15 kwietnia 2018

Filmowe trio #1 - "Teoria wszystkiego", "Baby Driver" i "Pamiętnik"

Hejka!
   Aby zmotywować się tego roku do nadrobienia zaległości w oglądaniu filmów, postanowiłam postawić przed sobą wyzwanie, polegające na obejrzeniu minimum jednego filmu na tydzień (trochę takie "Przeczytam 52 książki w 2018 roku", ale w innej wersji). Efekty są już w pewnym stopniu dla mnie widoczne, i na dzień dzisiejszy moja lista liczy sobie 10 tytułów; stanowi to co prawda mniej niż jeden film tygodniowo, ale w porównaniu z poprzednimi latami widzę, że pojawił się pewien progres. Jakiś czas temu uznałam, że warto udokumentować moje starania w formie wpisów, zawierających krótkie recenzje trzech widzianych przeze mnie ostatnio filmów. Zapraszam!

Teoria wszystkiego (2014)


źródło: vincentloy.wordpress.com

   Jak to dobrze, że wcielający się w rolę Stephena Hawkinga Eddie Redmayne dostał Oscara za tę rolę, bo w innym przypadku byłaby to niesprawiedliwość dziejowa! Film stanowi biografię wspomnianego wcześniej wybitnego naukowca, w życiu którego główną rolę odkrywały jego odkrycia naukowe oraz opiekująca się nim żona Jane. Wykryta w młodości choroba sprawiła, że część ciała Stephena uległa całkowitemu paraliżowi oraz wiele jego organów przestało prawidłowo funkcjonować. Postępujące zmiany uwidaczniały się na poszczególnych etapach jego życia, co uwieczniono również na filmie. Jednakże sposób w jaki zrobił to Eddie Redmayne sprawia, że szczęka opada. Podobnie jak Dawid Ogrodnik w "Chce się żyć" pokazał, że dla dobrego aktora nic nie jest niemożliwe do zagrania. Nie jest łatwo pokazać emocje na zdeformowanej chorobą twarzy, a już szczególnie wtedy, gdy chodzi o subtelne uczucia i sygnały. Pełen respekt z mojej strony!
   Mimo, iż "Teoria wszystkiego" opowiada wprost o poszczególnych wydarzeniach z życia Stephena Hawkinga, to co dzieje się w serach bohaterów ukryte jest między wierszami i jest niewidoczne na pierwszy rzut oka. Tak jak w prawdziwym życiu nie wszystko zostaje do końca powiedziane i wyjaśnione, tak i tutaj musimy się częściowo domyślić, co kierowało w danym momencie bohaterami, a zwłaszcza gdy SPOILER Jane i Stephen zdecydowali się na rozwód. KONIEC SPOILERU Szczerze mówiąc, trudno mi znaleźć w tym momencie odpowiednie słowa jakimi powinnam nazwać ten efekt, ale mogę powiedzieć tyle, że zachowanie poszczególnych postaci jest bardzo naturalne i zupełnie niewymuszone. 
   "Teoria wszystkiego" złamała moje serce, ale mimo wszystko jest to słuszne cierpienie. Muszę koniecznie obejrzeć więcej tak dobrych filmów biograficznych! 

Baby Driver (2017)


