje odrobinę więcej urozmaiceń i luźniejszych wpisów. Zapraszam! 

Bocian
Książka, do której co roku wracasz


   Ta książka może i nie jest moją ulubioną, ale niektóre jej fragmenty bardzo zapadły mi w pamięć, więc często do nich powracam. Swoją drogą opowiada ona o podróżach w czasie, więc nie mogło jej zabraknąć w mojej biblioteczce. Dla tych, którzy również pasjonują się tym zagadnieniem, ten tytuł powinien przypaść do gustu. 

Przebiśnieg
Pierwsza książka, którą przeczytałaś tej wiosny



   Nie jestem do końca pewna, czy była to "Granica" czy "Kalamburka", więc postanowiłam podać obydwa te tytuły. Zanim przeczytałam "Granicę", zdążyłam omówić ją w całości na lekcjach polskiego, więc nawet jeżeli pojawiły się w niej jakieś trudne do zrozumienia fragmenty, udało mi się bez trudu przez nie przebrnąć. Jeżeli chodzi o "Kalamburkę", to wspomnę o niej jeszcze w jednym z kolejnych podpunktów.

Marzanna
Książka-rozczarowanie, którą z chęcią byś utopiła


   Jakie to było słabe... Czytając tę książkę miałam wrażenie, jakbym jadła starego, odgrzewanego z minimum dziesięć razy kotleta. W tej książce nie było nic oryginalnego, dlatego zdecydowanie nie sięgnę po kolejne jej części. Opowiem wam może co nieco o fabule. Główna bohaterka (nawet nie pamiętam już, jak miała na imię, a czytałam to dopiero tydzień temu!) od zawsze czuła, że jest inna. Pewnego dnia okazuje się, że jest ona księżniczką... trolli. Ale nie takich trolli, które są brzydkie, śmierdzą i są ogromne jak ogry, o nie! Trolle, spośród których się wywodzi, wyglądają zupełnie jak ludzie i jedyne co je od nich odróżnia, to posiadanie nadnaturalnej mocy. Mam wrażenie, jakbym już kiedyś czytała podobną historię... 
   Muszę w tym miejscu ogromnie pogratulować autorce. Już dawno nie miałam styczności z tak płaskimi postaciami i tak źle wykreowanym wątkiem romantycznym. Serio, prędkość "rozwoju" relacji pomiędzy parą głównych bohaterów była dla mnie wręcz porażająca. 
   
Motyl
Nowo odkryty autor, którego pokochałaś


   Jakiś czas temu zabrałam się za czytanie "Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz. Jak na razie udało mi się przeczytać cztery spośród wszystkich tomów tego cyklu i muszę przyznać, że bardzo przypadły mi do gustu. Najbardziej podobało mi się "Opium w rosole", a co do wcześniej wspomnianej "Kalamburki" nie mam większych zastrzeżeń. Bardzo podoba mi się styl, jakim pisze pani Musierowicz. Wydaje mi się jednak, że to głównie przez epokę, w jakiej toczy się akcja większości tomów "Jeżycjady"(są to czasy PRL-u), tak chętnie po nie sięgam. 

Krokus
Piękna i wyjątkowa książka
   Ta książka odegrała dosyć sporą rolę w moim życiu. Wiąże się z nią wiele miłych wspomnień i cała masa nostalgii. Do tego, ma ona bardzo ciekawą fabułę oraz uniwersalne przesłanie. Z tego też względu uznałam, że ten tytuł zasługuje na to, aby wspomnieć o nim w dzisiejszym Tagu. 

Zawilec
Książka, którą spotykasz wszędzie



   Do którejkolwiek księgarni nie pójdę, zawsze natknę się na te tytuły. Bardzo często też widzę ich recenzje na przeróżnych blogach. Szczerze mówiąc, nie mam za bardzo ochoty, aby sięgnąć po którąkolwiek z tych książek. Nie mam przez to na myśli, że są one złe. Po prostu nie interesuje mnie ich treść.  

Cudowne skowronki
Osoby, które nominuję do wykonania Tagu


   Tak jak zwykle, nominuję wszystkie te osoby, którym spodobał się ten Tag i które miałby ochotę wykonać go u siebie!


   Jeżeli chodzi o pytania z dzisiejszego Tagu, najbardziej ciekawi mnie, jaki tytuł podalibyście w podpunkcie z marzanną. Piszcie!

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.