14 października 2017

Oryginał czy remake?- recenzja "Linii życia" z 2017 i 1990 roku

Hejka!
   W ostatnim czasie, na ekrany kin powracają znane i cenione przez wielu widzów produkcje, tyle że w nieco innych, odświeżonych formach. Do tego szerokiego grona, dołączył w tym roku także remake "Linii życia", którego premiera obiła się w Polsce bez szerszego echa. Jednakże już po pierwszych seansach pojawiły się opinie, że nowsza wersja w niczym nie dorównuje tej oryginalnej z 1990 roku. Bardzo zaciekawiło mnie, czy internauci mieli pod tym względem rację, więc postanowiłam porównać ze sobą obydwie te produkcje. Obejrzałam każdy z filmów i wnioski, które udało mi się wysnuć, przedstawię Wam luźno w dzisiejszym poście. Zapraszam!
   UWAGA! MOŻLIWE SPOILERY!


źródła: movieweb.com, denofgeek.com

Informacje ogólne
Produkcja
Stany Zjednoczone   /   Stany Zjednoczone
Czas trwania
110 min   /   115 min
Gatunek
horror, sci-fi   /   thriller, sci-fi
Rok produkcji
2017   /   1990

   Przeszłość zapuka do twoich drzwi w momencie, kiedy się jej najmniej spodziewasz. Gdy grupa studentów medycyny zaczyna eksperymentować ze śmiercią kliniczną, budzą się ich wewnętrzne demony, które żądają zapłaty za popełnione przez nich grzechy. Bohaterowie stopniowo zatracają się w swoich mrocznych wizjach, przez co stają się jeszcze bliżsi śmierci, niż byli wcześniej. Doświadczenie, które miało im przynieść sławę i ogromną karierę, swoimi skutkami zaczyna stopniowo doprowadzać ich do obłędu.
   Jestem mocno zawiedziona postawą twórców nowej wersji "Linii...". Odtworzyli - czy może raczej powielili - scenariusz oryginału niemal kropka w kropkę, nie dodając przy tym nic szczególnego od siebie. Doświadczenia, motywacje oraz przewinienia z przeszłości bohaterów, zarówno tej nowszej jak i starszej wersji, są bardzo podobne do siebie; każdy z bohaterów miał swój delikatnie zmieniony odpowiednik. Szkoda, bo odrobina różnorodności mogłaby uatrakcyjnić seans.
   Zapewne celem twórców nie było stworzenie kontynuacji oryginału, jednakże gdyby postanowili oni pójść właśnie w tym kierunku i pociągnęli dalej historię z 1990 roku, ten film prezentowałby się o wiele lepiej. Idealną okazją byłoby wykorzystanie obecności w ekipie Kiefera Sutherlanda, który wcielił się tutaj w postać doktora Wolfsona. Dlaczego o nim wspominam? Otóż Sutherland wystąpił również w poprzedniej wersji "Linii..", i to jako jeden z głównych bohaterów. Dlatego zamiast wpychać do scenariusza postać doktora Wolfsona, twórcy mogli postawić na jego miejscu bohatera oryginału, również jako doktora, który np. odkrywa eksperymenty swoich studentów i znając tego skutki, stara się powstrzymać ich przed dalszymi badaniami. Owy zabieg wniósłby naprawdę wiele do historii i mógłby nadać jej zupełnie inny przebieg. Zastanawia mnie tylko, dlaczego nikt nie podjął się jego realizacji? Nie chce mi się wierzyć, że nikt nie wpadł na podobny pomysł; wydaje mi się on aż zbyt oczywisty. W takim razie, czy twórcy natknęli się na pewne problemy w trakcie jego realizacji i pozostało im tylko ścisłe trzymanie się scenariusza oryginału? Cóż, w tej kwestii pozostaje nam jedynie gdybać.
 