źródło: moviepostershop.com

   Przez bardzo długi czas żadna pozytywna opinia nie była w stanie zachęcić mnie do obejrzenia tego filmu. Pościgi? Napady? Gangsterzy? Dzięki, ale to zupełnie nie moje klimaty! Jednakże jakiś czas temu, przez zupełny przypadek, YouTube podsunął mi w proponowanych jeden z fragmentów "Baby Drivera", gdzie główny bohater... idzie przez miasto po kawę. Nie brzmi to szczególnie zachęcająco, ale już po pierwszych sekundach klipu wiedziałam, że muszę oglądnąć ten film. Pierwszą rzeczą, jaka od razu rzuciła mi się w... uszy(?) jest fenomenalna muzyka. Nie tylko piosenka z tego fragmentu, ale i cały soundtrack "Baby Drivera" wręcz ocieka klimatem retro! W zasadzie nie sam wybór utworów, lecz ich wykorzystanie w montażu zrobiło na mnie największe wrażenie. Dla głównego bohatera muzyka odgrywa w życiu szczególnie ważną rolę, co przejawia się w jego zachowaniu na każdym kroku. Jego ruchy, gesty i słowa są zawsze idealnie zsynchronizowane z rytmem piosenki, której aktualnie słucha. Zabawa rytmem i montażem sprawa, że "Baby Driver" przypomina momentami jeden wielki teledysk, lecz dla mnie jest to wyjątkowo udany i efektowny zabieg! 
  Historia przedstawiona w filmie opowiedziana jest z perspektywy głównego bohatera, co mimowolnie nie daje szansy na rozwinięcie wątków reszty postaci, lecz mimo to ich obraz jest na tyle kompletny, że widz nie czuje potrzeby znać reszty szczegółów. Zgoła inaczej jest w przypadku samego głównego bohatera. Mimo, iż w filmie pojawiają się pewne retrospekcje dotyczące jego życia, nie zostaje dokładnie wyjaśnione, w jaki sposób Baby stał się członkiem gangsterskiego świata. Cóż, czuję pod tym względem pewien niedosyt. 
   W filmie, poza emocjonującymi scenami pościgów i wątkami kryminalnymi, twórcy znaleźli także miejsce na romans, który zdaniem wielu był nie do końca dobrym posunięciem. Mnie osobiście bardzo przypadł do gustu, gdyż pozwolił on pokazać czułą i delikatną stronę głównego bohatera (jejku, jaki on był momentami uroczy!). Muszę jednak przyznać, że jego partnerka z trudem ujęła mnie swoim charakterem, czy chociażby urokiem. Momentami jej zachowanie wydawało mi się potwornie nachalne i kokieteryjne, szczególnie na początku ich znajomości; nie jest to najlepiej napisana postać, z jaką się spotkałam. 
   "Baby Driver" powinien przypaść do gustu nie tylko fanom wartkiej akcji, ale też i miłośnikom muzyki, którzy tak jak główny bohater starają się zapełnić nią każdy moment swojego życia. W moim przypadku właśnie to zachęciło mnie to do obejrzenia tej produkcji i by przekonać do niej również Was, zamieszczam poniżej wspomniany jakiś czas temu klip. 


Pamiętnik (2004)


 źródło: wtime.info

   Jeden z niewielu przypadków, gdzie film jest moim zdaniem o wiele lepszy od książki. Miałam styczność z pierwowzorem "Pamiętnika" kilka lat temu w liceum. Do sięgnięcia po tę powieść skłoniły mnie w znacznej mierze pozytywne recenzje, na które natknęłam się w internecie. Niestety, ale pierwszą moja myślą po przeczytaniu "Pamiętnika" było, aby przy wyborze następnej lektury nie sugerować się jakimikolwiek recenzjami. Najromantyczniejsza historia świata? Raczej przeromantyzowany dramat, który nie wycisnął ze mnie ani jednej łzy. Wybaczcie tak niepochlebne słowa, ale chcę w końcu dać upust mojemu rozczarowaniu. W każdym razie, film opowiada tę samą historię, ale w zupełnie inny, wiarygodniejszy sposób. Para głównych bohaterów - Noah i Allie - wspólnie przeżywa najpiękniejsze wakacje ich życia, lecz wraz z końcem lata, para musi się ze sobą rozstać. Kiedy oglądałam scenę ich ostatniej rozmowy czułam się kompletnie rozdarta wewnątrz. Przecież oni tak bardzo się kochali, dlaczego ich bajka musiała dobiec końca? Przyznam, że już dawno żaden romans nie wzbudził we mnie tylu uczuć i tak mocno nie wciągnął w akcję. Dalsze wydarzenia nie były dla mnie mniej emocjonujące; ponowne spotkanie po latach Allie i Noaha przeżyłam równie mocno, co i początki ich znajomości. 
   Z czystym sumieniem stwierdzam, że jest to jeden z najlepszych filmów romantycznych, jaki kiedykolwiek widziałam. Żałuję, że przez tak długi czas byłam do niego uprzedzona, ale ta niechęć wydaje mi się zrozumiała i uzasadniona. Skoro już odważyłam się obejrzeć "Pamiętnik", to teraz chyba pora zabrać się za "Zanim się pojawiłeś", bo co do niego również mam ogromne wątpliwości.


źródło: suwalls.com

   Jestem pewna, że słyszeliście o którymś z wymienionych wyżej filmów. Co sądzicie na ich temat? Czy znacie może jakieś inne ciekawe produkcje, którymi chcielibyście się podzielić? Piszcie <3

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

04 marca 2018

Zdobycze lutego :D

Hejka!
   Mimo, iż mróz nie odpuszcza, i nie zapowiada się, aby ocieplenie przyszło w tym roku prędko, w mojej biblioteczce w końcu zapanowała wiosna! Po kilku miesiącach nudy, w końcu ona ożyła i wzbogaciła się o kilka nowych, ciekawych tytułów, o których pragnę Wam dziś co nieco powiedzieć. Zapraszam!


Orange #6
Takano Ichigo


źródło: waneko.pl/nasze-mangi/?manga_id=94&tom_id=6

   Byłam bardzo zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że Waneko wydało szósty tom z serii "Orange", bowiem wszystko wskazywało na to, że manga jest już zakończona. Cieszę się jednak, że autorka wpadła na pomysł ukazania pewnych wydarzeń z perspektywy jednego z moich bohaterów - Suwy - i umieściła to w owym tomie. 
   Spodziewałam się, szósta część "Orange" będzie swoistą kontynuacją poprzedniego tomu, lecz jak się okazuje, przedstawia ona przyszłość bohaterów, w której SPOILER nie udało im się uratować Kakeru; innymi słowy ukazuje tą "pierwotną wersję" ich losów. KONIEC SPOILERU. Uważam to za całkiem udany pomysł, chociaż muszę też przyznać, że równie chętnie sięgnęłabym po kontynuację wydarzeń z piątego tomu.
   Emocje, jakimi przepełniona jest ta cześć, są nie do opisania! Każda strona, każdy kard! Historia Suwy daje dużo do myślenia i skłania do naprawdę głębokiej refleksji dotyczącej tego, czyje szczęście jest ważniejsze i czy jesteśmy w stanie zastąpić komuś najbliższą osobę. Z niecierpliwością czekam na dalsze tomy, które - jak twierdzi sama autorka - mają się kiedyś pojawić. 

Kształt twojego głosu
Yoshitoki Oima


źródło: www.kotori.pl/nasze-wydania/ksztalt-twojego-glosu/

   Zakup tej mangi był z mojej strony dość spontaniczną decyzją, gdyż tak naprawdę wahałam się pomiędzy kupnem pierwszego tomu "Noragami", a kontynuowaniem serii "Wzgórze Apolla". Uznałam jednak, że mam ochotę na coś, z czym jeszcze nigdy wcześniej nie miałam styczności, i tym sposobem mój wybór padł na "Kształt twojego głosu". Początkowo miałam lekkie wątpliwości, czy opowieść o młodym chłopaku i jego głuchej znajomej przypadnie mi do gustu, gdyż dość rzadko sięgam po tego typu tematykę, ale postanowiłam zaryzykować i kupiłam pierwszy tomik. Dotychczas przeczytałam zaledwie dwa rozdziały, ale mimo to mam same pozytywne odczucia. Staranna i urocza kreska oraz obiecująco rysująca się fabuła, skłaniają mnie do przeczytania tego tomu w całości w najbliższych dniach.

W stronę lasu świetlików
Yuki Midorikawa


źródło: waneko.pl/nasze-mangi/?manga_id=89&tom_id=13

   Bardzo lubię serię jednotomówek od Waneko, ponieważ zawsze znajdę wśród nich coś dla siebie. Tym razem postanowiłam sięgnąć po "W stronę lasu świetlików", do czego zachęciła mnie w dużym stopniu znajomość anime "Hotarubi no mori e". Poza tą historią - oraz krótkim do niej dodatkiem -tomik zawiera także dwa inne one-shoty o tematyce młodzieżowej. Ze względu na średnio estetyczną kreskę, nie powiedziałabym, że "W stronę lasu świetlików" jest szczególnie wybitnym zbiorem, ale mimo wszystko ujął mnie on ciepłem każdej z wartych w nim historii. 