źródło: spoilerfreemoviesleuth.com

   Podczas gdy oryginał skupia się na budowaniu napięcia i nie atakuje nas z każdej strony postaciami wyskakującymi zza cienia i samo otwierającymi się drzwiczkami, "Linia.." z tego roku na każdym kroku stara się wywołać w nas poczucie strachu (właśnie wcześniej wymienionymi sposobami), tyle że z miernym skutkiem. Ze względu na słabe nerwy, nie należę do miłośników kina grozy, jednakże nawet i na mnie te usilne zabiegi nie zrobiły większego wrażenia. Nie twierdzę, że przedstawienie tej historii w nieco mroczniejszy i bardziej horrorowy sposób było błędne. Ależ skąd! Dodało to odrobinę różnorodności, której brakowało mi w przypadku fabuły. Szkoda tylko, że postawiono tutaj na tanie i typowe chwyty, które kompletnie zawiodły i pozostawiły potworny niedosyt.
   Efekty specjalne są zdecydowanie największym plusem nowszej wersji "Linii..." i stanowią również element, który szczególnie przykuł moją uwagę. Wykonano je z dużą dbałością, co naprawdę cieszyło moje oko, a do tego odegrały istotną rolę w wielu kluczowych dla fabuły momentach (w razie wszelkich wątpliwości, nie chodzi mi tutaj o te efekty horrorowe). Również lokacje, gdzie rozgrywają się poszczególne wydarzenia filmu - zimne, przepełnione chłodnymi kolorami - mają swój specyficzny klimat. Pod tym względem jednak, znów wygrywa  u mnie oryginał. Jego twórcy postanowili umieścić akcję w obiektach o bardzo strzelistych formach, które niekiedy łudząco przypominały kościoły (kilka z nich chyba rzeczywiście nimi było), co tylko spotęgowało we mnie poczucie niepokoju. Podobne wrażenia towarzyszą mi w kwestii muzyki- w nowszej wersji była ona poprawna, wpasowywała się w tło, jednakże nie utkwiła w mojej pamięci na dłużej. Zaś soundtrack oryginału chodzi mi po głowie już od dłuższego czasu. Jego lekko psychodeliczne brzmienie bardzo wprowadziło mnie w nastrój filmu i pozwoliło mi lepiej poczuć historię, jaką opowiadał.
 

   Dobra, to teraz czas się do czegoś porządnie przyczepić. Rozumiem, że twórcy oryginału nie dysponowali wówczas takimi sprzętami, jakie są dostępne w dzisiejszych czasach, ale błagam... Te chamsko postawione na środku kadru świece dymne, doprowadzały mnie momentami do szału. I to nie był pojedynczy przypadek, tego nazbierałoby się całkiem sporo. Efekty ze sztuczną mgłą są nie najgorsze, ale plizzz. Przydałaby się w tym odrobina umiaru!
   Na samym końcu chciałabym poruszyć kwestię bohaterów. Tak jak już wcześniej wspomniałam, wersja z tego roku w zaledwie niewielkim stopniu różni się od tej pierwotnej, i odnosi się to szczególnie do losów każdej z postaci. Odniosłam jednak wrażenie, jak gdyby motywy bohaterów z nowszej wersji były nieco bardziej klarowne, a już w szczególności jeżeli chodzi o Courtney, która zainicjowała eksperymenty ze śmiercią kliniczną. Czuję też, że w pewien sposób byli mi oni bliżsi i lepiej potrafiłam wczuć się w ich sytuację. Czyżby to było spowodowane tym, że bardziej identyfikuję się z ich problemami? Są dla mnie bardziej aktualne przez to, że mają miejsce we współczesności? Nie mam bladego pojęcia, czy ten trop jest słuszny. 


źródło: Columbia Pictures Corporation

   Pomimo wszelkich negatywnych opinii oraz zmarnowania swojego potencjału, remake "Linii życia" zasługuje na uwagę i wiele sobą prezentuje. Mimo, że momentami rozczarowuje i stosuje bardzo banalne zagrania, sięgnięcie po niego nie uważam za stratę czasu. W porównaniu do swojego pierwowzoru nie wypada ani blado ani nijak; wiele mu brakuje, ale wciąż stoi na przyzwoitym poziomie. 
   Na pytanie, co lepiej oglądnąć, czy oryginał czy remake, nie mam dla Was jednoznacznej odpowiedzi. Obejrzyjcie obydwa te filmy aby mieć pełne rozeznanie, co w danym było lepsze, a co gorsze. 