Eliza i jej potwory
Francesca Zappia


źródło: lubimyczytac.pl/ksiazka/4805884/eliza-i-jej-potwory

   Dostałam tę książkę w prezencie od moich współlokatorek. Nigdy nie słyszałam o tym tytule, dlatego w pierwszym momencie byłam zaskoczona i nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać. Wystarczył jednak rzut okiem na opis fabuły by się przekonać, że ta książka nie powinna mnie zawieść:
Eliza ma 18 lat i jest prawdziwą ekscentryczką i nerdem, a do tego boryka się z chorobliwą nieśmiałością oraz brakiem jakichkolwiek znajomych. Drwiny, wyzwiska, przemykanie pod ścianami i nieustanne okupowanie swojego pokoju - tak wygląda jej życie w realu. W internecie za to jest LadyKonstelacją, ekstremalnie popularną na całym świecie autorką komiksu Morze potworne. Ma tam też swoją niewielką, ale wierną grupę wsparcia. Funkcjonuje więc właściwie tylko w sieci, rzeczywistości poświęcając tak mało uwagi, jak tylko się da.
I wtedy do jej szkoły trafia Wallace, były futbolista, a obecnie fan Morza potwornego i twórca fanfików na jego temat, który sprawia, że Eliza zaczyna dopuszczać do siebie myśl o życiu poza siecią. Hm, może związki międzyludzkie mają jakiś sens?
Ona i Wallace stają się sobie coraz bliżsi, dziewczyna nie chce jednak ujawnić mu swojej tajemnicy. Problem w tym, że z sekretów nigdy nie wynika nic dobrego i przez nie cały kruchy świat Elizy może runąć z hukiem… I jak wtedy stawić czoła swoim lękom? Jak pokonać własne potwory? Czy da się być blisko z kimś w realu? *
   Nie tylko fabuła tej powieści wywarła na mnie dobre wrażenie, ale i również jej ciekawa oprawa graficzna oraz liczne rysunki znajdujące się wewnątrz. Jak na razie "Eliza..." czeka na swoją kolej na mojej półce, gdyż na ten moment zamierzam przeczytać "Zamek w chmurach"  Diany Wynne Jones.

Łzy bogini Nuwy
Jurdic, Manuro


źródło: empik.com

   Absolutnie unikatowy komiks w mojej biblioteczce! Natrafiłam na niego zupełnie przypadkiem, podczas przeglądana różnych ofert na stronie internetowej Bonito. "Łzy bogini Nuwy" jest to komiks paragrafowy, czyli to my mamy w nim władzę nad tym, jak potoczą się dalsze losy głównej bohaterki. Każdy z kadrów zawiera odnośniki do kolejnych, i to od naszych wyborów zależy, jak zakończy się historia. 
   Fabuła gry krąży wokół kradzieży boskich pędów ze świątyni bogini Nuwy, czego dokonała trójka groźnych złodziei. Jako łowczyni nagród, otrzymujemy zlecenie odnalezienia złoczyńców, odebrania im pędów oraz dostarczenia ich do świątyni przed zachodem słońca. W każdej z rozgrywek udało mi się złapać przynajmniej jednego ze złodziei i jest pewna kwestia, na którą jak dotąd nie znalazłam odpowiedzi, a mianowicie- właściwie dlaczego oni dokonali tej kradzieży? Jaki przyświecał im cel? Po co? Na co? Mam nadzieję, że jeszcze gdzieś uda mi się na to natknąć, ponieważ ich motyw wydaje mi się dość istotny w całej tej historii. 
   "Łzy bogini Nuwy" nie należy do najłatwiejszych gier, w jakie grałam. Dość łatwo jest stracić mnóstwo punktów żywotności i czasu, na które należy zwracać uwagę podczas rozgrywki. Nietrudno też o błędne decyzje, które w kilku przypadkach doprowadziły mnie do nieszczęśliwego zakończenia. Póki co, rozegrałam ok. dziesięć partii gry i jak dotąd ani razu nie udało mi się wygrać. Nie dotarłam również do znacznej ilości kadrów, które mam nadzieję wkrótce odnaleźć. 
   Stosunkowo irytującą cechą tej gry jest jej mechanika, która wymaga od gracza ciągłego wertowania i przewracania stronami, co początkowo jest dość mocno denerwujące. Mimo wszystko da się to przeboleć, a po jakimś czasie nawet przestaje się na to zwracać uwagę. 
   Pomimo pewnych wad, jakie rzucają się w oczy w trakcie gry, "Łzy bogini Nuwy" jest jednym z najciekawszych komiksów na jaki się natknęłam i mam zamiar powiększyć moją biblioteczkę o co najmniej dwa kolejne komiksy paragrafowe. 



źródło: foxgames.pl/lzy-bogini-nuwy/

   Czy mieliście już wcześniej styczność z tymi tytułami? Co sądzicie o komiksach paragrafowych? Czekam na wasze odpowiedzi w komentarzach! 

See you
Kamila

* Lubimy Czytać, Eliza i jej potwory, http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4805884/eliza-i-jej-potwory (Dostęp: 04.03.2018)
UDOSTĘPNIJ TEN POST

19 lutego 2018

Kulturoznawstwo międzynarodowe UJ - pierwszy semestr

Hejka!
   Sesja zimowa już jakiś czas za mną. Z racji tego, że udało mi się zdać wszystkie egzaminy w pierwszym terminie, mam całe dwa tygodnie ferii dla siebie! Skoro więc w końcu znalazłam więcej czasu na nadrobienie zaległości we wpisach na blogu, postanowiłam spełnić daną Wam w poprzednim poście obietnicę i scharakteryzować przebieg pierwszego semestru moich studiów. Zapraszam! 

 Skąd pomysł na post?

   Wybierając się na kulturoznawstwo międzynarodowe nie byłam do końca pewna, z czym wiąże się ten kierunek oraz co mnie może na nim spotkać. Na internecie - poza stroną Instytutu Studiów Międzykulturowych i innych jednostek UJ - nie znalazłam żadnych rzetelnych informacji na temat przebiegu tych studiów, co wprawiło mnie w niemałą konsternację. Wszelkie konwersacje dotyczące kulturoznawstwa, na jakie natknęłam się na studenckich forach, albo pochodziły sprzed dziesięciu lat, albo ograniczały się do komentarzy typu: "po kulturoznawstwie czeka cię świetlana przyszłość w McDonaldzie" lub "e tam, lepiej iść na coś innego"; innymi słowy- totalny chaos i zupełna dezinformacja. Jakiś czas temu przypomniałam sobie o owym problemie i uznałam, że moje doświadczenia związane z poprzednim semestrem mogłyby pomóc komuś, kto jest/będzie w podobnej sytuacji, co ja. Zainspirowana swoimi przeżyciami - oraz wpisami Mirabell o jej studiach na Uniwersytecie Gdańskim - postanowiłam stworzyć ten oto post. Liczę, że choć odrobinę pomoże on przyszłym studentom UJ lub być może zachęci kogoś do podjęcia nauki na kulturoznawstwie.

Lista przedmiotów

   W tym semestrze miałam łącznie sześć regularnych przedmiotów, nie wliczając w to wf, oraz musiałam odbyć szkolenie uniwersyteckie i szkolenie bhp.