Ocena dzieł

Fabuła
3/5   /   4/5
Bohaterowie
4/5   /   3/5
Wykonanie
4/5   /   3/5
Subiektywne odczucie
3/5   /   4/5

Ostateczny wynik
7/10   /   7/10


See you
Kamila

PS 1 Pierwszą wersją "Linii..." jaką oglądnęłam był remake z tego roku i widziałam go w Multikinie w dniu polskiej premiery. Byłam wtedy z przyjaciółką. Zajęłyśmy najlepsze miejsca, czyli pośrodku najwyższego rzędu, gdzie czułyśmy się jak królowe. Do tego, byłyśmy zupełnie same na ogromnej sali przez calusieńki seans! Cóż, było coś koło 15:00, więc o tej porze nie było zbyt wielu ludzi w kinie, i też samo to kino nie jest zbyt popularne w naszej okolicy, więc nie dziwię się, że skończyłyśmy jako same na sali. Ale mimo wszystko, to było ciekawe doświadczenie!
PS 2 Przepraszam Was za tak długą nieobecność (już który raz to robię!). Jakiś czas temu rozpoczęłam studia i powoli zaczynam dochodzić do ładu z moimi obowiązkami i przyzwyczajam się do nowego trybu życia. Przeprowadziłam się też do akademika, gdzie na szczęście trafiłam na mnóstwo miłych osób, w tym na sympatyczne współlokatorki. We wrześniu z kolei, odwiedziła mnie moja przyjaciółka z Niemiec, którą poznałam na wymianie w liceum. Przenocowałyśmy kilka dni w Krakowie i następne dni albo spędzałyśmy na zwiedzaniu okolicznych atrakcji jak np. galeria obrazów Beksińskiego w sanockim zamku, albo wspólnie oglądałyśmy filmy i rozmawiałyśmy do późnej nocy. Wiele się w ostatnim czasie działo, dlatego proszę Was o wybaczenie za tak długą ciszę z mojej strony. 
UDOSTĘPNIJ TEN POST

04 września 2017

Liebster Blog Award #3

Hejka!
   Jakiś czas temu znalazłam na blogu pisarki iluzji pytania do Tagu Liebster Blog Award i uznałam, że bardzo chętnie na nie odpowiem. Zapraszam!

Czy trudno jest poznawać ludzi?


źródło: colorel11.tumblr.com

   Wydaje mi się, że tak. Często potrzeba sporo odwagi by się przełamać i zrobić ten pierwszy krok. Do tego trzeba mieć na uwadze liczne rozczarowania, a także i to, że nie każdy w pełni zaakceptuje naszą osobę. To wszystko jest bardzo oczywiste, ale gdy zależy komuś na poznaniu nowych ludzi, łatwo o tym zapomnieć.

Czy jest chwila, którą chciałabyś przeżyć jeszcze raz?


źródło: soupsane.tumblr.com

   Bardzo chciałabym cofnąć się do czerwca zeszłego roku, kiedy to pojechałam do Niemiec w ramach szkolnej wymiany. Drugiego dnia pobytu, wybraliśmy się całą grupą do parku rozrywki Phantasialand, gdzie spędziliśmy niemal cały dzień. Mimo to, że co chwila padało i byłam przemoczona do suchej nitki, nigdy nie bawiłam się tak dobrze i nigdzie nie spędziłam tak ciekawie wolnego czasu. Z tego wszystkiego najmilej wspominam jazdę kolejką, gdzie wszędzie otaczała nas woda i wagon robił co chwilę dzikie skręty w różne strony. To było niesamowite przeżycie!
   Chętnie cofnęłabym się również do któregoś z naszych wspólnych wypadów z moją najlepszą przyjaciółką, do rodzinnej Wigilii z 2011 roku (mam do niej szczególny sentyment) i do dnia, którego dostałam moją świnkę morską - Malinkę (już świętej pamięci, niestety). 

Jakie jest najpiękniejsze miejsce, jakie dano Ci szansę ujrzeć?