   Lista przedmiotów na semestr zimowy:
- filozofia (wykład i ćwiczenia) - opowieści studenckie mojej mamy oraz jej niechęć do tego przedmiotu sprawiły, że byłam przygotowana na najgorszą katorgę na zajęciach z filozofii, ale okazało się, że nie było wcale tak źle. Nasz wykładowca był bardzo konkretny w kwestii materiału i wszystko co opowiadał było zwięzłe, sensowne i zrozumiałe. Jednakże, wystarczyła zaledwie sekunda braku skupienia i momentalnie traciło się cały wątek. Nie ukrywam, był to jeden z najbardziej wymagających wykładów, ale będę go miło wspominać ze względu na naszego wykładowcę. Ćwiczenia wymagały z kolei przygotowania się z wybranego przez wykładowcę tekstu filozoficznego np. fragmentu "Uczty" Platona, który następnie omawialiśmy wspólnie na zajęciach. 
- współczesna literatura światowa (wykład i ćwiczenia) - głównymi tematami naszych zajęć były najpopularniejsze nurty we współczesnej literaturze światowej, czyli m.in. teatr absurdu, realizm magiczny oraz postmodernizm, któremu poświęciliśmy szczególnie dużo uwagi. Omówiliśmy pokrótce twórczości mnóstwa autorów, z czego najwięcej było tych pochodzących z Japonii i Rosji. Moim ulubionym wykładem był zdecydowanie ten, o zeszłorocznym laureacie literackiej Nagrody Nobla - Kazuo Ishiguro. Ćwiczenia wyglądały zupełnie tak samo jak te z filozofii. 
- wstęp do nauk o kulturze (wykład i ćwiczenia) - najważniejszy przedmiot w całym tym semestrze, który - na moje własne nieszczęście - akurat dla mnie okazał się najgorszym ze wszystkich. Podczas wykładów bardzo często rozpraszałam się i zupełnie traciłam kontakt z rzeczywistością, przez co moje notatki były niekompletne i w wielu miejscach dziurawe. Wiele z wykładów dotyczyło wyjątkowo oczywistych i ogólnie wiadomych spraw jak np. relacje pomiędzy mężczyznami a kobietami, przez co uznałam, że nawet nie warto zaprzątać sobie głowy notowaniem. To był błąd. Ucząc się na egzamin z tego przedmiotu przeżywałam jeden wielki dramat, ale mimo wszystko jakoś udało mi się go zaliczyć. 
   Tematyka wykładów krążyła wokół definicji kultury i cywilizacji, powiązań w rodzinie, ciała biologicznego i kulturowego, kultury i natury oraz samego kulturoznawstwa i studiów kulturowych. Wykład, który najbardziej zapadł mi w pamięć to ten o... kanibalizmie. Czy ktoś z obecnych tutaj czytelników miałby ochotę dowiedzieć się czegoś o kanibalizmie medycznym i kulturowym? Jak tak, to akurat mam z tego całkiem niezłe notatki! Jeszcze co do ćwiczeń- miały one formę luźnych konwersatoriów, które dotyczyły zagadnień poruszanych w trakcie wykładów. 
- dzieje obyczajów (wykład) - bardzo sympatyczny kurs prowadzony przez bardzo sympatycznego wykładowcę. Przedmiot ten obejmuje swoją tematyką kwestie rodziny, małżeństwa, kobiety oraz dziecka na przestrzeni dziejów, od I w.n.e. aż po wiek XX. Kulturowo nie wychodziliśmy poza Europę, w której skupiliśmy się szczególnie na Włoszech, Wielkiej Brytanii oraz Francji. Najciekawszymi dla mnie wykładami były te o roli rodziny w XIX i XX wieku oraz o dobrym smaku, rozumianym zarówno jako gust kulinarny ale i godne zachowanie. 
- religie świata (wykład) - zaraz obok filozofii, jeden z najbardziej wymagających dla mnie wykładów. Omówiliśmy częściowo kilka największych religii, z czego całkowicie pominęliśmy chrześcijaństwo (najprawdopodobniej założeniem kursu było poznanie obcych dla nas religii, gdyż z chrześcijaństwem, jako religią dominującą w Polsce, mamy ciągłą styczność). Zapamiętanie tych wszystkich świętych pism danych religii to była istna katorga... Mimo wszystko, udało mi się jakkolwiek poszerzyć moje horyzonty i dowiedzieć wielu nowych rzeczy.
   W ramach zaliczenia przedmiotu byliśmy zobowiązani wybrać jeden z tekstów naukowych, dotyczący danej religii, a następnie streścić go na egzaminie. Spośród ich dość sporej puli, jaką zaproponował nam wykładowca, postanowiłam omówić tekst Adiny Zemanek, o wybranych aspektach kobiecości w Konfucjanizmie. Wybrałam ten tekst ze względu na moje zainteresowanie Azją oraz patrzyłam również na fakt, że miałam już pewną wiedzę w tym temacie dzięki książkom Lisy See, które namiętnie czytałam w liceum.
- historia kina światowego (wykład) - początkowo nie przepadałam zbytnio za tym przedmiotem lecz jeden z ostatnich wykładów przekonał mnie, że jednak warto było na niego uczęszczać. Chodzi mi w tym momencie o wykład poświęcony kinu gangsterskiemu. Cóż, filmy z tego gatunku nigdy nie należały do moich ulubionych, a niekiedy wręcz unikałam ich na wszelkie możliwe sposoby, gdyż zupełnie nie wpasowywały się w kanon moich upodobań. Jednakże w trakcie wykładu, podczas którego wykładowca dość szczegółowo omówił historię powstania owego gatunku i przedstawił jego najbardziej charakterystyczne cechy, jakimś cudem nabrałam ochoty na obejrzenie filmu gangsterskiego. Jeszcze tego nie zrobiłam, ale póki mam ferie, koniecznie muszę to nadrobić!