źródło: elf-love.blogspot.com

  Podczas licznych wycieczek i spacerów, udało mi się dotrzeć do wielu cudownych i barwnych miejsc, jednakże to właśnie te zapuszczone i zapomniane, wywołują we mnie najwięcej emocji i najchętniej wracam do nich myślami. Nie potrafię wybrać, które z nich jest dla mnie najpiękniejsze, więc opowiem Wam o jednym z nich. Jako pierwszy nasuwa mi się na myśl mój stary "bar", który pełni teraz funkcję składzika na drewno.
   Kiedy byłam dzieckiem, uwielbiałam spędzać wakacje z moimi kuzynami i zawsze mieliśmy całą masę pomysłów, jak zapełnić sobie czas. Pewnego dnia, kiedy przyjechali do mnie w odwiedziny, zaproponowałam im zabawę w bar. Na podwórku koło szopy, znajdowała się mała zadaszona wnęka z różnymi rupieciami, którą rodzice pozwolili nam zagospodarować na czas naszej zabawy. Przynieśliśmy tam z piwnicy mnóstwo starych garnków i plastikowych opakowań, które posłużyły nam za naczynia. Mój tata przeniósł nam tam starą komodę, która pełniła potem funkcję lady, a ze starego kartonu po stole pingpongowym, zrobiliśmy ścianę. Może i wszędzie walały się stare graty i pełno było pyłu, ale dla nas - a szczególnie dla mnie - to miejsce było wyjątkowe, może nawet piękne?
   Wiem, że się rozpisałam, i to w dodatku odrobinę nie na temat, ale właśnie tak chciałam odpowiedzieć na to pytanie. To miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie i dlatego postanowiłam je tutaj wyróżnić. 

Jaką umiejętność ostatnio nabyłaś?


źródło: pixiv.net

   Nie wiem, czy można to nazwać umiejętnością, ale ostatnio stałam się bardziej świadoma tego, co jem. Moje problemy zdrowotne zmusiły mnie do całkowitego odstawienia produktów z konserwantami lub innymi sztucznymi składnikami, a co za tym idzie, stałam się ostrożniejsza podczas robienia zakupów. Zanim dodam jakiś produkt do koszyka, koniecznie sprawdzam wcześniej jego skład. Pochłania to dosyć sporo mojego czasu, ale przynajmniej nie kupuję czegoś, co może wywołać u mnie niepożądaną reakcję. Udaje mi się również powstrzymywać od jedzenia szkodliwych dla mnie rzeczy, jak np. lody i chipsy, co wcześniej przychodziło mi z ogromnym trudem. Oczywiście, zdarza mi się czasem skubnąć odrobinkę tego i tamtego, ale są to naprawdę minimalne ilości. 

Czy miłość można wyrazić tylko za pomocą słów "Kocham Cię"?


źródło: pinterest.com

   Oczywiście, że nie. Miłość to nie tylko słowa, ale przede wszystkim gesty. Swoje uczucie można wyrazić tym, że zawsze jest się gotowym wysłuchać, wesprzeć i pomóc, gdy ta druga osoba jest w potrzebie. Miłość to wierność, zrozumienie i spokojne trwanie przy sobie każdego dnia. Często nie potrzeba żadnego słowa, aby ją wyrazić, chociaż czasami nawet i takie ciche "Kocham Cię" jest potrzebne. 

Jaka jest twoja reakcja na stres?


źródło: pinterest.com

   Kiedy czuję się zestresowana, staję się dosyć nerwowa i bierna. Wygląda to tak, że leżę/siedzę w jednym miejscu i nie potrafię wykrzesać z siebie energii, aby cokolwiek zrobić, a wewnątrz jestem kompletnie ściśnięta i spanikowana. Najbardziej stresująca jest dla mnie presja czasu. Kompletnie tracę wtedy zdolność logicznego myślenia i w mojej głowie panuje jeden wielki chaos. Mam wtedy ochotę zacząć biegać w kółko i krzyczeć na cały głos. Yyyh, jak ja tego nie lubię! 

Ile kilometrów pokonałaś idąc?


źródło: pinterest.com

   Jeżeli chodzi tutaj o jakiś rekord, to chyba pokonałam go spacerując po Pieninach (myślałam, że mi nogi wysiądą po drodze) i idąc nad Morskie Oko. W obydwu przypadkach nie wiem konkretnie, ile to było kilometrów, ale każda z tych tras była dla mnie mordercza. Tak to jest, jak ma się słabą kondycję...

Słowa, które najbardziej Ci utkwiły w pamięci, to...