Fakultety

   Poza regularnymi przedmiotami, miałam dodatkowo wybrać dla siebie dwa dowolne fakultety.

   Moja lista fakultetów na semestr zimowy:
- kulturotwórcza rola mitu (wykład) - jeżeli miałabym być szczera, to zapisując się na ów fakultet spodziewałam się czegoś zupełnie innego od tego, co zastałam na zajęciach. Chyba liczyłam na bardzo lekki wykład, na którym poruszane by były głównie kwestie panteonów przeróżnych mitologii. W zasadzie panteony niby były, ale nie w takiej formie, jakiej oczekiwałam. Jak sama nazwa przedmiotu wskazuje, w trakcie kursu skupiliśmy się na wpływie przeróżnych mitów na kulturę, ale również omówiliśmy różnicę pomiędzy mitami a naukowymi faktami, sporo czasu poświęciliśmy mitom kosmogonicznym oraz poruszyliśmy kwestię mitów współczesnych. 
   W ramach zaliczenia przedmiotu, mieliśmy napisać wypracowanie na wybrany przez nas temat, a jakiś czas później "obronić" swoją pracę przed całą grupą. Uznałam, że dobrze będzie wybrać coś z kręgu moich zainteresowań, więc skoro tak się złożyło, że jestem ogromną fanką romansów, postanowiłam sięgnąć po mit Amora i Psyche i poświęcić mu całe moje wypracowanie. Wygrzebałam w czytelni Biblioteki Jagiellońskiej egzemplarz "Bajki o Amorze i Psyche" z 1911 roku, który posłużył mi za swego rodzaju bazę. Co do samej treści wypracowania, skupiłam się w nim na symbolice, jaka pojawia się w micie, oraz na jej szerokim wykorzystaniu przez różnej maści artystów. Na sam koniec poruszyłam również kwestię wywodzących się z mitu toposów i motywów, których można doszukać się większości baśni i popularnych współcześnie romansów. Muszę przyznać, że wyszło mi to dość zgrabnie! 
- kod Biblii (wykład) - fakultet prowadzony przez tego samego wykładowcę, z którym miałam religie świata oraz wyżej omawiany przedmiot. Wbrew oczekiwaniom większości, kurs wcale nie dotyczył doszukiwania się w Biblii tajemnych informacji i znaków (było to wspomniane, ale bardziej w ramach ciekawostki), lecz w dużej mierze poruszał kwestię jej wpływu na kulturę; trochę taka "kulturotwórcza rola Biblii". Rozmawialiśmy na temat motywów biblijnych w sztuce, kultury żydowskiej w kontekście Starego Testamentu oraz dość szczegółowo omówiliśmy strukturę Biblii, w tym kilka wybranych przez wykładowcę ksiąg. 
   Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką dowiedziałam się w trakcie tego kursu jest to, że Tora to wcale nie jest Stary Testament! Ja przez cały ten czas żyłam w przekonaniu, że jest inaczej; myślałam, że Tora = Stary Testament. Tora jest to zaledwie pięć ksiąg Starego Testamentu (Księga Rodzaju, Wyjścia, Kapłańska, Powtórzonego Prawa i Liczb). Stary Testament nie nosi nazwy Tora, lecz Tanach. Słowo Tanach jest to skrót od nazw trzech zbiorów ksiąg, z jakich składa się Stary Testament, a są to: Tora (Prawo), Newiim (Prorocy, czyli pisma prorockie), Ketuwim (Pisma, czyli pozostałe księgi). Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to było spore zaskoczenie, dowiedzieć się czegoś takiego. Dajcie mi koniecznie znać, czy też byliście przekonani o tym, że Tora to inaczej Sary Testament! 