źródło: s-media-cache-ak0.pinimg.com

   Jest wiele cytatów, które motywują mnie do działania i utkwiły mi w pamięci na długo, lecz żaden nie dał mi tak dużo do myślenia jak: "Kochaj siebie, a będziesz kochaną". Nie wiem, czyja to maksyma, ale zobaczyłam ją pierwszy raz kilka lat temu na naklejkach z kawy Mokate Cappuccino XD Jakoś uderzyło mnie to, że zawsze znajdowałam naklejkę akurat z tą myślą. Nie będę ukrywać, mam problem z samooceną, i to dlatego te słowa wywarły na mnie tak duże wrażenie. 
   Bardzo wiele znaczą dla mnie też słowa moich najbliższych. Szczególnie utkwił mi w pamięci pewien zimowy wieczór, którego to moja najlepsza przyjaciółka powiedziała mi z pełnym przekonaniem, że byłabym bardzo dobrą pisarką. Ufam jej słowom i mam nadzieję, że kiedyś rzeczywiście uda mi się zabłysnąć jako autorce.

Jaki jest najlepszy sposób na pocieszenie kogoś?


źródło: duitang.com

   Myślę, że wystarczy powiedzieć: "Pamiętaj: jestem z Tobą!". To jedno zdanie znaczy naprawdę wiele, a już szczególnie wtedy, gdy brakuje słów na skomentowanie czyjejś krzywdy. 

Książka/film/serial/cokolwiek z dzieł, co miało wpływ na Twoje życie, to...


źródło: asuka111.deviantart.com

   Nie zamierzam w tym miejscu wybierać wyłącznie jednego tytułu, gdyż wyrządziłabym tym sporą krzywdę pozostałym tworom kultury, które w jakimkolwiek stopniu wpłynęły na moje życie. Zamiast tego, pozwolę sobie wyróżnić kilka tych, które najprędzej nasunęły mi się na myśl i pokrótce opiszę, do jakich zmian udało im się przyczynić:
  • "Tokyo Mew Mew"- anime, od którego zaczęła się moja przygoda z byciem Otaku
  • "Ocalona aby mówić"- ta historia dała mi wiele do myślenia i pokazała, że zawsze warto wybaczyć
  • "Mały Książę"- w przedstawieniu szkolnym, o tym samym tytule, grałam geografa i dzięki wspomnieniom związanym z tą sztuką, pokochałam teatr
  • "InuYasha"- dzięki temu anime zbliżyłam się do kilku osób, z którymi dzisiaj utrzymuję bardzo bliski kontakt
  • "Bliss"- Muse- piosenka, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia; dzięki niej, jestem dziś ogromną fanką zespołu Muse i namiętnie słucham rockowej muzyki

Jakie osoby miały największy wpływ na Twój charakter?


żródło: soupsane.tumblr.com

   Myślę, że to moi rodzice i najbliżsi przyjaciele, mieli - i wciąż mają - najwięcej do czynienia w tej kwestii. Rodzice od samego początku uczyli mnie, co jest dobre a co złe, dbali o mój rozwój pod każdym możliwym kątem i nigdy nie odmawiali mi pomocy. Oni stworzyli dla mnie fundamenty, na których zaczęłam potem budować moje dalsze życie. 
   Gdy stałam się nieco starsza i zaczęłam poważniej podchodzić do przyjaźni i związków, dzięki licznym rozmowom, wspólnym przygodom, ale też i kłótniom, udało mi się lepiej poznać samą siebie i ukształtować poglądy na wiele rożnych spraw. Cieszę się, że udało mi się natknąć na tych wszystkich ludzi na mojej drodze, gdyż rozmowa z każdym z nich dała mi jakieś doświadczenie, może i nie zawsze pozytywne, ale każde ma dla mnie duże znaczenie. 

Moje pytania

1. Co sądzisz o swoim charakterze pisma?
2. Z którą postacią fikcyjną identyfikujesz się najbardziej?
3. Jakie są Twoje doświadczenia związane z łamaniem bariery językowej?
4. Która lektura szkolna jest Twoją znienawidzoną?
5. W jakim miejscu najchętniej spędzasz wolny czas?
6. Jakie było Twoje hobby, gdy byłeś/łaś dzieckiem?
7. Czy kolekcjonujesz jakieś przedmioty?
8. Z którą Twoją wadą starasz się najbardziej walczyć?
9. Czy podoba Ci się Twoje własne imię?
10. Z którego osiągnięcia jesteś szczególnie dumny/a?
11. Twoje muzyczne guilty pleasure, to... 

   Nominuję do Tagu wszystkich tych, którzy mają na niego ochotę. Jestem szczególnie ciekawa co do Waszych odpowiedzi na to ostatnie pytanie... 

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST

21 sierpnia 2017

Oko w oko ze śmiercią- recenzja filmu pt."Monster"

Hejka!
   Brutalne filmy akcji, w których gęsto pojawiają się przemoc oraz krew, zdecydowanie nie wpisują się w kanon moich ulubionych gatunków. Dopiero zmęczenie wywołane ciągłym oglądaniem romansów skłoniło mnie do sięgnięcia po tego typu produkcję. Padło na film pt. "Monster". Czy warto było poświęcić mu czas? Zapraszam! 


źródło: Lotte Entertainment

Informacje ogólne
Produkcja: Korea Południowa
Czas trwania: 114 min.
Gatunek: thriller, dramat
Rok produkcji: 2014

   Praca na straganie jest jedynym sposobem na to, aby Bok-Soon mogła zapewnić sobie i swojej młodszej siostrze godny byt. Jednakże wybuchowy charakter i wyjątkowo głośne zachowanie dziewczyny, często utrudniają jej znalezienie potencjalnych klientów. Gdy pewnego wieczoru, do domu bohaterki trafia mała, przerażona dziewczynka o imieniu Na-Ri, losy Bok-Soon i groźnego mordercy - Tae-Soo - powoli zaczynają się zazębiać. Otóż niespodziewana nowa lokatorka, świadek krwawej zbrodni, miała zostać zlikwidowana przez Tae-Soo, lecz ten w ramach swego rodzaju gry, pozwolił jej uciec. Ich "zabawa" ma jednak pewien warunek- każdy, kogo Na-Ri poprosi o pomoc, zginie. Pierwszą ofiarą tej makabrycznej gry, pada młodsza siostra głównej bohaterki. Ogarnięta szałem Bok-Soon postanawia zemścić się na zbrodniarzu i obmyśla plan, jak dostać go w swoje sidła. 
   Główna bohaterka tego filmu stanowi dla mnie nie mały problem, a mianowicie nie potrafię jednoznacznie określić, czy przypadła mi do gustu czy nie. Z jednej strony Bok-Soon to kochająca siostra, która dla swoich najbliższych gotowa jest poświęcić nie tylko cały swój czas, ale również i życie. Jednakże sceny, w których dramatyzuje, zwala niesprawiedliwie winę na innych (SPOILER Główna bohaterka obarczyła winą za śmierć swojej siostry małą Na-Ri. Wiem, że zrobiła to w nerwach, ale dziecku, które już i tak jest mocno wyniszczone psychicznie, nie robi się takich rzeczy. KONIEC SPOILERU) oraz jest agresywna i przesadnie zaborcza, mocno mnie do niej zniechęcały. Ostatecznie nadal waham się w ocenie tej bohaterki, ale z powodu wyjątkowo dramatycznej sytuacji, w jakiej się znalazła, jestem gotowa zapomnieć jej niektóre przewinienia i błędy. 
   W odróżnieniu od Bok-Soon, Tae-Soo od samego początku wzbudzał moje zainteresowanie. Jego postaci nie można odmówić niesamowitej charyzmy i tajemniczości, a dzieje się tak głównie za sprawą niejasnych motywów, jakimi kierował się w poszczególnych momentach. Poza agresją i gniewem, bohater nie zdradzał zbyt często swoich uczuć, przez co trudno było się domyślić, dlaczego postąpił w taki, a nie inny sposób. Jedyną obszerniejszą informacją, jaką widz otrzymuje na jego temat, jest geneza tego, dlaczego zamienił się w bezdusznego potwora. W filmie co jakiś czas ukazane są sceny związane z jego rodziną oraz dzieciństwem i to właśnie w nich należy szukać odpowiedzi. Tae-Soo musiał doznać naprawdę wielu krzywd i cierpienia jako dziecko, skoro jako dorosły stał się psychopatą, który SPOILER dodaje zmielone prochy swoich ofiar do gliny, wypala z niej garnki, a następnie ustawia na półce jako trofeum. Geniusz to wymyślał, naprawdę GENIUSZ! KONIEC SPOILERU