Dodatkowe informacje

   W tej części chciałabym zawrzeć choć garść informacji, która może być korzystna dla osób zainteresowanych studiowaniem kulturoznawstwa międzynarodowego na UJ. Pierwsza i chyba najważniejsza rzecz- nie spodziewajcie się, że będziecie mieć zajęcia w centrum Krakowa. Instytut Studiów Międzykulturowych, który oferuje wcześniej wspomniany kierunek, mieści się przy ulicy Gronostajowej w dzielnicy Dębniki, która oddalona jest od centrum miasta o jakieś pół godziny. Żeby było ciekawiej, niemal wszystkie akademiki UJ mieszczą się w dzielnicy Krowodrza, czyli dosłownie pół godziny drogi od Kampusu. Szybki transport komunikacją miejską jest możliwy, ale często trzeba kombinować z przesiadkami. Dlatego, aby jak najbardziej zmniejszyć koszty dojazdu, polecam zainwestować w miejską kartę semestralną, która jest możliwa do kupienia w specjalnych punktach MPK za okazaniem legitymacji studenckiej. Koszt takiej karty wynosi nieco ponad 180 zł, ale jest ważna przez najbliższe pięć miesięcy, więc przy częstych przesiadkach jest to bardzo opłacalna inwestycja.
   Dla tych, którzy mieli już jakąkolwiek styczność ze studiami, dziurawy i skomplikowany plan zajęć nie jest niczym dziwnym, ale dla kogoś, kto dopiero rozpoczyna swoją przygodę na uczelni, może to być naprawdę irytująca i niezrozumiała rzecz. Otóż w wielu przypadkach trudno o dzień, w którym zajęcia zaczynałyby się rano i następowałyby po sobie bez żadnych dłuższych przerw. Często bywa tak, że zajęcia odbywają się w godzinach wieczornych, albo są rano, a po kilkugodzinnej przerwie jest jeszcze jeden wykład wieczorem. Bądźcie przygotowani na takie ekscesy, co niestety na studiach jest w zupełności normą. Piszę niestety, gdyż często taki układ dnia bardzo psuł mi wszelkie inne plany.
   Rejestracja na fakultety to istna walka na śmierć i życie. Jeszcze 20 minut przed rozpoczęciem tury czyha się przez cały czas na USOSie, i co jakiś czas odświeża się stronę. Gdy nastaje wielkie otwarcie, wszyscy rzucają się jak dzicy na ich upatrzone fakultety i nierzadko bywa tak, że już po pierwszej minucie rejestracji wszystkie miejsca na danych kursach są permanentnie zajęte. Dlatego bądźcie czujni! Nie śpijcie, tylko odświeżajcie USOS! A jeszcze co do samego tego systemu, przez pierwsze miesiące był on dla mnie istną czarną magią, ale po jakimś czasie udało mi się ogarnąć. Podobnie jest z Biblioteką Jagiellońską- potrzeba mi było kilku prób, żebym jakkolwiek pojęła sposób jej funkcjonowania. Także jeżeli będziecie mieć z nimi problem to nie martwcie się- to nie jest takie trudne do ogarnięcia, jak się wydaje.


Jedna z sal wykładowych na Kampusie 600-lecia, gdzie mam zajęcia

   Póki co jestem bardzo zadowolona z mojego kierunku studiów i liczę, że uda mi się pozostać na nim tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Następny semestr już za niedługo, a wraz z nim zupełnie inne przedmioty i nowy - jeszcze bardziej podziurawiony - plan zajęć. Trzymajcie za mnie kciuki!
   Zdaję sobie sprawę, że relacja z pierwszego semestru to niewystarczające źródło informacji na temat danego kierunku studiów, dlatego podejdźcie do tego posta z lekkim dystansem. Mimo wszystko chcę choć częściowo zapełnić tę wielką internetową dziurę, która aż zionie od braku jakichkolwiek relacji na temat kulturoznawstwa na UJ.

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.