źródło: dramaqueen.pl

   Skoro mowa już o postaciach, warto też wspomnieć o małej Na-Ri, która wykazała się niebywałą, jak na dziesięcioletnie dziecko, odwagą i wolą walki. To zapewne jej trudne dzieciństwo, które nauczyło jej samodzielności oraz wytrwałości, wpłynęło na jej dojrzałą postawę wobec sytuacji, w której przyszło jej się znaleźć. Przyglądając się bliżej tej postaci dochodzę również do wniosku, że to chyba jej obecność nadaje najwięcej dramaturgii całemu filmowi (w końcu wplątanie niewinnego dziecka w krwawą grę brzmi naprawdę okrutnie). 
   Wszystkie pojawiające się w filmie wątki łączą się w całkiem zgrabną, logiczną całość, chociaż co jakiś czas zdarzały się drobne niedociągnięcia. Do wzmocnienia mrocznego wydźwięku fabuły, przyczyniły się w ogromnym stopniu: klimatyczna muzyka (zwłaszcza ta melodia w intrze; aż miałam ciarki!), ciemna kolorystyka oraz świetnie dobrane lokacje jak np. otoczony przez las, samotnie stojący dom lub opustoszała wieś, w której mieszka główna bohaterka.
   "Monster" jest kolejną produkcją, gdzie natknęłam się na obsadzoną w roli głównej bohaterki Kim Go-Eun. Jestem zaskoczona tym, jak przekonująco prezentuje się ona jako każda z ogrywanych przez siebie postaci, i nie inaczej sprawa ma się w przypadku omawianej dziś produkcji. Przyznam Wam jednak, że bardzo dużym sentymentem darzę jej kreację Hong Seol w "Cheese in the Trap", gdzie zagrała spokojną, rozważną młodą kobietę. Po obejrzeniu filmu "Monster" poczułam lekkie rozczarowanie, gdyż o wiele chętniej zobaczyłabym ją właśnie w roli miłej i opanowanej dziewczyny niż dzikuski, która do każdego wyskakuje z pięściami.
   Z Lee Min-Ki, wcielającym się tutaj w postać Tae-Soo, również miałam już kiedyś styczność i podobnie jak w przypadku Kim Go-Eun, jestem zachwycona sposobem jego gry. Swoją drogą, ta dwójka tworzy naprawdę dobraną parę i chętnie zobaczyłabym ich jeszcze kiedyś razem na ekranie. 


źródło: Lotte Entertainment


   Jako alternatywa dla oglądanych przeze mnie filmów, "Monster" bardzo dobrze spełnił swoją rolę dostarczając mi całą masę emocji i trzymając w napięciu aż do samego końca. Co jest też również moim zdaniem ważne, film poza mrożącą krew w żyłach akcją, sięga swoją tematyką o wiele głębiej ukazując, jak poszczególni ludzie radzą sobie z cierpieniem; jedni nie potrafią wytrzymać presji i staczają się na samo dno, zaś drudzy nie ustają w wysiłkach i walczą o samych siebie i o najbliższych do samego końca. 
   Jeżeli udało mi się zainteresować Was tym filmem, znajdziecie go na TEJ stronie. 

Uwaga!

   Wraz z tym wpisem, wprowadzam nowy system oceniania recenzowanych przeze mnie tytułów. Czuję, że mój dotychczasowy sposób przyznawania not był niekompetentny i nierzetelny. W związku z tym, postanowiłam wprowadzić pewne ulepszenia, które pozwolą Wam dokładniej określić, czy dany twór kultury zasługuje na Waszą uwagę, czy nie. 
   W nowym systemie oceniania pojawią się cztery kategorie:
- fabuła
-bohaterowie
- wykonanie (muzyka, lokacje, stroje itp.)
- subiektywne odczucie (wbrew pozorom jest to najbardziej potrzebna kategoria, gdyż często daję wysokie noty źle zrobionym filmom, bo np. to było tak złe, że aż miło się tę szmirę oglądało, lub wprost przeciwnie- zaniżam oceny dobrze zrobionym, ale nudzącym mnie filmom; czuję, że ta kategoria pozwoli mi sprawiedliwiej przyznawać noty)
   Przejdźmy więc do rzeczy!

Ocena dzieła

Fabuła 3/5
Bohaterowie 4/5
Wykonanie 4/5
Subiektywne odczucie 3/5

Ostateczny wynik 7/10 

See you
Kamila
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.